Poezje
Carmina
Nota wstępna
Gajusz Waleriusz Katullus (ok. 84 – ok. 54 p.n.e.) przybył do Rzymu z zamożnej werońskiej rodziny w latach, gdy republika osuwała się ku wojnie domowej, i pozostawił po sobie jeden zwój — sto trzynaście wierszy, które czyta się tak, jakby napisano je wczoraj. Zbiór, przekazany przez tradycję jako Carmina, rozpada się na trzy ruchy: polimetry (1–60), utwory różnych miar, osobiste, kapryśne, rdzeń „lirycznego Katulla"; poematy dłuższe (61–68) — hymny weselne, epylion o Peleusie i Tetydzie, uczoną elegię, gdzie rejestr się wznosi, a składnia wydłuża; oraz epigramy (69–116) w dystychach elegijnych, zwięzłe, często okrutne lub erotyczne, zbudowane pod puentę. Jeden głos, trzy biegi.
Katullus należał do „nowych poetów" (neoteryków), którzy przeciw długiemu epickiemu poematowi w rzymskiej tradycji postawili aleksandryjski ideał: kunszt, zwięzłość, uczoność noszoną lekko. Stąd greckie wzory, mitologiczne aluzje i obsesja na punkcie wypolerowanej formy — już wiersz pierwszy przedstawia książeczkę „suchym pumeksem wygładzoną". Lecz to, co czyni go nieśmiertelnym, nie jest erudycja, tylko bezpośredniość tonu: mowa Katulla jest ustna, teraźniejsza, obnażona uczuciowo, zdolna w kilku wersach przejść od czułości do obsceny albo od zabawy do żałoby — i ów zwrot jest sednem. Cykl adresowany do „Lesbii" (za którą tradycja widzi Klodię, arystokratkę rzymską) zapisuje całą krzywą namiętności: od upojenia (5, 7) przez gorzkie rozpoznanie zdrady (8, 11) po sławny dystych odi et amo (85), gdzie miłość i nienawiść trwają w jednym oddechu.
Ten przekład jest sporządzony z łaciny — nie przez żaden istniejący przekład pośredniczący — i zachowuje trzy zobowiązania. Po pierwsze, wierność rejestrowi każdego wiersza z osobna: inwektywa i utwory erotyczne (16, 29, 37, 57) bywają brutalnie sprośne, i tłumaczyć je łagodząco znaczyłoby fałszować poetę, podczas gdy wiersze czułe (2, 3, 5, 31, 34) i grób brata (którego opłakuje pod numerem 65 i 68, a w słynnym pożegnaniu — 101) domagają się rejestru zupełnie innego; ten sam człowiek napisał jedno i drugie, a kontrast jest osiągnięciem. Po drugie, budowa nad ozdobą: gdy Katullus powtarza (anafora, refren), powtarza i polszczyzna; puenta epigramu pada na końcu, nie rozpływa się. Po trzecie, wiersz bez narzuconego metrum i rymu — układ wersów źródła jest zachowany linia po linii, by sama forma utworu niosła muzykę.
Czytelnik zauważy luki w numeracji (po 17 następuje 21; brak 18–20) oraz numery z literą (14a, 68a): to ślady wielowiekowej tradycji rękopiśmiennej, w której wiersze uznane później za nieautentyczne usunięto, a długie utwory podzielono. Miejsca zepsute w przekazie — których nawet najlepsze wydania nie umieją pewnie odtworzyć — oznaczono krzyżykiem (†), by nie udawać gładkości tam, gdzie łacina jest niepewna. Nazwy własne pozostawiono w ich klasycznej postaci (Lesbia, Mamurra, Peleus, Ariadna, Kybele), a bogów w rzymskiej (Wenus, Kupido, Jowisz, Diana), nigdy nie przenosząc realiów w ramy współczesnego czytelnika.
świeżo suchym pumeksem wygładzoną?
Tobie, Korneliuszu; bo ty zwykłeś
sądzić, że moje drobiazgi coś znaczą,
już wówczas, gdy jako jedyny z Italów ośmieliłeś się
całe dzieje rozwinąć w trzech zwojach,
uczonych, na Jowisza, i mozolnych!
Weź więc sobie tę książeczkę, jakakolwiek
i czymkolwiek jest — a ty, dziewicza patronko,
niech przetrwa więcej niż jedno stulecie.
arido modo pumice expolitum?
Corneli, tibi; namque tu solebas
meas esse aliquid putare nugas,
iam tum cum ausus es unus Italorum
omne aevum tribus explicare chartis,
doctis, Iuppiter, et laboriosis!
quare habe tibi quidquid hoc libelli
qualecumque, quod, o patrona virgo,
plus uno maneat perenne saeclo.
z którym ona igra, którego trzyma na łonie,
któremu czubek palca podaje, gdy dziobie,
i ostre budzi ukąszenia,
gdy mojej lśniącej tęsknocie
miło jest zażartować czymś drogim
(i drobną pociechą swego bólu,
wierzę, by ukoił się ciężki żar),
gdybym mógł z tobą igrać jak ona sama
i ukoić smutne troski serca!
Tak miłe by mi to było, jak — mówią — dziewczynie
chyżej złociste było jabłko,
które rozwiązało długo zawiązany pas.
quicum ludere, quem in sinu tenere,
cui primum digitum dare adpetenti
et acris solet incitare morsus,
cum desiderio meo nitenti
carum nescio quid libet iocari
(et solaciolum sui doloris,
credo, ut tum gravis adquiescat ardor),
tecum ludere sicut ipsa possem
et tristis animi levare curas!
Tam gratum est mihi quam ferunt puellae
pernici aureolum fuisse malum,
quod zonam solvit diu ligatam.
i ilu tylko jest ludzi wdzięczniejszych!
Umarł wróbelek mojej dziewczyny,
wróbelek, rozkosz mojej dziewczyny,
którego kochała bardziej niż własne oczy;
bo słodki był jak miód i znał swą panią
tak dobrze, jak dziewczynka zna matkę,
i nie ruszał się z jej łona,
lecz podskakując to tu, to tam,
do samej pani wciąż ćwierkał.
Teraz idzie mroczną drogą
tam, skąd — powiadają — nikt nie wraca.
Bądźcie przeklęte, złe ciemności
Orkusa, co pożeracie wszystko piękne;
tak pięknego wróbelka mi zabrałyście.
O nieszczęście! O biedny wróbelku!
Przez ciebie teraz oczęta mojej dziewczyny
od płaczu spuchłe czerwienią się.
et quantum est hominum venustiorum!
passer mortuus est meae puellae,
passer, deliciae meae puellae,
quem plus illa oculis suis amabat;
nam mellitus erat, suamque norat
ipsa tam bene quam puella matrem,
nec sese a gremio illius movebat,
sed circumsiliens modo huc modo illuc
ad solam dominam usque pipiabat.
qui nunc it per iter tenebricosum
illuc unde negant redire quemquam.
at vobis male sit, malae tenebrae
Orci, quae omnia bella devoratis;
tam bellum mihi passerem abstulistis.
o factum male! o miselle passer!
tua nunc opera meae puellae
flendo turgiduli rubent ocelli.
twierdzi, że był najszybszy z okrętów,
i że żadnego pływającego drzewca pęd
wyprzedzić go nie zdołał, czy trzeba było
lecieć na wiosłach, czy na płótnie żagla.
I mówi, że nie zaprzeczy temu brzeg
groźnego Adriatyku ani wyspy Cyklady,
ani sławny Rodos, ani dzika Tracka
Propontyda, ani ponury Pontyjski zalew,
gdzie ów, co potem stał się stateczkiem, przedtem był
liściastym lasem: bo na Cytoryjskim grzbiecie
gadatliwym liściem często świszczał.
Amastris Pontyjska i bukowy Cytorze,
wam to było i jest najlepiej znane —
tak mówi stateczek; od najdawniejszego początku
na twoim, powiada, stał szczycie,
w twojej toni zanurzał wiosła,
i stamtąd przez tyle nieokiełznanych cieśnin
niósł pana, czy z lewej, czy z prawej
wołał wiatr, czy oba naraz Jowisz
pomyślny uderzył w żagiel;
i żadnych ślubów bogom wybrzeża
nie składał, gdy przypływał od morza
najdalszego aż tu, do tego przejrzystego jeziora.
Lecz to było wcześniej: teraz w ukryciu
starzeje się w spokoju i poświęca się tobie,
bliźniaczy Kastorze i bliźniaku Kastora.
ait fuisse navium celerrimus,
neque ullius natantis impetum trabis
nequisse praeterire, sive palmulis
opus foret volare sive linteo.
et hoc negat minacis Hadriatici
negare litus insulasve Cycladas
Rhodumque nobilem horridamque Thraciam
Propontida trucemve Ponticum sinum,
ubi iste post phasellus antea fuit
comata silva: nam Cytorio in iugo
loquente saepe sibilum edidit coma.
Amastri Pontica et Cytore buxifer,
tibi haec fuisse et esse cognitissima
ait phasellus; ultima ex origine
tuo stetisse dicit in cacumine,
tuo imbuisse palmulas in aequore,
et inde tot per impotentia freta
erum tulisse, laeva sive dextera
vocaret aura, sive utrumque Iuppiter
simul secundus incidisset in pedem;
neque ulla vota litoralibus diis
sibi esse facta, cum veniret a mari
novissimo hunc ad usque limpidum lacum.
sed haec prius fuere: nunc recondita
senet quiete seque dedicat tibi,
gemelle Castor et gemelle Castoris.
a szepty starców nazbyt surowych
wszystkie razem oceńmy na jednego asa.
Słońca zachodzić mogą i wracać:
nam, gdy raz zajdzie krótkie światło,
noc jedna wieczna do przespania zostaje.
Daj mi tysiąc pocałunków, potem sto,
potem drugi tysiąc, potem znów sto,
potem wciąż drugi tysiąc, potem sto,
potem, gdy wiele tysięcy uczynimy,
zmieszamy je, byśmy nie wiedzieli,
albo by nikt zły pozazdrościć nie zdołał,
gdy pozna, jak wiele jest pocałunków.
rumoresque senum severiorum
omnes unius aestimemus assis.
soles occidere et redire possunt:
nobis, cum semel occidit brevis lux,
nox est perpetua una dormienda.
da mi basia mille, deinde centum,
dein mille altera, dein secunda centum,
deinde usque altera mille, deinde centum,
dein, cum milia multa fecerimus,
conturbabimus illa, ne sciamus,
aut ne quis malus invidere possit,
cum tantum sciat esse basiorum.
gdyby nie była bez wdzięku i bez uroku,
chciałbyś powiedzieć, i milczeć byś nie mógł.
Ale kochasz nie wiem jaką gorączkową
dziewkę: wstyd ci to wyznać.
Bo że nie leżysz w samotne noce,
na próżno milczące woła łoże,
wonne wieńcami i syryjską oliwą,
i poduszka tu i tam jednako
wygnieciona, i drżącego łoża
skrzypienie i chwiejba.
Bo na nic nierząd milczeć, na nic.
Czemu? Nie odsłaniałbyś tak wycieńczonych bioder,
gdybyś nie czynił czegoś niedorzecznego.
Dlatego, cokolwiek masz — dobrego czy złego —
powiedz nam: chcę ciebie i twoje miłostki
pod niebo wdzięcznym wynieść wierszem.
ni sint inlepidae atque inelegantes,
velles dicere, nec tacere posses.
verum nescio quid febriculosi
scorti diligis: hoc pudet fateri.
nam te non viduas iacere noctes
nequiquam tacitum cubile clamat
sertis ac Syrio fragrans olivo,
pulvinusque peraeque et hic et ille
attritus, tremulique quassa lecti
argutatio inambulatioque.
nam nil stupra valet, nihil, tacere.
cur? non tam latera ecfututa pandas,
ni tu quid facias ineptiarum.
quare, quidquid habes boni malique,
dic nobis: volo te ac tuos amores
ad caelum lepido vocare versu.
Lesbio, starczy mi aż nadto.
Jak wielka liczba libijskiego piasku
leży w laserpicjowej Cyrenie,
między wyrocznią spiekłego Jowisza
a świętym grobem starego Battusa,
albo jak wiele gwiazd, gdy milczy noc,
widzi ukradkowe miłości ludzi —
tyle pocałunków ucałować ciebie
szalonemu Katullowi starczy aż nadto,
tyle, że ani ciekawscy zliczyć ich nie zdołają,
ani urzec złym językiem.
tuae, Lesbia, sint satis superque.
quam magnus numerus Libyssae harenae
laserpiciferis iacet Cyrenis,
oraclum Iovis inter aestuosi
et Batti veteris sacrum sepulcrum,
aut quam sidera multa, cum tacet nox,
furtivos hominum vident amores,
tam te basia multa basiare
vesano satis et super Catullo est,
quae nec pernumerare curiosi
possint nec mala fascinare lingua.
i co widzisz, że zginęło, miej za stracone.
Świeciły niegdyś jasne dla ciebie słońca,
gdy chadzałeś, dokąd wiodła dziewczyna,
kochana przez nas, jak żadna kochana nie będzie.
Tam wtedy działy się liczne uciechy,
których ty chciałeś, a dziewczyna nie broniła.
Świeciły naprawdę jasne dla ciebie słońca.
Teraz ona już nie chce: i ty, bezsilny, nie chciej,
nie ścigaj tej, co ucieka, ani nie żyj nieszczęśliwy,
lecz zawziętym sercem znoś i wytrwaj.
Żegnaj, dziewczyno! Już Katullus trwa niezłomnie,
nie będzie cię szukał ani prosił wbrew woli:
lecz ty będziesz cierpieć, gdy nikt cię prosić nie będzie.
Zbrodnicza, biada ci! Jakie życie cię czeka!
Kto teraz do ciebie przyjdzie? Komu wydasz się piękna?
Kogo teraz pokochasz? Czyją będziesz zwana?
Kogo pocałujesz? Czyje wargi będziesz gryzła?
Lecz ty, Katullu, niezłomny wytrwaj.
et quod vides perisse perditum ducas.
fulsere quondam candidi tibi soles,
cum ventitabas quo puella ducebat
amata nobis quantum amabitur nulla.
ibi illa multa tum iocosa fiebant,
quae tu volebas nec puella nolebat.
fulsere vere candidi tibi soles.
nunc iam illa non vult: tu quoque, impotens, noli,
nec quae fugit sectare, nec miser vive,
sed obstinata mente perfer, obdura.
vale, puella! iam Catullus obdurat,
nec te requiret nec rogabit invitam:
at tu dolebis, cum rogaberis nulla.
scelesta, vae te! quae tibi manet vita!
quis nunc te adibit? cui videberis bella?
quem nunc amabis? cuius esse diceris?
quem basiabis? cui labella mordebis?
at tu, Catulle, destinatus obdura.
ceniony ponad trzysta tysięcy innych,
wróciłeś do domu, do swych penatów,
do jednomyślnych braci i sędziwej matki?
Wróciłeś! O radosna dla mnie nowino!
Ujrzę cię całym i zdrowym, usłyszę, jak o Iberach
opowiadasz — miejsca, czyny, ludy,
jak masz w zwyczaju — i tuląc szyję,
ucałuję miłe usta i oczy.
O, ilu tylko jest ludzi szczęśliwszych,
kto ode mnie weselszy jest lub szczęśliwszy?
antistans mihi milibus trecentis,
venistine domum ad tuos penates
fratresque unanimos anumque matrem?
venisti! o mihi nuntii beati!
visam te incolumem audiamque Hiberum
narrantem loca, facta, nationes,
ut mos est tuus, applicansque collum
iucundum os oculosque saviabor.
o, quantum est hominum beatiorum,
quid me laetius est beatiusve?
gdym próżnował, prosto z forum,
do dziewczyny, jak mi się wtedy nagle zdało,
niepozbawionej wdzięku i uroku.
Gdyśmy tam przyszli, wpadły nam
rozmaite rozmowy, a wśród nich, jak się teraz
miewa Bitynia, w jakim jest stanie,
i czy przyniosła mi jakiś grosz.
Odpowiedziałem, jak było: nic ani samym,
ani pretorom, ani świcie,
by ktoś wracał z głową tłuściejszą,
zwłaszcza że mieli takiego łajdaka
za pretora, co świty za włos nie cenił.
„Ależ przecież — mówią — zapewne kupiłeś
tych, co tam podobno się rodzą,
ludzi do lektyki." Ja, by przy dziewczynie
uczynić się jednym ze szczęśliwszych,
„Nie — powiadam — nie tak źle mi się wiodło,
by, choć prowincja marna mi przypadła,
nie było mnie stać na ośmiu tęgich ludzi."
A nie miałem ani tu, ani tam nikogo,
kto by złamaną nogę starego tapczanu
mógł sobie zarzucić na kark.
Tu ona, jak przystało bezwstydnicy:
„Proszę cię — mówi — mój Katullu, na chwilę
pożycz mi ich: bo chcę do Serapisa
kazać się zanieść." „Poczekaj — mówię dziewczynie —
to, com przed chwilą powiedział, że mam,
wyleciało mi z głowy: mój towarzysz,
Cynna Gajusz — to on sobie ich sprawił.
Zresztą jego czy moje — cóż mi do tego?
Korzystam z nich tak dobrze, jak gdybym sam sprawił.
Lecz ty jesteś dokuczliwa i naprzykrzona,
przez którą nie wolno być nieuważnym."
visum duxerat e foro otiosum,
scortillum, ut mihi tunc repente visum est,
non sane inlepidum neque invenustum.
huc ut venimus, incidere nobis
sermones varii, in quibus, quid esset
iam Bithynia, quo modo se haberet,
ecquonam mihi profuisset aere.
respondi id quod erat, nihil neque ipsis
nec praetoribus esse nec cohorti,
cur quisquam caput unctius referret,
praesertim quibus esset irrumator
praetor nec faceret pili cohortem.
at certe tamen, inquiunt, quod illic
natum dicitur esse comparasti,
ad lecticam homines. ego, ut puellae
unum me facerem beatiorem,
non, inquam, mihi tam fuit maligne,
ut, provincia quod mala incidisset,
non possem octo homines parare rectos.
at mi nullus erat neque hic neque illic
fractum qui veteris pedem grabati
in collo sibi conlocare posset.
hic illa, ut decuit cinaediorem,
quaeso, inquit, mihi, mi Catulle, paulum
istos commoda: nam volo ad Sarapim
deferri. Mane, inquii puellae,
istud quod modo dixeram, me habere,
fugit me ratio: meus sodalis
Cinna est Gaius; is sibi paravit.
verum, utrum illius an mei, quid ad me?
utor tam bene quam mihi pararim.
sed tu insulsa male et molesta vivis,
per quam non licet esse neglegentem.
czy przeniknie on aż do najdalszych Indów,
gdzie brzeg daleko rozbrzmiewającą wschodnią
falą jest bity,
czy do Hyrkanów, czy do zniewieściałych Arabów,
czy do Saków, czy do łuczniczych Partów,
czy do wód, które siedmioramienny
barwi Nil,
czy przekroczy wysokie Alpy,
by ujrzeć pomniki wielkiego Cezara,
galijski Ren, straszliwe morze, i najdalszych
Brytanów —
gotowi na to wszystko, cokolwiek zeszle wola
niebian, ze mną razem spróbować,
kilka słów zanieście mojej dziewczynie,
słów niedobrych.
Niech żyje i ma się dobrze ze swymi gachami,
których trzystu razem trzyma w objęciach,
żadnego naprawdę nie kochając, lecz raz po raz wszystkim
łona pruje;
i niech nie ogląda się, jak wprzódy, na moją miłość,
która z jej winy padła jak na skraju
łąki kwiat, gdy dotknięty przejeżdżającym
został pługiem.
sive in extremos penetrabit Indos,
litus ut longe resonante Eoa
tunditur unda,
sive in Hyrcanos Arabasve molles,
seu Sacas sagittiferosve Parthos,
sive quae septemgeminus colorat
aequora Nilus,
sive trans altas gradietur Alpes
Caesaris visens monimenta magni,
Gallicum Rhenum, horribile aequor, ulti-
mosque Britannos,
omnia haec, quaecumque feret voluntas
caelitum, temptare simul parati,
pauca nuntiate meae puellae
non bona dicta.
cum suis vivat valeatque moechis,
quos simul complexa tenet trecentos,
nullum amans vere, sed identidem omnium
ilia rumpens;
nec meum respectet, ut ante, amorem,
qui illius culpa cecidit velut prati
ultimi flos, praetereunte postquam
tactus aratro est.
niepięknie się posługujesz w żartach i przy winie:
zabierasz chustki nieuważnym.
Sądzisz, że to dowcipne? Mylisz się, głupcze!
To rzecz plugawa i pozbawiona wdzięku.
Nie wierzysz mi? Uwierz Pollionowi,
twemu bratu, który by twe kradzieże i za talent
chciał wykupić; jest bowiem w wdzięku
i dowcipie biegłym chłopcem.
Dlatego albo trzystu jedenastozgłoskowców
się spodziewaj, albo mi zwróć chustkę —
która mnie nie wzrusza wartością,
lecz jest pamiątką po moim towarzyszu.
Bo saetabańskie chusty z Iberii
przysłali mi w darze Fabullus
i Weraniusz: te muszę kochać,
jak Weraniuszka mego i Fabulla.
non belle uteris in ioco atque vino:
tollis lintea neglegentiorum.
hoc salsum esse putas? fugit te, inepte!
quamvis sordida res et invenusta est
non credis mihi?crede Pollioni
fratri, qui tua furta vel talento
mutari velit; est enim leporum
disertus puer ac facetiarum.
quare aut hendecasyllabos trecentos
exspecta, aut mihi linteum remitte,
quod me non movet aestimatione,
verum est mnemosynum mei sodalis.
nam sudaria Saetaba ex Hiberis
miserunt mihi muneri Fabullus
et Veranius: haec amem necesse est
et Veraniolum meum et Fabullum.
za kilka dni, jeśli bogowie ci sprzyjają,
jeśli przyniesiesz ze sobą dobrą i obfitą
wieczerzę, nie bez jasnej dziewczyny,
i wina, i dowcipu, i wszelkich śmiechów.
Jeśli to, powiadam, przyniesiesz, uroczy mój,
będziesz jadł dobrze; bo twego Katulla
sakiewka pełna jest pajęczyn.
Lecz w zamian dostaniesz czystą miłość,
albo coś słodszego i wytworniejszego:
bo dam ci pachnidło, które mojej dziewczynie
darowały Wenery i Kupidyni,
a gdy je powąchasz, bogów prosić będziesz,
by cię, Fabullu, uczynili całego nosem.
paucis, si tibi di favent, diebus,
si tecum attuleris bonam atque magnam
cenam, non sine candida puella
et vino et sale et omnibus cachinnis.
haec si, inquam, attuleris, venuste noster
cenabis bene; nam tui Catulli
plenus sacculus est aranearum.
sed contra accipies meros amores
seu quid suavius elegantiusve est:
nam unguentum dabo, quod meae puellae
donarunt Veneres Cupidinesque,
quod tu cum olfacies, deos rogabis
totum ut te faciant, Fabulle, nasum.
najmilszy Kalwusie, za ten dar
znienawidziłbym cię nienawiścią Watyniusza:
bo cóż uczyniłem lub co powiedziałem,
żebyś mnie tylu zgubił poetami?
Niech temu klientowi bogowie ześlą wiele zła,
który tylu bezbożnych ci przysłał.
A jeśli, jak podejrzewam, ten nowy i wyszukany
dar daje ci Sulla, bakałarz,
to nie jest mi źle, lecz dobrze i szczęśliwie,
że nie przepadają twoje trudy.
Bogowie wielcy, straszną i przeklętą książeczkę,
którą ty, rzecz jasna, swemu Katullowi
przysłałeś, by od razu tego dnia zginął,
w Saturnalia, najlepszy z dni!
Nie, nie ujdzie ci to tak, fałszywcze:
bo skoro zaświta, do księgarskich
skrzyń pobiegnę, Cezjuszów, Akwinów,
Suffenusa, wszystkie zbiorę trucizny,
i tymi mękami ci się odpłacę.
A wy tymczasem żegnajcie, odejdźcie
tam, skąd przynieśliście złą nogę,
plagi stulecia, najgorsi poeci.
iucundissime Calve, munere isto
odissem te odio Vatiniano:
nam quid feci ego quidve sum locutus,
cur me tot male perderes poetis?
isti di mala multa dent clienti
qui tantum tibi misit impiorum.
quod si, ut suspicor, hoc novum ac repertum
munus dat tibi Sulla litterator,
non est mi male, sed bene ac beate,
quod non dispereunt tui labores.
di magni, horribilem et sacrum libellum,
quem tu scilicet ad tuum Catullum
misti, continuo ut die periret,
Saturnalibus, optimo dierum!
non, non hoc tibi, false, sic abibit:
nam, si luxerit, ad librariorum
curram scrinia, Caesios, Aquinos,
Suffenum, omnia colligam venena,
ac te his suppliciis remunerabor.
vos hinc interea valete, abite
illuc unde malum pedem attulistis,
saecli incommoda, pessimi poetae.
będziecie czytelnikami i rąk swoich
nie ulękniecie się do nas przyłożyć,
lectores eritis manusque vestras
non horrebitis admovere nobis,
Aureliuszu. Proszę o łaskę wstydliwą:
jeśli kiedykolwiek w duszy pragnąłeś
czegoś, co chciałbyś czystym i nietkniętym zachować,
ustrzeż mi chłopca w niewinności —
nie mówię przed ludem: nic się nie boję
tych, co po ulicy to tu, to tam
przechodzą, zajęci swoją sprawą;
lecz ciebie się lękam i twego członka,
groźnego chłopcom dobrym i złym.
Nim porusz, gdzie chcesz i jak chcesz,
ile zechcesz, gdy będzie gotów na dworze:
tego jednego wyłączam — jak sądzę, wstydliwie.
A jeśli zły zamysł i szalony obłęd
popchnie cię, zbrodniarzu, do takiej winy,
byś zdradą nastawał na moją głowę,
ach, wtedy biada ci, nędzniku złego losu,
któremu przez rozwarte drzwi, z rozciągniętymi nogami,
przebiegną rzodkwie i mugile.
Aureli. Veniam peto pudentem,
ut, si quicquam animo tuo cupisti
quod castum expeteres et integellum,
conserves puerum mihi pudice,
non dico a populo: nihil veremur
istos qui in platea modo huc modo illuc
in re praetereunt sua occupati;
verum a te metuo tuoque pene
infesto pueris bonis malisque.
quem tu qua libet, ut libet moveto
quantum vis, ubi erit foris paratum:
hunc unum excipio, ut puto, pudenter.
quod si te mala mens furorque vecors
in tantam impulerit, sceleste, culpam,
ut nostrum insidiis caput lacessas,
ah tum te miserum malique fati,
quem attractis pedibus patente porta
percurrent raphanique mugilesque.
Aureliuszu bezwstydny i wszeteczny Furiuszu,
którzyście mnie z wierszyków moich osądzili,
że skoro są miękkie, jestem mało wstydliwy.
Bo pobożnemu poecie przystoi być czystym
samemu, wierszykom zaś wcale nie trzeba;
one dopiero wtedy mają sól i wdzięk,
gdy są miękkie i mało wstydliwe,
i mogą pobudzić to, co swędzi —
nie mówię chłopcom, lecz tym owłosionym,
co nie potrafią ruszyć twardych lędźwi.
Wy, którzy o wielu tysiącach pocałunków
czytaliście, macie mnie za mało męskiego?
Zerżnę was w tyłek i w gębę.
Aureli pathice et cinaede Furi,
qui me ex versiculis meis putastis,
quod sunt molliculi, parum pudicum.
nam castum esse decet pium poetam
ipsum, versiculos nihil necesse est,
qui tum denique habent salem ac leporem,
si sunt molliculi ac parum pudici
et quod pruriat incitare possunt,
non dico pueris, sed his pilosis,
qui duros nequeunt movere lumbos.
vos quod milia multa basiorum
legistis, male me marem putatis?
pedicabo ego vos et irrumabo.
i gotowa jesteś tańczyć, lecz boisz się nieudolnych
nóżek mostku, stojącego na wskrzeszonych deseczkach,
by nie legł na wznak i nie zwalił się w głąb bagna,
niech ci powstanie dobry most wedle twego pragnienia,
na którym by nawet obrzędy Salisubsila się odprawiały —
tego daru największego śmiechu użycz mi, Kolonio.
Chcę, by pewien mój współobywatel z twego mostu
runął głową na dół w błoto, przez głowę i nogi,
tam, gdzie całego jeziora i cuchnącego bagna
najbardziej sina i najgłębsza jest topiel.
Najgłupszy to człowiek, nie ma rozumu więcej niż dziecko
dwuletnie, śpiące na drżącym ramieniu ojca:
choć poślubił dziewczynę w najświeższym kwiecie
(a dziewczynę delikatniejszą niż młodziutkie koźlę,
którą strzec by trzeba pilniej niż najczarniejsze grona),
pozwala jej igrać, jak chce, i za włos jej nie ceni,
ani sam się nie dźwignie ze swej strony, lecz jak olcha
w rowie leży, podcięta liguryjskim toporem,
tyle czując z wszystkiego, jak gdyby jej wcale nie było;
taki ten mój tuman nic nie widzi, nic nie słyszy,
kim sam jest, czy jest, czy go nie ma — i tego nie wie.
Teraz chcę go z twego mostu strącić głową na dół,
czy zdołałby nagle otrząsnąć głupie odrętwienie
i bezwładną duszę zostawić w ciężkim błocie,
jak muła żelazną podkowę w lepkiej topieli.
et salire paratum habes, sed vereris inepta
crura ponticuli assulis stantis in redivivis,
ne supinus eat cavaque in palude recumbat,
sic tibi bonus ex tua pons libidine fiat,
in quo vel Salisubsili sacra suscipiantur,
munus hoc mihi maximi da, Colonia, risus.
quendam municipem meum de tuo volo ponte
ire praecipitem in lutum per caputque pedesque,
verum totius ut lacus putidaeque paludis
lividissima maximeque est profunda vorago.
insulsissimus est homo, nec sapit pueri instar
bimuli tremula patris dormientis in ulna:
cui cum sit viridissimo nupta flore puella
(et puella tenellulo delicatior haedo,
adservanda nigerrimis diligentius uvis),
ludere hanc sinit ut libet, nec pili facit uni,
nec se sublevat ex sua parte, sed velut alnus
in fossa Liguri iacet suppernata securi,
tantundem omnia sentiens quam si nulla sit usquam
talis iste meus stupor nil videt, nihil audit,
ipse qui sit, utrum sit an non sit, id quoque nescit.
nunc eum volo de tuo ponte mittere pronum,
si pote stolidum repente excitare veternum
et supinum animum in gravi derelinquere caeno,
ferream ut soleam tenaci in voragine mula.
nie tylko tych, lecz ilu było
albo jest, albo w innych latach będzie,
pragniesz zerżnąć w tyłek moje miłostki.
I nie skrycie: bo jesteś przy nim, żartujesz razem,
przywarłszy do boku, wszystkiego próbujesz.
Na próżno: bo gdy zasadzki na mnie gotujesz,
uprzedzę cię i zerżnę cię w gębę.
I gdybyś to czynił syty, milczałbym:
teraz nad tym boleję, że głodu,
ach, biada mi, i pragnienia nauczy się chłopiec.
Dlatego przestań, póki możesz wstydliwie,
byś nie skończył, lecz zerżnięty w gębę.
non harum modo, sed quot aut fuerunt
aut sunt aut aliis erunt in annis,
pedicare cupis meos amores.
nec clam: nam simul es, iocaris una,
haerens ad latus omnia experiris.
frustra: nam insidias mihi instruentem
tangam te prior irrumatione.
atque id si faceres satur, tacerem:
nunc ipsum id doleo, quod esurire,
ah me me, puer et sitire discet.
quare desine, dum licet pudico,
ne finem facias, sed irrumatus.
to człowiek uroczy, dowcipny i wytworny,
a przy tym pisze zdecydowanie najwięcej wierszy.
Sądzę, że ma tysięcy dziesięć albo więcej
zapisanych, i to nie, jak bywa, na palimpseście
przeniesionych: papier królewski, nowe księgi,
nowe wałki, rzemyki, czerwony pergamin,
ołowiem wyliniowane, pumeksem wygładzone.
Gdy to czytasz, ów piękny i wytworny
Suffenus zdaje się znowu kozłem albo kopaczem:
tak dalece odmienny jest i przeobrażony.
Cóż mamy o tym sądzić? Ten, co przed chwilą wydawał się
dworakiem, albo czymś jeszcze bardziej gładkim,
ten sam jest niezgrabniejszy niż niezgrabna wieś,
skoro tylko dotknie poematów — i nigdy
nie jest tak szczęśliwy, jak gdy poemat pisze:
tak się sobą raduje i tak sam siebie podziwia.
Zaiste, wszyscy tak samo się łudzimy, i nie ma nikogo,
kogo byś w jakiejś rzeczy Suffenusem
ujrzeć nie mógł. Każdemu przypisany jest jego błąd,
lecz nie widzimy tego, co mamy na plecach, w torbie.
homo est venustus et dicax et urbanus,
idemque longe plurimos facit versus.
puto esse ego illi milia aut decem aut plura
perscripta, nec sic, ut fit, in palimpsesto
relata: chartae regiae, novi libri,
novi umbilici, lora, rubra membrana,
derecta plumbo et pumice omnia aequata.
haec cum legas tu, bellus ille et urbanus
Suffenus unus caprimulgus aut fossor
rursus videtur: tantum abhorret ac mutat.
hoc quid putemus esse? Qui modo scurra
aut si quid hac re tritius videbatur,
idem infaceto est infacetior rure
simul poemata attigit, neque idem unquam
aeque est beatus ac poema cum scribit:
tam gaudet in se tamque se ipse miratur.
nimirum idem omnes fallimur, neque est quisquam
quem non in aliqua re videre Suffenum
possis. Suus cuique attributus est error,
sed non videmus manticae quod in tergo est.
ani pluskwy, ani pająka, ani ognia,
lecz masz ojca i macochę, których
zęby nawet krzemień strawić zdołają,
świetnie ci się wiedzie z twoim rodzicem
i z drewnianą małżonką rodzica.
I nie dziw: bo wszyscy zdrowi jesteście,
świetnie trawicie, niczego się nie boicie —
ani pożarów, ani ciężkich zawaleń,
ani bezbożnych kradzieży, ani podstępów trucizny,
ani innych przypadków niebezpieczeństwa.
A przy tym ciała suchsze niż róg
albo cokolwiek jest jeszcze bardziej wyschłe
macie od słońca, mrozu i głodu.
Czemuż by ci nie miało być dobrze i szczęśliwie?
Nie ma w tobie potu, nie ma śliny,
ani śluzu, ani złej plwociny z nosa.
Do tej schludności dodaj jeszcze schludniejszą:
że tyłek masz czystszy niż solniczka,
i nie kalasz się dziesięć razy przez cały rok;
a to twardsze niż bób i kamyki,
i gdybyś to w rękach rozcierał i gniótł,
nigdy palca byś nie splamił.
Tych korzyści tak szczęśliwych, Furiuszu,
nie gardź nimi ani nie miej za drobne,
a stu sestercji, które zwykłeś wypraszać,
przestań: dość ci już szczęścia.
nec cimex neque araneus neque ignis,
verum est et pater et noverca, quorum
dentes vel silicem comesse possunt,
est pulchre tibi cum tuo parente
et cum coniuge lignea parentis.
nec mirum: bene nam valetis omnes,
pulchre concoquitis, nihil timetis,
non incendia, non graves ruinas,
non furta impia, non dolos veneni,
non casus alios periculorum.
atqui corpora sicciora cornu
aut si quid magis aridum est habetis
sole et frigore et esuritione.
quare non tibi sit bene ac beate?
a te sudor abest, abest saliva,
mucusque et mala pituita nasi.
hanc ad munditiem adde mundiorem,
quod culus tibi purior salillo est,
nec toto decies cacas in anno;
atque id durius est faba et lapillis,
quod tu si manibus teras fricesque,
non unquam digitum inquinare possis.
haec tu commoda tam beata, Furi,
noli spernere nec putare parvi,
et sestertia quae soles precari
centum desine: nam satis beatu’s.
nie tylko tych, lecz ilu było
albo potem w innych latach będzie,
wolałbym, byś dał bogactwa Midasa
temu, co nie ma ani niewolnika, ani skrzyni,
niż byś pozwolił, by cię tamten kochał.
„Co? Czy to nie piękny człowiek?" — powiesz. Piękny:
lecz ten piękny nie ma ani niewolnika, ani skrzyni.
To sobie, jak chcesz, lekceważ i pomniejszaj:
a przecież ani niewolnika on nie ma, ani skrzyni.
non horum modo, sed quot aut fuerunt
aut posthac aliis erunt in annis,
mallem divitias Midae dedisses
isti cui neque servus est neque arca,
quam sic te sineres ab illo amari.
quid? Non est homo bellus? inquies. est:
sed bello huic neque servus est neque arca.
hoc tu quam libet abice elevaque:
nec servum tamen ille habet neque arcam.
albo rdzeń gęsiego pierza, albo najniższy płatek ucha,
albo zwiotczały członek starca i zapajęczony zakątek,
a przy tym, Thallusie, chciwszy niż wzburzona nawałnica,
gdy † bogini ukazuje ziewające kobiety —
zwróć mi mój płaszcz, któryś porwał,
i chustkę saetabańską, i tynijskie hafty,
głupcze, które jawnie nosisz, jakby dziedziczne.
Teraz je od pazurów swych odklej i zwróć,
by miękkiego twego boczku i rączek delikatnych
haniebnie wypalone nie pokreśliły bicze,
i byś się nie miotał niezwykle, jak drobny
statek pochwycony na wielkim morzu przez szalejący wiatr.
vel anseris medullula vel imula auricilla
vel pene languido senis situque araneoso,
idemque Thalle turbida rapacior procella,
cum † diva mulier aries ostendit oscitantes,
remitte pallium mihi meum quod involasti
sudariumque Saetabum catagraphosque Thynos,
inepte, quae palam soles habere tanquam avita.
quae nunc tuis ab unguibus reglutina et remitte,
ne laneum latusculum manusque mollicellas
inusta turpiter tibi flagella conscribillent,
et insolenter aestues velut minuta magno
deprensa navis in mari vesaniente vento.
jest wystawiona ani na Fawoniusza,
ani na srogiego Boreasza czy Apeliotę,
lecz na piętnaście tysięcy dwieście sestercji.
O wietrze straszliwy i zaraźliwy!
nalej mi kielichy gorzkie,
jak każe prawo Postumii, pani biesiady,
pijaniejszej niż pijana jagoda.
A wy, wody, odejdźcie stąd, dokąd chcecie,
zgubo wina, i do surowych
przenieście się: tu jest czysty Thyoniańczyk.
inger mi calices amariores,
ut lex Postumiae iubet magistrae,
ebrioso acino ebriosioris.
at vos quo libet hinc abite, lymphae,
vini pernicies, et ad severos
migrate: hic merus est Thyonianus.
z lekkim i podręcznym tobołkiem,
najlepszy Weraniuszu i ty, mój Fabullu,
jak się miewacie? Czy dość zniesiliście
z tym pustakiem chłodu i głodu?
Czy widać w rachunkach jaki zysk
wpisany — jak u mnie, com, poszedłszy za
swym pretorem, w straty wciągam, co dane?
O Memmiuszu, dobrze mnie i długo, na wznak,
całą tą belką powoli w gębę rżnąłeś.
Lecz, o ile widzę, w równym byliście
położeniu: bo niemniejszym prętem
napchani jesteście. Szukaj sobie znakomitych przyjaciół.
A wam niech bogowie i boginie ześlą
wiele zła, wy hańbo Romulusa i Remusa.
aptis sarcinulis et expeditis,
Verani optime tuque mi Fabulle,
quid rerum geritis? Satisne cum isto
vappa frigoraque et famem tulistis?
ecquidnam in tabulis patet lucelli
expensum, ut mihi, qui meum secutus
praetorem refero datum lucello,
o Memmi, bene me ac diu supinum
tota ista trabe lentus irrumasti.
sed, quantum video, pari fuistis
casu: nam nihilo minore verpa
farti estis. pete nobiles amicos.
at vobis mala multa di deaeque
dent, opprobria Romuli Remique.
prócz bezwstydnika, żarłoka i szulera,
by Mamurra miał to, co kosmata Galia
miała wprzódy i najdalsza Brytania?
Bezwstydny Romulusie, będziesz to widział i zniesiesz?
I ten teraz pyszny i opływający
przejdzie po łożach wszystkich
jak białawy gołąbek albo Adonis?
Bezwstydny Romulusie, będziesz to widział i zniesiesz?
Jesteś bezwstydnikiem, żarłokiem i szulerem.
Czyż w tym imię, wodzu jedyny,
byłeś na najdalszej wyspie zachodu,
by ten wasz wyrżnięty do cna członek
pożarł dwakroć sto tysięcy albo trzykroć?
Cóż to innego niż przewrotna szczodrość?
Mało roztrwonił czy mało obżarł?
Najpierw ojcowskie dobra rozszarpano;
druga zdobycz — Pontyjska; potem trzecia —
Iberyjska, którą zna złotonośny Tag.
Teraz Galia go się lęka i Brytania.
Czemu tego łotra hołubicie? Albo cóż ten potrafi
prócz pożerania tłustych dziedzictw?
Czyż w tym imię, o miasta najbogatszego
teściu i zięciu, straciliście wszystko?
nisi impudicus et vorax et aleo,
Mamurram habere quod comata Gallia
habebat ante et ultima Britannia?
Cinaede Romule, haec videbis et feres?
et ille nunc superbus et superfluens
perambulabit omnium cubilia
ut albulus columbus aut Adoneus?
cinaede Romule, haec videbis et feres?
es impudicus et vorax et aleo.
eone nomine, imperator unice,
fuisti in ultima occidentis insula,
ut ista vestra diffututa mentula
ducenties comesset aut trecenties?
quid est alid sinistra liberalitas?
parum expatravit an parum elluatus est?
paterna prima lancinata sunt bona;
secunda praeda Pontica; inde tertia
Hibera, quam scit amnis aurifer Tagus.
nunc Galliae timetur et Britanniae.
quid hunc malum fovetis? aut quid hic potest
nisi uncta devorare patrimonia?
eone nomine † urbis opulentissime
socer generque, perdidistis omnia?
już cię nic nie wzrusza, twardy, wobec słodkiego przyjaciela?
Już mnie zdradzić, już oszukać nie wahasz się, wiarołomny?
A czyny bezbożne fałszywych ludzi niebianom nie miłe;
ty to lekceważysz i mnie nieszczęsnego porzucasz w niedoli.
Ach, cóż mają czynić ludzie, powiedz, komu mają ufać?
Przecież ty sam kazałeś mi oddać duszę, niesprawiedliwy,
wwodząc mnie w miłość, jakby wszystko było mi bezpieczne.
Ty sam teraz się cofasz, a swe słowa wszystkie i czyny
pozwalasz wiatrom nieść na próżno i mgłom powietrznym.
Jeśliś ty zapomniał, to bogowie pamiętają, pamięta Wierność,
która sprawi, że później pożałujesz swego czynu.
iam te nil miseret, dure, tui dulcis amiculi?
iam me prodere, iam non dubitas fallere, perfide?
nec facta impia fallacum hominum caelicolis placent;
quae tu neglegis, ac me miserum deseris in malis.
eheu, quid faciant, dic, homines, cuive habeant fidem?
certe tute iubebas animam tradere, inique, me
inducens in amorem, quasi tuta omnia mi forent.
idem nunc retrahis te ac tua dicta omnia factaque
ventos irrita ferre ac nebulas aerias sinis.
si tu oblitus es, at di meminerunt, meminit Fides,
quae te ut paeniteat postmodo facti faciet tui.
oczko, ile ich tylko w płynnych jeziorach
i na rozległym morzu niesie oba Neptuny,
jak chętnie i jak radośnie cię oglądam,
ledwie sam sobie wierząc, żem Tynię i Bityńskie
opuścił pola i widzę cię bezpieczny!
O cóż jest szczęśliwszego niż zrzucone troski,
gdy umysł składa ciężar i, znużeni obcym
trudem, wracamy do naszego ogniska
i spoczywamy na upragnionym łożu?
To jedno jest za tak wielkie trudy.
Witaj, o urocza Sirmio, i raduj się z pana;
radujcie się i wy, o lidyjskie fale jeziora;
śmiejcie się, ile tylko jest w domu śmiechów.
ocelle, quascumque in liquentibus stagnis
marique vasto fert uterque Neptunus,
quam te libenter quamque laetus inviso,
vix mi ipse credens Thyniam atque Bithynos
liquisse campos et videre te in tuto!
o quid solutis est beatius curis,
cum mens onus reponit, ac peregrino
labore fessi venimus larem ad nostrum
desideratoque adquiescimus lecto?
hoc est quod unum est pro laboribus tantis.
salve, o venusta Sirmio, atque ero gaude;
gaudete vosque, o Lydiae lacus undae;
ridete, quidquid est domi cachinnorum.
moja rozkoszy, mój wdzięku,
każ mi przyjść do siebie na południową drzemkę.
A jeśli każesz, dopomóż w tym,
by nikt nie zaryglował drzwi zasuwą,
i niech ci się nie zachce wyjść z domu;
lecz zostań w domu i przygotuj nam
dziewięć nieprzerwanych złączeń.
Ale jeśli masz co czynić, każ mi zaraz:
bo najadłszy się leżę i syty na wznak
przebijam tunikę i płaszcz.
meae deliciae, mei lepores,
iube ad te veniam meridiatum.
et si iusseris illud, adiuvato,
ne quis liminis obseret tabellam,
neu tibi libeat foras abire;
sed domi maneas paresque nobis
novem continuas fututiones.
verum, si quid ages, statim iubeto:
nam pransus iaceo et satur supinus
pertundo tunicamque palliumque.
Wibenniuszu ojcze, i wszeteczny synu
(bo ojciec prawicą plugawszą,
a syn tyłkiem żarłoczniejszym),
czemu na wygnanie i w złe strony
nie idziecie, skoro ojca łupiestwa
znane są ludowi, a ty, synu, owłosionych
pośladków za asa sprzedać nie zdołasz?
Vibenni pater, et cinaede fili,
(nam dextra pater inquinatiore,
culo filius est voraciore)
cur non exsilium malasque in oras
itis, quandoquidem patris rapinae
notae sunt populo, et natis pilosas,
fili, non potes asse venditare?
dziewczęta i chłopcy nietknięci;
Dianę, chłopcy nietknięci
i dziewczęta, opiewajmy.
O Latonio, wielkiego
Jowisza wielki potomku,
którego matka przy delijskiej
złożyła oliwce,
byś była panią gór
i zielonych lasów,
i ukrytych ostępów,
i szumiących rzek;
ty Lucyną zwana rodzącym
w bólach, ty Junoną,
ty Trywią potężną i cudzym
światłem zwana Luną.
Ty biegiem, bogini, miesięcznym
mierząc drogę roczną,
wiejskie rolnika dobre
napełniasz domy plonem.
Bądź pod jakim ci się podoba
świętym imieniem, i ród
Romulusa, jak zwykłaś dawniej,
dobrą wspieraj mocą.
puellae et pueri integri;
Dianam pueri integri
puellaeque canamus.
O Latonia, maximi
magna progenies Iovis,
quam mater prope Deliam
deposivit olivam,
montium domina ut fores
silvarumque virentium
saltuumque reconditorum
amniumque sonantum;
tu Lucina dolentibus
Iuno dicta puerperis,
tu potens Trivia et notho es
dicta lumine Luna.
tu cursu, dea, menstruo
metiens iter annuum
rustica agricolae bonis
tecta frugibus exples.
sis quocumque tibi placet
sancta nomine, Romulique,
antique ut solita es, bona
sospites ope gentem.
Cecyliuszowi, papirusie, powiedz, proszę,
niech przybędzie do Werony, opuszczając Nowego
Komum mury i Lariański brzeg:
bo pewne pragnę, by przyjął myśli
przyjaciela swego i mojego.
Dlatego, jeśli mądry, drogę pochłonie,
choćby jasna dziewczyna tysiąckroć
idącego wołała i rękami obiema,
obejmując szyję, prosiła, by został —
ona, która teraz, jeśli mi prawdę mówią,
za nim przepada w niepohamowanej miłości:
bo od czasu, gdy przeczytała rozpoczętą
Panią Dindymu, od tego biednej
ognie wewnętrzny trawią rdzeń.
Wybaczam ci, dziewczyno od Safony
Muzy uczeńsza: bo wdzięcznie
rozpoczęta jest przez Cecyliusza Wielka Matka.
velim Caecilio, papyre, dicas,
Veronam veniat, Novi relinquens
Comi moenia Lariumque litus:
nam quasdam volo cogitationes
amici accipiat sui meique.
quare, si sapiet, viam vorabit,
quamvis candida milies puella
euntem revocet manusque collo
ambas iniciens roget morari,
quae nunc, si mihi vera nuntiantur,
illum deperit impotente amore:
nam quo tempore legit incohatam
Dindymi dominam, ex eo misellae
ignes interiorem edunt medullam.
ignosco tibi, Sapphica puella
Musa doctior: est enim venuste
Magna Caecilio incohata Mater.
spełnijcie ślub za moją dziewczynę:
bo świętej Wenus i Kupidynowi
ślubowała, że jeśli jej będę przywrócony
i przestanę ciskać srogie jamby,
najprzedniejsze pisma najgorszego poety
odda kulawemu bogu,
by je spalić na nieszczęsnym drewnie.
I to widziała najgorsza dziewczyna,
że żartobliwie i wdzięcznie ślubuje bogom.
Teraz, o zrodzona z modrego morza,
ty, co święte Idalium i otwarte Uriae,
i Ankonę, i trzcinowy Knidos
zamieszkujesz, i Amatunt, i Golgi,
i Dyrrachium, karczmę Adriatyku —
przyjmij ślub i uznaj za spełniony,
jeśli nie jest pozbawiony wdzięku i uroku.
A wy tymczasem idźcie w ogień,
pełne wsi i niezgrabności,
Roczniki Woluzjusza, gówniany papierze.
votum solvite pro mea puella:
nam sanctae Veneri Cupidinique
vovit, si sibi restitutus essem
desissemque truces vibrare iambos,
electissima pessimi poetae
scripta tardipedi deo daturam
infelicibus ustilanda lignis.
et hoc pessima se puella vidit
iocose lepide vovere divis.
nunc, o caeruleo creata ponto,
quae sanctum Idalium Uriosque apertos,
quaeque Ancona Cnidumque harundinosam
colis, quaeque Amathunta, quaeque Golgos,
quaeque Durrachium Hadriae tabernam,
acceptum face redditumque votum,
si non inlepidum neque invenustum est.
at vos interea venite in ignem,
pleni ruris et inficetiarum
Annales Volusi, cacata charta.
o dziewięć słupów od braci w pilśniowych czapkach,
sądzicie, że tylko wy macie członki,
że tylko wam wolno wszystkie dziewczęta
zerżnąć, a innych mieć za capów?
Czy dlatego, że siedzicie w rzędzie, głupcy,
stu albo dwustu, nie sądzicie, że odważę się
ja jeden dwustu siedzącym w gębę zajechać?
A jednak sądźcie: bo całą wam
ścianę karczmy fallusami zapiszę.
Bo dziewczyna moja, co z mego łona uciekła,
kochana tak, jak żadna kochana nie będzie,
o którą wielkie stoczyłem boje,
osiadła tutaj. Ją, dobrzy i majętni,
kochacie wszyscy — i, co haniebne,
wszyscy mali i zaułkowi gachowie:
ty przede wszystkim, jeden z długowłosych,
synu króliczej Celtyberii,
Egnacjuszu, którego dobrym czyni ciemna broda
i ząb iberyjskim wyszorowany moczem.
a pilleatis nona fratribus pila,
solis putatis esse mentulas vobis,
solis licere quidquid est puellarum
confutuere et putare ceteros hircos?
an, continenter quod sedetis insulsi
centum an ducenti, non putatis ausurum
me una ducentos irrumare sessores?
atqui putate: namque totius vobis
frontem tabernae sopionibus scribam.
puella nam mi, quae meo sinu fugit,
amata tantum quantum amabitur nulla,
pro qua mihi sunt magna bella pugnata,
consedit istic. hanc boni beatique
omnes amatis, et quidem, quod indignum est,
omnes pusilli et semitarii moechi:
tu praeter omnes une de capillatis,
cuniculosae Celtiberiae fili,
Egnati, opaca quem bonum facit barba
et dens Hibera defricatus urina.
źle się miewa, na Herkulesa, i mozolnie,
i coraz bardziej z dniem każdym i godziną.
A ty go — choć to najmniejszy i najłatwiejszy trud —
jakim pocieszyłeś słowem?
Gniewam się na ciebie. Tak z moją miłością?
Choćby słóweczkiem jakim pociechy,
smutniejszym niż łzy Symonidesa.
male est me hercule ei et laboriose,
et magis magis in dies et horas.
quem tu, quod minimum facillimumque est,
qua solatus es adlocutione?
irascor tibi.sic meos amores?
paulum quid libet adlocutionis,
maestius lacrimis Simonideis.
uśmiecha się wszędzie. Gdy się przyjdzie do ław
oskarżonego, gdy mówca wywołuje płacz,
on się uśmiecha. Gdy nad stosem zbożnego syna
się lamentuje, gdy osierocona matka po jedynaku płacze,
on się uśmiecha. Cokolwiek jest, gdziekolwiek jest,
cokolwiek czyni, uśmiecha się. Ma tę chorobę,
ani wykwintną, jak sądzę, ani miejską.
Dlatego muszę cię przestrzec, dobry Egnacjuszu.
Gdybyś był Rzymianinem, albo Sabinem, albo Tyburtyńczykiem,
albo oszczędnym Umbrem, albo tłustym Etruskiem,
albo Lanuwińczykiem czarnym i zębatym,
albo Zapadańczykiem, bym i swoich dotknął,
albo kimkolwiek, kto czysto myje zęby,
i tak bym nie chciał, byś się wszędzie uśmiechał;
bo nad śmiech niedorzeczny nie ma rzeczy niedorzeczniejszej.
Teraz jesteś Celtyberem: w celtyberyjskiej ziemi
tym, czym kto się załatwił, zwykł co rano
ząb i czerwone dziąsło szorować,
tak że im bardziej ten wasz wypolerowany ząb,
tym więcej — głoszą — wypiłeś moczu.
renidet usque quaque.si ad rei ventum est
subsellium, cum orator excitat fletum,
renidet ille. si ad pii rogum fili
lugetur, orba cum flet unicum mater,
renidet ille.quidquid est, ubicumque est,
quodcumque agit, renidet.hunc habet morbum
neque elegantem, ut arbitror, neque urbanum.
quare monendum est te mihi, bone Egnati.
si urbanus esses aut Sabinus aut Tiburs
aut parcus Umber aut obesus Etruscus
aut Lanuvinus ater atque dentatus
aut Transpadanus, ut meos quoque attingam,
aut qui libet qui puriter lavit dentes,
tamen renidere usque quaque te nollem;
nam risu inepto res ineptior nulla est.
nunc Celtiber es: Celtiberia in terra,
quod quisque minxit, hoc sibi solet mane
dentem atque russam defricare gingivam,
ut quo iste vester expolitior dens est,
hoc te amplius bibisse praedicet loti.
gna cię na oślep na moje jamby?
Jaki bóg, źle przez cię wezwany,
gotuje się wzniecić szaloną kłótnię?
Czy byś dostał się na usta gminu?
Czego chcesz? Byle jak pragniesz być znany?
Będziesz, skoro moje miłostki
zechciałeś kochać z długą karą.
agit praecipitem in meos iambos?
quis deus tibi non bene advocatus
vecordem parat excitare rixam?
an ut pervenias in ora vulgi?
quid vis? qua libet esse notus optas?
eris, quandoquidem meos amores
cum longa voluisti amare poena.
wszystkie zewsząd, ilekolwiek was jest.
Za żart ma mnie plugawa nierządnica
i przeczy, że wam odda
tabliczki — jeśli to znieść potraficie.
Ścigajmy ją i żądajmy z powrotem.
Pytacie, kto to? Ta, którą widzicie,
jak szpetnie kroczy, śmiejąc się jak aktorka,
naprzykrzenie, z pyskiem galijskiego szczeniaka.
Otoczcie ją i żądajcie z powrotem:
„Cuchnąca nierządnico, zwróć tabliczki,
zwróć, cuchnąca nierządnico, tabliczki."
Za asa sobie nie ważysz? O błocie, burdelu,
albo, jeśli czymś jeszcze podlejszym być możesz.
Lecz nie należy sądzić, że to dość.
Jeśli nic innego nie zdołamy, rumieniec
z bezczelnego psiego pyska wyciśnijmy.
Zawołajcie znów głośniejszym głosem:
„Cuchnąca nierządnico, zwróć tabliczki,
zwróć, cuchnąca nierządnico, tabliczki."
Lecz nic nie wskóramy, nic się nie rusza.
Zmienić trzeba nam sposób i metodę,
byście, jeśli zdołacie coś więcej wskórać:
„Wstydliwa i zacna, zwróć tabliczki."
omnes undique, quotquot estis omnes.
iocum me putat esse moecha turpis
et negat mihi vestra reddituram
pugillaria, si pati potestis.
persequamur eam, et reflagitemus.
quae sit quaeritis? illa quam videtis
turpe incedere, mimice ac moleste
ridentem catuli ore Gallicani.
circumsistite eam, et reflagitate:
moecha putida, redde codicillos,
redde, putida moecha, codicillos.
non assis facis? o lutum, lupanar,
aut si perditius potes quid esse.
sed non est tamen hoc satis putandum.
quod si non aliud potest, ruborem
ferreo canis exprimamus ore.
conclamate iterum altiore voce
moecha putida, redde codicillos,
redde, putida moecha, codicillos.
sed nil proficimus, nihil movetur.
mutanda est ratio modusque nobis,
si quid proficere amplius potestis,
pudica et proba, redde codicillos.
(bo Tyburtyńską zwą cię ci, którym niemiło
Katulla ranić: lecz którym miło, o zakład
jakikolwiek twierdzą, żeś Sabińska) —
lecz czy Sabińska, czy prawdziwiej Tyburtyńska,
chętnie byłem w twej podmiejskiej
willi i złyśmy z piersi wypędził kaszel,
niezasłużony, który mi mój żołądek
zadał, gdym się do wystawnych zabierał uczt.
Bo chcąc być biesiadnikiem Sestiusza,
mowę przeciw Ancjuszowi, kandydatowi,
pełną jadu i zarazy, przeczytałem.
Tu mnie zimny i częsty kaszel
wstrząsał, aż w twoje uciekłem łono
i wyleczyłem się spoczynkiem i pokrzywą.
Dlatego, przywrócony do zdrowia, największe ci dzięki
składam, żeś nie pomściła mego grzechu.
I nie proszę już, jeśli plugawe pisma
Sestiusza wezmę, by kaszlu i przeziębienia
nie mnie, lecz samemu Sestiuszowi przyniósł chłód,
który wtedy mnie wzywa, gdy złą księgę przeczytam.
(nam te esse Tiburtem autumant quibus non est
cordi Catullum laedere: at quibus cordi est
quovis Sabinum pignore esse contendunt),
sed seu Sabine sive verius Tiburs,
fui libenter in tua suburbana
villa malamque pectore expuli tussim,
non immerenti quam mihi meus venter,
dum sumptuosas adpeto, dedit, cenas.
nam, Sestianus dum volo esse conviva,
orationem in Antium petitorem
plenam veneni et pestilentiae legi.
hic me gravido frigida et frequens tussis
quassavit usque dum in tuum sinum fugi
et me recuravi otioque et urtica.
quare refectus maximas tibi grates
ago, meum quod non es ulta peccatum.
nec deprecor iam, si nefaria scripta
Sesti recepso, quin gravedinem et tussim
non mi, sed ipsi Sestio ferat frigus,
qui tunc vocat me cum malum librum legi.
trzymając na łonie, „moja — rzekł — Akme,
jeśli cię do szaleństwa nie kocham i kochać dalej
nie jestem gotów nieustannie przez wszystkie lata
tak, jak najbardziej kto może zginąć z miłości,
niech samotny w Libii i spiekłych Indiach
wyjdę naprzeciw sinookiemu lwu."
Gdy to rzekł, Amor, jak wprzódy z lewej,
teraz z prawej kichnął na znak przyzwolenia.
A Akme, lekko głowę odchylając
i słodkiego chłopca upojone oczęta
owymi purpurowymi usty całując,
tak rzekła: „Moje życie, Septymiuszku,
temu jednemu panu służmy zawsze,
o ile mi o wiele większy i ostrzejszy
ogień w miękkim płonie rdzeniu."
Gdy to rzekła, Amor, jak wprzódy z lewej,
teraz z prawej kichnął na znak przyzwolenia.
Teraz, ruszywszy od dobrej wróżby,
wzajemnym sercem kochają i są kochani.
Biedny Septymiusz jedną Akme
woli niż Syrie i Brytanie:
w jednym Septymiuszu wierna Akme
znajduje rozkosze i żądze.
Kto widział ludzi szczęśliwszych,
kto Wenus lepiej wróżącą?
tenens in gremio mea, inquit, Acme,
ni te perdite amo atque amare porro
omnes sum adsidue paratus annos
quantum qui pote plurimum perire,
solus in Libya Indiaque tosta
caesio veniam obvius leoni.
hoc ut dixit, Amor, sinistra ut ante,
dextra sternuit adprobationem.
at Acme leviter caput reflectens
et dulcis pueri ebrios ocellos
illo purpureo ore saviata
sic, inquit, mea vita, Septimille,
huic uni domino usque serviamus,
ut multo mihi maior acriorque
ignis mollibus ardet in medullis.
hoc ut dixit, Arnor, sinistra ut ante,
dextra sternuit adprobationem.
nunc ab auspicio bono profecti
mutuis animis amant amantur.
unam Septimius misellus Acmen
mavult quam Syrias Britanniasque:
uno in Septimio fidelis Acme
facit delicias libidinesque.
quis ullos homines beatiores
vidit, quis Venerem auspicatiorem?
już szał nieba równonocnego
w miłych Zefiru cichnie podmuchach.
Porzućmy, Katullu, frygijskie pola
i żyzną rolę spiekłej Nicei:
do jasnych miast Azji polećmy.
Już umysł drżący pragnie wędrować,
już radośnie z zapału krzepną nogi.
O słodkie towarzyszy grona, żegnajcie,
których, razem z domu daleko wyruszłych,
rozmaite, różne drogi z powrotem niosą.
iam caeli furor aequinoctialis
iucundis Zephyri silescit auris.
linquantur Phrygii, Catulle, campi
Nicaeaeque ager uber aestuosae:
ad claras Asiae volemus urbes.
iam mens praetrepidans avet vagari,
iam laeti studio pedes vigescunt.
o dulces comitum valete coetus,
longe quos simul a domo profectos
diversae variae viae reportant.
Pizona, świerzbie i głodzie świata,
was Weraniuszkowi memu i Fabullowi
przełożył ów obrzezany Priap?
Wy uczty wystawne, kosztowne
z rana wydajecie? Moi towarzysze
szukają na rozstajach zaproszeń?
gdyby mi ktoś dał wciąż całować,
całowałbym aż do trzystu tysięcy,
i nigdy nie zdałbym się syty,
choćby gęstszy niż suche kłosy
był plon naszego całowania.
siquis me sinat usque basiare,
usque ad milia basiem trecenta,
nec unquam videar satur futurus,
non si densior aridis aristis
sit nostrae seges osculationis.
ilu jest i ilu było, Marku Tulliuszu,
i ilu potem w innych latach będzie,
dzięki ci największe Katullus
składa, najgorszy ze wszystkich poeta,
o tyle najgorszy ze wszystkich poeta,
o ile ty najlepszy ze wszystkich patronów.
quot sunt quotque fuere, Marce Tulli,
quotque post aliis erunt in annis,
gratias tibi maximas Catullus
agit pessimus omnium poeta,
tanto pessimus omnium poeta
quanto tu optimus omnium patronus.
wiele igraliśmy na moich tabliczkach,
jak było umówione, że będziemy wytworni.
Pisząc wierszyki, każdy z nas
igrał metrum to tym, to owym,
oddając wzajemnie przy żartach i winie.
I stamtąd odszedłem twoim wdziękiem
rozpalony, Licyniuszu, i dowcipem,
tak że ani mi nędznemu jadło nie smakowało,
ani sen nie okrywał spokojem oczu,
lecz po całym łożu nieokiełznany szałem
przewracałem się, pragnąc ujrzeć światło,
by z tobą rozmawiać i razem być.
Lecz gdy znużone trudem członki
na wpół martwe legły na łóżku,
ten, o miły, dla ciebie poemat uczyniłem,
z którego byś poznał mój ból.
Teraz nie waż się być zuchwały, i próśb naszych,
błagamy, nie waż się odrzucić, oczko,
by kary Nemezis nie zażądała od ciebie.
To bogini gwałtowna: strzeż się ją ranić.
multum lusimus in meis tabellis,
ut convenerat esse delicatos.
scribens versiculos uterque nostrum
ludebat numero modo hoc modo illoc,
reddens mutua per iocum atque vinum.
atque illinc abii tuo lepore
incensus, Licini, facetiisque,
ut nec me miserum cibus iuvaret,
nec somnus tegeret quiete ocellos,
sed toto indomitus furore lecto
versarer cupiens videre lucem,
ut tecum loquerer simulque ut essem.
at defessa labore membra postquam
semimortua lectulo iacebant,
hoc, iucunde, tibi poema feci,
ex quo perspiceres meum dolorem.
nunc audax cave sis, precesque nostras,
oramus, cave despuas, ocelle,
ne poenas Nemesis reposcat a te.
est vehemens dea: laedere hanc caveto.
ów, jeśli godzi się rzec, przewyższać bogów,
który siedząc naprzeciw wciąż na ciebie
patrzy i słucha,
jak słodko się śmiejesz — co mnie nędznemu wszystkie
zmysły wydziera: bo skoro tylko ciebie,
Lesbio, ujrzę, nic mi nie zostaje
głosu, lecz język drętwieje, wątły pod członki
płomień się sączy, własnym dźwiękiem
dzwonią uszy, podwójną okrywa się
noc oczu.
Bezczynność, Katullu, jest ci szkodliwa:
bezczynnością się unosisz i nazbyt wzburzasz.
Bezczynność i królów już wprzódy, i szczęśliwe
zgubiła miasta.
ille, si fas est, superare divos
qui sedens adversus identidem te
spectat et audit
dulce ridentem, misero quod omnis
eripit sensus mihi: nam simul te,
Lesbia, adspexi, nihil est super mi
lingua sed torpet, tenuis sub artus
flamma demanat, sonitu suopte
tintinant aures, gemina teguntur
lumina nocte.
otium, Catulle, tibi molestum est:
otio exsultas nimiumque gestis.
otium et reges prius et beatas
perdidit urbes.
który, gdy cudownie Watyniańskie
mój Kalwus wyłożył zbrodnie,
z podziwem rzekł to, ręce wznosząc:
„Bogowie wielcy, wymowny kurdupel!"
i wieśniacze, na wpół umyte nogi pana,
subtelny i lekki bąk Libona —
jeśli nie wszystko, to chciałbym, byś się nie podobał
tobie i Fuficjuszowi, staremu odgrzanemu.
Gniewaj się znów na moje jamby,
niezasłużone, jedyny wodzu.
byś nam wskazał, gdzie są twe ciemności.
Szukaliśmy cię na mniejszym polu,
ciebie w cyrku, ciebie po wszystkich księgarniach,
ciebie w świątyni poświęconej najwyższemu Jowiszowi.
W portyku Wielkiego zarazem
wszystkie kobietki, przyjacielu, chwytałem,
które jednak z twarzą widziałem pogodną.
† Tak samo się dopominałem:
„Kameriusza mi, najgorsze dziewczęta!"
Pewna, obnażywszy † pierś †, rzekła:
„Oto tu, w różanych ukrył się piersiach."
Lecz znieść cię już to Herkulesowa praca:
choćbym się stał owym stróżem Krety,
choćbym niesion był Pegazowym lotem,
choćbym był Ladasem albo skrzydłonogim Perseuszem,
choćbym był śnieżną i chyżą zaprzęgą Rhesosa:
dodaj do tego pierzastonogich i lotnych,
i wiatrów zarazem żądaj biegu,
które byś, Kameriuszu, mi spętane oddał:
i tak, znużony do szpiku kości
i wieloma omdleniami strawiony,
byłbym cię, przyjacielu, szukając.
Z taką ty wzgardą się kryjesz, przyjacielu?
Powiedz nam, gdzie będziesz, wyjaw
śmiało, powierz, zaufaj światłu.
Czy teraz cię trzymają mleczne dziewczęta?
Jeśli język w zamkniętych trzymasz ustach,
odrzucisz wszystkie owoce miłości:
gadatliwa raduje się Wenus rozmową.
Albo, jeśli chcesz, możesz zaryglować podniebienie,
byleś był uczestnikiem prawdziwej miłości.
demonstres ubi sint tuae tenebrae.
te campo quaesivimus minore,
te in circo, te in omnibus libellis,
te in templo summi Iovis sacrato.
in Magni simul ambulatione
femellas omnes, amice, prendi,
quas vultu vidi tamen serenas.
† A velte sic ipse flagitabam:
camerium mihi, pessimae puellae!
quaedam inquit nudum † reduc †
en hic in roseis latet papillis.
sed te iam ferre Herculi labos est:
Non custos si fingar ille Cretum,
non si Pegaseo ferar volatu,
non Ladas ego pinnipesve Perseus,
non Rhesi niveae citaeque bigae:
adde huc plumipedes volatilesque,
ventorumque simul require cursum,
quos vinctos, Cameri, mihi dicares:
defessus tamen omnibus medullis
et multis langoribus peresus
essem te mihi, amice, quaeritando.
tanto ten fastu negas, amice?
dic nobis ubi sis futurus, ede
audacter, committe, crede luci.
nunc te lacteolae tenent puellae?
si linguam clauso tenes in ore,
fructus proicies amoris omnes:
verbosa gaudet Venus loquella.
vel vi vis, licet obseres palatum,
dum veri sis particeps amoris.
Mamurra i sprośny Cezar.
I nie dziw: plamy równe u obu,
jedna miejska, druga Formiańska,
wżarte tkwią i nie zmyją się:
chorzy jednako, bliźniacy obaj,
w jednym łóżeczku obaj wyuczeni,
nie ten bardziej niż tamten żarłoczny cudzołożnik,
sprzymierzeni rywale dziewczątek:
świetnie się dobrali bezecni wszetecznicy.
Mamurrae pathicoque Caesarique.
nec mirum: maculae pares utrisque,
urbana altera et illa Formiana,
impressae resident nec eluentur:
morbosi pariter gemelli utrique,
uno in lecticulo erudituli ambo,
non hic quam ille magis vorax adulter,
rivales socii puellularum:
pulchre convenit improbis cinaedis.
żona Meneniusza — ją to często na cmentarzyskach
widzieliście, jak porywa z samego stosu wieczerzę,
gdy stoczony z ognia goniąc chleb,
przez na wpół ogolonego bita była palacza.
uxor Meneni, saepe quam in sepulcretis
vidistis ipso rapere de rogo cenam,
cum devolutum ex igne prosequens panem
ab semiraso tunderetur ustore.
albo Scylla, szczekająca najniższą częścią łona,
tak twardego i wstrętnego serca zrodziła,
byś głos błagalnika w ostatniej niedoli
wzgardzonym miał, ach, o nazbyt dzikie serce?
aut Scylla latrans infima inguinum parte
tam mente dura procreavit ac taetra,
ut supplicis vocem in novissimo casu
contemptam haberes, ah nimis fero corde?
helikońskiego, potomku Uranii,
który porywasz do męża czułą
dziewicę, o Hymenaju Hymenie,
o Hymenie Hymenaju,
opasz skronie kwiatami
słodko pachnącego majeranku,
weź ślubny welon, radosny tu,
tu przyjdź, na śnieżnej niosąc
stopie żółty trzewik,
i zbudzony wesołym dniem,
śpiewając weselne
pieśni dźwięcznym głosem,
bij w ziemię stopami, ręką
potrząsaj sosnową pochodnią.
Bo oto Winia za Maniusza,
jak mieszkanka Idalium
Wenus przyszła do frygijskiego
sędziego, dobra z dobrym
znakiem dziewica wychodzi za mąż,
lśniąca niby kwiecistymi
gałązkami mirt azjatycki,
który hamadriady, boginie,
dla zabawy rosistą
karmią wilgocią.
Więc dalej, tu kieruj kroki,
spiesz porzucić tespijskiej
skały aońskie pieczary,
które z góry skrapia orzeźwiając
nimfa Aganippe,
i wołaj do domu panią,
spragnioną nowego męża,
oplatając jej myśl miłością,
jak wytrwały bluszcz tu i tam
błądząc oplata drzewo.
I wy zarazem, nietknięte
dziewice, którym nadchodzi
podobny dzień, na modłę
śpiewajcie: o Hymenaju Hymenie,
o Hymenie Hymenaju.
By ochotniej, słysząc,
że wzywają go do jego
powinności, tu kroki skierował
przewodnik dobrej Wenus, dobrej
miłości łączyciel.
Któregoż boga bardziej
mają wzywać strwożeni kochankowie?
Kogóż z niebian ludzie
czcić będą bardziej? o Hymenaju Hymenie,
o Hymenie Hymenaju.
Ciebie drżący rodzic
wzywa dla swoich, tobie dziewice
rozwiązują przepaskę u łona,
ciebie z lękiem chciwym
uchem chwyta nowy małżonek.
Ty w ręce dzikiego młodzieńca
sam kwitnącą dzieweczkę
oddajesz z łona jej
matki, o Hymenaju Hymenie,
o Hymenie Hymenaju.
Nic bez ciebie Wenus
z tego, co dobra sława pochwala,
nie może zyskać: lecz może,
gdy ty zechcesz. Któż z tym bogiem
odważyłby się mierzyć?
Żaden dom bez ciebie
dzieci dać nie zdoła, ni rodzic
oprzeć się na potomstwie: lecz może,
gdy ty zechcesz. Któż z tym bogiem
odważyłby się mierzyć?
Ziemia, co twoich świętości
pozbawiona, nie zdoła dać obrońców
swym granicom: lecz zdoła,
gdy ty zechcesz. Któż z tym bogiem
odważyłby się mierzyć?
Otwórzcie zapory bramy,
dziewica nadchodzi. Widzisz, jak pochodnie
potrząsają lśniącymi włosami?
Wstrzymuje ją szlachetny wstyd:
lecz choć więcej mu ulegając
płacze, bo iść jest konieczne.
Przestań płakać. Nie tobie,
Aurunkulejo, grozi niebezpieczeństwo,
że jakaś kobieta piękniejsza
ujrzy jasny dzień z Oceanu
nadchodzący.
Taki na barwnym zwykł
bogatego pana ogródku
stać kwiat hiacyntowy.
Lecz zwlekasz, dzień ucieka:
wyjdź, nowa oblubienico.
Wyjdź, nowa oblubienico, jeśli
już zechcesz, i posłuchaj
naszych słów. Patrz, jak pochodnie
potrząsają złotymi włosami:
wyjdź, nowa oblubienico.
Nie twój mąż, lekkomyślnie
oddany złej cudzołożnicy,
goniąc za sprośną hańbą,
nie zechce z dala od twych czułych
piersi sypiać osobno,
lecz jak wiotka winorośl oplata
posadzone obok drzewa,
tak oplecionym będzie w twoim
uścisku. Lecz dzień ucieka:
wyjdź, nowa oblubienico.
O łoże, które wszystkim...
białą stopą łoża,
jakie twemu panu przyjdą
radości, jakże wielkie, jaką w wędrownej
nocy, jaką w środku dnia
zażyje! Lecz dzień ucieka:
wyjdź, nowa oblubienico.
Podnieście, o chłopcy, pochodnie:
widzę nadchodzący welon.
Idźcie, śpiewajcie na modłę:
o Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Niech długo nie milczy zuchwały
feskenniński żart,
i niech orzechów chłopcom nie odmawia
nałożnik, słysząc, że pana
miłość go opuściła.
Daj orzechy chłopcom, gnuśny
nałożniku: dość długo
bawiłeś się orzechami: pora
już służyć Talasjuszowi.
Nałożniku, daj orzechy.
Gardziłeś wieśniaczkami,
nałożniku, dziś i wczoraj:
teraz twe fryzjer
strzyże oblicze. Nędzny, ach nędzny
nałożniku, daj orzechy.
Mówią, że ty, natarty
wonnościami mężu, źle się od swoich
gładkich chłopców wstrzymujesz: lecz wstrzymaj się.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Wiemy, że tobie tylko wolne
były te znane rzeczy: lecz mężowi
tego samego nie wolno.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Oblubienico, i ty czego twój
mąż zażąda, strzeż się odmówić,
by nie szedł szukać gdzie indziej.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Oto dom twój, jak potężny
i szczęśliwy męża twego:
niech tobie służy
(o Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju),
aż drżącą poruszając
skroń siwa starość
na wszystko wszystkim przytaknie.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Przenieś z dobrą wróżbą
przez próg złociste stopy,
i wejdź przez gładkie drzwi.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Patrz, jak spoczywając sam,
mąż twój na tyryjskim łożu
cały ku tobie się skłania.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
W nim nie mniej niż w tobie
w głębi piersi gore
płomień, lecz wewnątrz mocniej.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Puść zgrabne ramię,
chłopcze w todze pretekście, dzieweczki:
niech już do łoża męża idzie.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Wy, dobre, sędziwym mężom
dobrze znane kobiety,
ułóżcie dzieweczkę.
O Hymenie Hymenaju io,
o Hymenie Hymenaju.
Już wolno ci przyjść, mężu:
żona w komnacie na ciebie czeka,
lśniąca kwitnącym obliczem,
niby biała stokrotka
lub żółty mak.
Lecz, mężu (niech mi tak sprzyjają
niebianie), nie mniej
jesteś piękny, i nie tobą Wenus
gardzi. Lecz dzień ucieka:
spiesz, nie zwlekaj.
Niedługo zwlekałeś,
już przychodzisz. Niech dobra Wenus
ci sprzyja, skoro jawnie
pragniesz, czego pragniesz, i dobrej
nie kryjesz miłości.
Niech ów prędzej pyłu afrykańskiego
i migocących gwiazd
liczbę odejmie,
kto chce policzyć
wiele tysięcy waszych igraszek.
Igrajcie jak chcecie, i wnet
dzieci dajcie. Nie przystoi,
by tak stare imię było
bez dzieci, lecz zawsze
z tego samego rodu się rodziło.
Chcę, by mały Torkwatus,
z łona swej matki
wyciągając czułe rączki,
słodko się śmiał do ojca
półotwartymi usteczkami.
Niech będzie podobny do swego ojca
Manliusza i łatwo przez wszystkich
nieświadomych rozpoznawany,
i cnotę swojej
matki niech oznajmia obliczem.
Taka niech od dobrej jego
matki chwała ród potwierdzi,
jaka jedyna od najlepszej
matki Telemachowi
pozostaje sława Penelopy.
Zamknijcie drzwi, dziewice:
dość igraliśmy. A wy, dobrzy
małżonkowie, żyjcie szczęśliwie i
w ustawicznej powinności krzepką
ćwiczcie młodość.
cultor, Uraniae genus,
qui rapis teneram ad virum
virginem, o Hymenaee Hymen,
o Hymen Hymenaee,
cinge tempora floribus
suave olentis amaraci,
flammeum cape, laetus huc,
huc veni niveo gerens
luteum pede soccum,
excitusque hilari die
nuptialia concinens
voce carmina tinnula
pelle humum pedibus, manu
pineam quate taedam.
namque Vinia Manilo,
qualis Idalium colens
venit ad Phrygium Venus
iudicem, bona cum bona
nubet alite virgo,
floridis velut enitens
myrtus Asia ramulis,
quos hamadryades deae
ludicrum sibi rosido
nutriunt umore.
quare age huc aditum ferens
perge linquere Thespiae
rupis Aonios specus,
nympha quos super irrigat
frigerans Aganippe,
ac domum dominam voca
coniugis cupidam novi,
mentem amore revinciens
ut tenax hedera huc et huc
arborem implicat errans.
vosque item simul, integrae
virgines, quibus advenit
par dies, agite in modum
dicite, o Hymenaee Hymen,
o Hymen Hymenaee.
ut libentius, audiens
se citarier ad suum
munus, huc aditum ferat
dux bonae Veneris, boni
coniugator amoris.
quis deus magis anxiis
est petendus amantibus?
quem colent homines magis
caelitum? o Hymenaee Hymen,
o Hymen Hymenaee.
te suis tremulus parens
invocat, tibi virgines
zonula solvunt sinus,
te timens cupida novus
captat aure maritus.
tu fero iuveni in manus
floridam ipse puellulam
dedis a gremio suae
matris, o Hymenaee Hymen,
o Hymen Hymenaee.
nil potest sine te Venus
fama quod bona comprobet
commodi capere: at potest
te volente.quis huic deo
compararier ausit?
nulla quit sine te domus
liberos dare, nec parens
stirpe nitier: at potest
te volente.quis huic deo
compararier ausit?
quae tuis careat sacris
non queat dare praesides
terra finibus: at queat
te volente.quis huic deo
compararier ausit?
claustra pandite ianuae,
virgo adest. viden ut faces
splendidas quatiunt comas?
tardet ingenuus pudor:
quem tamen magis audiens
flet quod ire necesse est.
flere desine. Non tibi, Au-
runculeia, periculum est
ne qua femina pulchrior
clarum ab Oceano diem
viderit venientem.
talis in vario solet
divitis domini hortulo
stare flos hyacinthinus.
sed moraris, abit dies:
prodeas, nova nupta.
prodeas, nova nupta, si
iam videtur, et audias
nostra verba.vide ut faces
aureas quatiunt comas:
prodeas, nova nupta.
non tuus levis in mala
deditus vir adultera
probra turpia persequens
a tuis teneris volet
secubare papillis,
lenta quin velut adsitas
vitis implicat arbores,
implicabitur in tuum
complexum.Sed abit dies:
prodeas, nova nupta.
o cubile quod omnibus
candido pede lecti,
quae tuo veniunt ero,
quanta gaudia, quac vaga
nocte, quae medio die
gaudeat! sed abit dies:
Prodeas, nova nupta.
tollite, o pueri, faces:
flammeum video venire.
ite, concinite in modum
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
ne diu taceat procax
fescennina iocatio,
nec nuces pueris neget
desertum domini audiens
concubinus amorem.
da nuces pueris, iners
concubine: satis diu
lusisti nucibus: libet
iam servire Talasio.
concubine, nuces da.
sordebant tibi vilicae,
concubine, hodie atque heri:
nunc tuum cinerarius
tondet os. miser ah miser
concubine, nuces da.
diceris male te a tuis
unguentate glabris marite
abstinere: sed abstine.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
scimus haec tibi quae licent
sola cognita: sed marito
ista non eadem licent.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
nupta, tu quoque quae tuus
vir petet cave ne neges,
ne petitum aliunde eat.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
en tibi domus ut potens
et beata viri tui:
quae tibi sine serviat
(o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee).
usque dum tremulum movens
cana tempus anilitas
omnia omnibus adnuit.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
transfer omine cum bono
limen aureolos pedes,
rasilemque subi forem.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
adspice unus ut accubans
vir tuus Tyrio in toro
totus immineat tibi.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
illi non minus ac tibi
pectore uritur intimo
flamma, sed penite magis
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
mitte bracchiolum teres,
praetextate, puellulae:
iam cubile adeat viri.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
o bonae senibus viris
cognitae bene feminae,
conlocate puellulam.
o Hymen Hymenaee io,
o Hymen Hymenaee.
iam licet venias, marite:
uxor in thalamo tibi est
ore floridulo nitens
alba parthenice velut
luteumve papaver.
at, marite, (ita me iuvent
caelites) nihilo minus
pulcher es, neque te Venus
neglegit. sed abit dies:
perge, ne remorare.
non diu remoratus es,
iam venis. bona te Venus
iuverit, quoniam palam
quod cupis cupis et bonum
non abscondis amorem.
ille pulveris Africi
siderumque micantium
subducat numerum prius,
qui vestri numerare vult
multa milia ludi.
ludite ut libet, et brevi
liberos date. non decet
tam vetus sine liberis
nomen esse, sed indidem
semper ingenerari.
Torquatus volo parvulus
matris e gremio suae
porrigens teneras manus
dulce rideat ad patrem
semihiante labello.
sit suo similis patri
Manlio et facile insciis
noscitetur ab omnibus
et pudicitiam suae
matris indicet ore.
talis illius a bona
matre laus genus adprobet
qualis unica ab optima
matre Telemacho manet
fama Penelopeo.
claudite ostia, virgines:
lusimus satis. at, boni
coniuges, bene vivite et
munere adsiduo valentem
exercete iuventam.
długo wyczekiwane ledwie wreszcie podnosi światła.
Już czas powstać, już opuścić suto zastawione stoły;
już przyjdzie dziewica, już zabrzmi weselna pieśń.
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Widzicie, panny, młodzieńców? Powstańcie im naprzeciw:
zaiste, ojtajskie ukazuje Gwiazda Nocna ognie.
Tak zaiste jest: widzisz, jak żwawo się zerwali?
Nie na próżno się zerwali; zaśpiewają coś godnego zwycięstwa.
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Niełatwa dla nas, rówieśnice, palma jest gotowa:
patrzcie, jak panny w skupieniu powtarzają, co obmyśliły.
Nie na darmo obmyślają; mają coś pamięci godnego.
I nic dziwnego, skoro całą duszą pilnie się trudzą.
My gdzie indziej myśli, gdzie indziej uszy rozdzieliliśmy:
słusznie więc będziemy pokonani; zwycięstwo miłuje staranie.
Przeto teraz przynajmniej zwróćcie swe umysły:
już zaczną mówić, już wypadnie odpowiedzieć.
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Hesperze, jaki na niebie płonie okrutniejszy ogień?
Ty, który zdołasz córkę wyrwać z uścisku matki,
z uścisku matki wyrwać przytuloną córkę
i płonącemu młodzieńcowi oddać czystą dziewczynę.
Cóż okrutniejszego czynią wrogowie w zdobytym mieście?
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Hesperze, jaki na niebie świeci milszy ogień?
Ty, który swym płomieniem utwierdzasz zaręczone związki,
które umówili mężowie, umówili wpierw rodzice,
lecz nie złączyli, nim wzeszedł twój żar.
Cóż milszego od bogów nad szczęśliwą godzinę?
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Hesperus jedną z nas, rówieśnice, zabrał;
bo za twym przyjściem zawsze czuwa straż.
Nocą kryją się złodzieje, których ty sam, wracając,
Hesperze, ze zmienionym imieniem tychże pochwytujesz.
Lecz miło pannom zmyślonym cię skarżyć narzekaniem.
Cóż z tego, jeśli skarżą tego, kogo w milczeniu pragną?
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Jak kwiat, co w ogrodzonych rodzi się skrycie ogrodach,
nieznany trzodzie, żadnym nie wyrwany pługiem,
który pieszczą wiatry, wzmacnia słońce, wychowuje deszcz,
wielu go chłopców, wiele pragnęło dziewcząt;
lecz gdy tenże smukłym paznokciem zerwany zwiądł,
żaden go chłopiec, żadna nie pragnęła dziewczyna:
tak dziewica, póki nietknięta trwa, póki droga jest swoim;
gdy czysty utraciła kwiat, splamiwszy ciało,
ni chłopcom miła nie zostaje, ni droga dziewczętom.
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
Jak owdowiała winorośl, co na nagim rodzi się polu,
nigdy się nie wznosi, nigdy słodkiego nie hoduje grona,
lecz wątłe pochylając ciałko pod własnym ciężarem
już-już korzeniem dotyka najwyższej gałązki,
tej żaden rolnik, żaden nie hodował wół;
lecz jeśli przypadkiem ta sama z wiązem złączona jak z mężem,
wielu ją rolników, wielu hodowało wołów:
tak dziewica, póki nietknięta trwa, póki nieuprawna starzeje się;
gdy równe małżeństwo w dojrzałym zdobyła czasie,
droższa mężowi i mniej wstrętna rodzicowi.
I ty nie walcz z takim mężem, dziewico.
Nie godzi się walczyć z tym, komu ojciec sam cię oddał,
sam ojciec z matką, którym słuchać trzeba.
Dziewictwo nie całe jest twoje, częścią należy do rodziców:
trzecia część ojcu, część trzecia dana matce,
tylko trzecia jest twoja. Nie walcz z dwojgiem,
którzy zięciowi swe prawa wraz z posagiem dali.
Hymenie o Hymenaju, Hymenie przybądź, o Hymenaju.
exspectata diu vix tandem lumina tollit.
surgere iam tempus, iam pinguis linquere mensas;
iam veniet virgo, iam dicetur hymenaeus.
Hymen O Hymenaee, Hymen ades O Hymenaee.
cernitis, innuptae, iuvenes? consurgite contra:
nimirum Oetaeos ostendit Noctifer ignes.
sic certe est: viden ut perniciter exsiluere?
non temere exsiluere; canent quod vincere par est.
Hymen O Hymenaee, Hymen ades O Hymenaee.
non facilis nobis, aequales, palma parata est:
adspicite, innuptae secum ut meditata requirunt.
non frustra meditantur; habent memorabile quod sit.
nec mirum, penitus quae tota mente laborant.
nos alio mentes, alio divisimus aures:
iure igitur vincemur; amat victoria curam.
quare nunc animos saltem convertite vestros:
dicere iam incipient, iam respondere decebit.
Hymen o Hymenaee, Hymen ades o Hymenaee.
Hespere, qui caelo fertur crudelior ignis?
qui natam possis complexu avellere matris,
complexu matris retinentem avellere natam
et iuveni ardenti castam donare puellam.
quid faciunt hostes capta crudelius urbe?
Hymen o Hymenaee, Hymen ades o Hymenaee.
Hespere, qui caelo lucet iucundior ignis?
qui desponsa tua firmes conubia flammma,
quae pepigere viri, pepigerunt ante parentes,
nec iunxere prius quam se tuus extulit ardor.
quid datur a divis felici optatius hora?
Hymen o Hymenaee, Hymen ades o Hymenaee.
Hesperus e nobis, aequales, abstulit unam
namque tuo adventu vigilat custodia semper.
nocte latent fures, quos idem saepe revertens,
Hespere, mutato comprendis nomine eosdem.
at libet innuptis ficto te carpere questu.
quid tum, si carpunt tacita quem mente requirunt?
Hymen o Hymenaee, Hymen ades o Hymenaee.
ut flos in saeptis secretus nascitur hortis,
ignotus pecori, nullo convulsus aratro,
quem mulcent aurae, firmat sol, educat imber,
multi illum pueri, multae optavere puellae;
idem cum tenui carptus defloruit ungui,
nulli illum pueri, nullae optavere puellae:
sic virgo, dum intacta manet, dum cara suis est;
cum castum amisit polluto corpore florem,
nec pueris iucunda manet nec cara puellis.
Hymen o Hymenaee, Hymen ades o Hymenaee.
ut vidua in nudo vitis quae nascitur arvo
nunquam se extollit, nunquam mitem educat uvam,
sed tenerum prono deflectens pondere corpus
iam iam contingit summum radice flagellum,
hanc nulli agricolae, nulli accoluere iuvenci;
at si forte eadem est ulmo coniuncta marito,
multi illam agricolae, multi accoluere iuvenci:
sic virgo, dum intacta manet, dum inculta senescit;
cum par conubium maturo tempore adepta est,
cara viro magis et minus est invisa parenti.
et tu ne pugna cum tali coniuge, virgo.
non aequum est pugnare, pater cui tradidit ipse,
ipse pater cum matre, quibus parere necesse est.
virginitas non tota tua est, ex parte parentum est:
tertia pars patri, pars est data tertia matri,
tertia sola tua est.noli pugnare duobus,
qui genero sua iura simul cum dote dederunt.
Hymen o Hymenaee, Hymen ades o Hymenaee.
gdy frygijski gaj żarliwie chyżą stopą dotknął
i przybył w cieniste, lasami owite miejsca bogini,
tam podniecony szalejącym szałem, błądzący w myślach
odciął sobie ostrym krzemieniem ciężar u łona.
I tak, gdy poczuł, że członki jego bez męskości pozostały,
jeszcze świeżą krwią plamiąc ziemi grunt,
porwana śnieżnymi rękami chwyciła lekki bębenek,
bębenek, trąbę Kybele, twoje, matko, święte narzędzia,
i wstrząsając czułymi palcami wydrążoną skórę byka,
zaczęła drżąco śpiewać to swym towarzyszkom:
„Dalej, idźcie na wysokie, Gallae, gaje Kybele razem,
razem idźcie, dindymejskiej pani błądzące trzody,
które szukając obcych niby wygnankowie miejsc,
poszedłszy za mą nauką, ze mną jako wodzem, towarzyszki,
zniosłyście wartki nurt słony i groźne morze
i wyzułyście ciało z męskości ze zbyt wielkiej ku Wenus nienawiści,
rozweselcie pani serce chyżymi błądzeniami.
Niech powolna zwłoka ustąpi z myśli; razem idźcie, idźcie za mną
do frygijskiego domu Kybele, do frygijskich gajów bogini,
gdzie brzmi głos cymbałów, gdzie huczą bębny,
gdzie fletnista frygijski gra głęboko na krzywej piszczałce,
gdzie bluszczem uwieńczone menady gwałtownie miotają głowami,
gdzie święte obrzędy przeraźliwym wyciem obchodzą,
gdzie zwykła zlatywać się owa błądząca bogini świta,
dokąd nam należy spieszyć chyżym tańcem."
Ledwie to towarzyszkom Attys, kobieta rzekoma, zaśpiewał,
orszak nagle drżącymi językami wyje,
lekki bębenek huczy, wydrążone cymbały brzęczą,
chyży ku zielonej Idzie spieszy chór spiesznym krokiem.
Szalejąca zarazem, dysząc, błądzi, dech oddając,
z bębenkiem Attys przez cieniste gaje jako wódz,
niby jałówka unikająca ciężaru jarzma nieposkromiona:
chyże za wodzem spieszą prędkonogie Gallae.
I tak, gdy domu Kybele dotknęły znużone,
z nadmiernego trudu sen chwytają bez Cerery.
Leniwy ich chwiejnym omdleniem oczy senność zakrywa:
odchodzi w miękkim spoczynku wściekły szał ducha.
Lecz gdy złotolicy Słońce promiennymi oczami
opromienił biały eter, twardą ziemię, dzikie morze
i rozpędził nocy cienie żwawymi kopytami,
wtedy Sen od zbudzonego Attysa uciekając chyżo odszedł:
w drżące go łono przyjęła bogini Pasiteja.
Tak z miękkiego spoczynku, wolny od gwałtownego szału,
gdy sam w sercu Attys swe czyny rozważył
i jasnym umysłem ujrzał bez czego i gdzie się znajduje,
z burzącym się sercem znów w powrotną drogę ku brzegom podążył.
Tam, patrząc na pustkowia morza łzawymi oczami,
do ojczyzny smutny tak przemówił żałosnym głosem:
„Ojczyzno, o ma rodzicielko, ojczyzno, o ma matko,
którą ja nędzny opuszczając, jak panów zbiegli
słudzy zwykli, ku Idy gajom skierowałem krok,
by wśród śniegu i zwierząt lodowatych legowisk przebywać
i wszystkie ich szalony nawiedzać kryjówki,
gdzież lub w jakich miejscach ciebie, ojczyzno, mniemam położoną?
Sama źrenica pragnie ku tobie skierować wzrok,
póki wolny od dzikiej wściekłości na krótki czas jest duch.
Czyż ja, wygnany z domu, w te gaje mam być niesiony?
Ojczyzny, dóbr, przyjaciół, rodziców mam być pozbawiony?
Pozbawiony rynku, palestry, stadionu i gimnazjów?
Nędzny, ach nędzny, wciąż i wciąż skarżyć się trzeba, duszo.
Bo jakiż jest rodzaj postaci, którego bym nie przyjął?
Ja kobietą, ja młodzieńcem, ja efebem, ja chłopcem,
ja byłem gimnazjum kwiatem, ja byłem chlubą oliwy:
mnie tłumne drzwi, mnie ciepłe progi,
mnie kwiecistymi wieńcami uwieńczony był dom,
gdy trzeba było opuszczać o wschodzie słońca komnatę.
Ja teraz sługą bogów i Kybele niewolnicą mam być zwany?
Ja menadą, ja połową siebie, ja mężem jałowym mam być?
Ja zielonej, chłodnej Idy śniegiem odziane miejsca mam zamieszkiwać?
Ja mam wieść życie pod wyniosłymi Frygii szczytami,
gdzie łania lasy zamieszkująca, gdzie dzik po gajach błądzący?
Już-już żałuję, com uczynił, już-już się kajam."
Gdy z różanych ust jego chyży dźwięk uleciał,
do obu uszu bogów nową niosąc wieść,
wtedy Kybele, rozwiązując złączone jarzma lwom
i lewego trzody wroga podniecając, tak przemawia:
„Dalej, rzecze, dalej dziki, idź, spraw, by go szał gnał,
spraw, by ciosem szału do gajów powrót go poniósł,
tego, który nazbyt swobodnie mych rozkazów uniknąć pragnie.
Dalej, bij ogonem grzbiet, znoś swe własne razy,
spraw, by wszystkie miejsca rykiem groźnym się rozbrzmiały,
rudą dziko potrząśnij na krzepkim karku grzywą."
Tak rzecze groźna Kybele i ręką rozwiązuje jarzma.
Dziki sam siebie zagrzewając, wściekły podnieca ducha,
idzie, ryczy, łamie zarośla błądzącą stopą.
Lecz gdy wilgotne, bielejącego brzegu miejsca osiągnął
i czułego ujrzał Attysa blisko marmurów morza,
rzuca się nań: ten oszalały ucieka w dzikie gaje:
tam zawsze przez całą przestrzeń życia sługą był.
Bogini wielka, bogini Kybele, bogini pani Dindymu,
z dala od mego niech twój będzie szał cały, pani, domu:
innych gnaj podnieconych, innych gnaj wściekłych.
Phrygium ut nemus citato cupide pede tetigit
adiitque opaca silvis redimita loca deae,
stimulatus ibi furenti rabie, vagus animis
devolvit ili acuto sibi pondera silice.
itaque ut relicta sensit sibi membra sine viro,
etiam recente terrae sola sanguine maculans
niveis citata cepit manibus leve typanum,
typanum, tubam Cybelles, tua, mater, initia,
quatiensque terga tauri teneris cava digitis
canere haec suis adorta est tremebunda comitibus
agite ite ad alta, Gallae, Cybeles nemora simul,
simul ite, Dindymenae dominae vaga pecora,
aliena quae petentes velut exsules loca
sectam meam exsecutae duce me mihi comites
rapidum salum tulistis truculentaque pelagi
et corpus evirastis Veneris nimio odio,
hilarate erae citatis erroribus animum.
mora tarda mente cedat; simul ite, sequimini
Phrygiam ad domum Cybelles, Phrygia ad nemora deae,
ubi cymbalum sonat vox, ubi tympana reboant,
tibicen ubi canit Phryx curvo grave calamo,
ubi capita maenades vi iaciunt hederigerae,
ubi sacra sancta acutis ululatibus agitant,
ubi suevit illa divae volitare vaga cohors,
quo nos decet citatis celerare tripudiis.
simul haec comitibus Attis cecinit notha mulier,
thiasus repente linguis trepidantibus ululat,
leve tympanum remugit, cava cymbala recrepant,
viridem citus adit Idam properante pede chorus.
furibunda simul anhelans vaga vadit animam agens
comitata tympano Attis per opaca nemora dux,
veluti iuvenca vitans onus indomita iugi:
rapidae ducem secuntur Gallae properipedem.
itaque, ut domum Cybelles tetigere lassulae,
nimio e labore somnum capiunt sine Cerere.
piger his labante langore oculos sopor operit:
abit in quiete molli rabidus furor animi.
sed ubi oris aurei Sol radiantibus oculis
lustravit aethera album, sola dura, mare ferum,
pepulitque noctis umbras vegetis sonipedibus,
ibi Somnus excitam Attin fugiens citus abiit:
trepidante eum recepit dea Pasithea sinu.
ita de quiete molli rapida sine rabie
simul ipsa pectore Attis sua facta recoluit,
liquidaque mente vidit sine quis ubique foret,
animo aestuante rusum reditum ad vada tetulit.
ibi maria vasta visens lacrimantibus oculis
patriam adlocuta maesta est ita voce miseriter:
patria o mei creatrix, patria o mea genetrix,
ego quam miser relinquens, dominos ut erifugae
famuli solent, ad Idae tetuli nemora pedem,
ut apud nivem et ferarum gelida stabula forem
et earum omnia adirem furibunda latibula,
ubinam aut quibus locis te positam, patria, reor?
cupit ipsa pupula ad te sibi derigere aciem,
rabie fera carens dum breve tempus animus est.
egone a mea remota haec ferar in nemora domo?
patria, bonis, amicis, genitoribus abero?
abero foro, palaestra, stadio, et gymnasiis?
miser ah miser, querendum est etiam atque etiam, anime.
quod enim genus figurae est ego non quod obierim?
ego mulier, ego adulescens, ego ephebus, ego puer,
ego gymnasi fui flos, ego eram decus olei:
mihi ianuae frequentes, mihi limina tepida,
mihi floridis corollis redimita domus erat,
linquendum ubi esset orto mihi sole cubiculum.
ego nunc deum ministra et Cybeles famula ferar?
ego maenas, ego mei pars, ego vir sterilis ero?
ego viridis algida Idae nive amicta loca colam?
ego vitam agam sub altis Phrygiae columinibus,
ubi cerva silvicultrix, ubi aper nemorivagus?
iam iam dolet quod egi, iam iamque paenitet.
roseis ut huic labellis sonitus citus abiit
geminas deorum ad aures nova nuntia referens,
ibi iuncta iuga resoluens Cybele leonibus
laevumque pecoris hostem stimulans ita loquitur.
Agedum, inquit, age ferox i, fac ut hunc furor agitet,
fac uti furoris ictu reditum in nemora ferat,
mea libere nimis qui fugere imperia cupit.
age caede terga cauda, tua verbera patere,
fac cuncta mugienti fremitu loca retonent,
rutilam ferox torosa cervice quate iubam.
ait haec minax Cybelle religatque iuga manu.
ferus ipse sese adhortans rabidum incitat animo,
vadit, fremit, refringit virgulta pede vago.
at ubi umida albicantis loca litoris adiit
tenerumque vidit Attin prope marmora pelagi,
facit impetum: ille demens fugit in nemora fera:
ibi semper omne vitae spatium famula fuit.
dea magna, dea Cybelle, dea domina Dindymi,
procul a mea tuus sit furor omnis, era, domo:
alios age incitatos, alios age rabidos.
mówią, że przepłynęły przez przejrzyste Neptuna fale
ku falom Fazydu i ku ziemiom Ajetesa,
gdy wybrani młodzieńcy, kwiat argiwskiej młodzi,
pragnący złote z Kolchidy uprowadzić runo,
ośmielili się słone brody chyżą przebiec rufą,
zamiatając modre wody jodłowymi wiosłami.
Bogini, co im na szczytach miast strzeże zamków,
sama uczyniła lekkim wiatrem lecący wóz,
łącząc sosnowe sploty z zakrzywionym stępem.
Ta pierwsza w biegu zaznajomiła surową Amfitrytę.
Gdy tylko dziobem rozpłatała wietrzną toń
i skręcona wiosłem od piany zbielała fala,
wynurzyły się z lśniącego odmętu morza oblicza,
morskie Nereidy dziwiące się cudowi.
Owego, jeśli któregokolwiek, dnia widzieli śmiertelni
oczyma morskie, obnażonym ciałem, nimfy,
aż po piersi wystające z siwej otchłani.
Wtedy Peleus, mówią, rozpalił się miłością Tetydy,
wtedy Tetyda nie wzgardziła ludzkim weselem,
wtedy Tetydzie sam ojciec uznał, że Peleusa poślubić trzeba.
O w zbyt upragnionym wieków czasie zrodzeni
bohaterowie, bądźcie pozdrowieni, boskie plemię, o dobre matek
potomstwo, bądźcie pozdrowieni znowu.
Was ja często w mej pieśni, was wzywać będę,
i ciebie zwłaszcza, szczęśliwymi pochodniami wyniesionego,
Tesalii filarze, Peleusie, któremu sam Jowisz,
sam bogów rodzic ustąpił swej ukochanej.
Ciebie Tetyda objęła, najpiękniejsza córka Nereusa?
Tobie Tetyda pozwoliła poślubić swą wnuczkę
i Okeanos, który morzem cały świat obejmuje?
Gdy tylko upragnione, po spełnionym czasie, dni
nadeszły, dom cała napełnia zgromadzeniem
Tesalia, wypełnia się pałac radosnym tłumem:
dary niosą przed sobą, oznajmiają radość obliczem.
Opuszczają Kieros, porzucają ftiockie Tempe
i domy Krannonu, i mury Larysy,
schodzą się do Farsalu, tłoczą się w farsalskich domach.
Pól nikt nie uprawia, miękną karki wołom,
niska winorośl krzywymi nie jest oczyszczana grabiami,
grudy pochyłym nie rozdziera lemieszem byk,
sierp nie przerzedza cienia drzew okrzesywaczy,
zaniedbana rdza nachodzi porzucone pługi.
Lecz jego siedziba, gdziekolwiek bogaty
pałac się cofa, lśni błyszczącym złotem i srebrem.
Bieleje kość słoniowa na tronach, jaśnieją puchary na stole,
cały dom raduje się królewskim, świetnym skarbem.
Weselne bogini łoże ustawiono
w środku siedziby, indyjskim wygładzone kłem,
które okrywa purpura barwiona różowym muszli barwnikiem.
Ta szata, dawnymi ludzi wzorami zdobiona,
cnoty bohaterów cudownym ukazuje kunsztem.
Bo oto z szumiącego falą brzegu Dii patrząc,
Tezeusza odpływającego z chyżą flotą śledzi,
nieposkromiony w sercu chowając szał, Ariadna,
i jeszcze sama nie wierzy, że widzi, co widzi,
jako że wtedy dopiero ze zdradnego zbudzona snu
opuszczoną na pustym dostrzega się nędzną piasku.
Niepomny zaś młodzieniec, uciekając, wiosłami tłucze wody,
próżne wiatrom burzliwym zostawiając obietnice.
Za nim z dala z wodorostów smutnymi Minoida oczkami,
jak kamienna postać bachantki, patrzy, ach,
patrzy i wielkimi trosk się kołysze falami,
nie zatrzymując na złotej głowie cienkiej przepaski,
nie okryta lekkim, zasłaniającym pierś płaszczem,
ni gładką przepaską mleczne skrępowana piersi,
wszystko to, opadłszy z całego ciała wszędzie,
przed jej stopami fale słone igrały.
Tak ani wtedy o przepaskę, ani o płynący płaszcz
dbając, ona całym z ciebie sercem, Tezeuszu,
całą duszą, całym zawisła zgubiona umysłem.
Ach nędzna, którą ustawicznymi żalami oszalała
Erycyna, ciernistą siejąc w sercu troskę,
w owym czasie, od której to chwili dziki Tezeusz,
wyruszywszy z krzywych brzegów Pireusu,
dotarł do gortyńskich siedzib niesprawiedliwego króla.
Bo mówią, że niegdyś, zmuszona okrutną zarazą,
by karę za zabójstwo Androgeosa spłacać,
wybranych młodzieńców wraz z chlubą dziewic
Kekropia zwykła była dawać na ucztę Minotaurowi.
Gdy takimi klęskami ciasne mury były dręczone,
sam Tezeusz swe ciało za drogie Ateny
rzucić raczej wolał, niżby takie na Kretę
zwłoki, a nie zwłoki, z Kekropii niesiono.
I tak, na lekkim wsparty statku i łagodnych wiatrach,
do wielkodusznego Minosa przybył i pysznych siedzib.
Gdy tylko go chciwym wzrokiem ujrzała dziewica
królewska, którą słodkie wydychając wonie czyste
łoże w miękkim uścisku matki żywiło,
jak mirty, co je Eurotasu rodzą strumienie,
lub jak barwy różnorodne wiosenny wywodzi wietrzyk,
nie prędzej od niego płonące odwróciła
oczy, aż całym ciałem poczęła płomień,
do głębi i w samym szpiku cała rozgorzała.
Ach, nędznie wzniecający okrutnym sercem szały,
święty chłopcze, który troski ludzi z radościami mieszasz,
i ty, co władasz Golgami i liściastym Idalium,
jakimiż rozpaloną w myśli dziewczynę miotaliście
falami, wzdychającą często za jasnowłosym gościem!
Jakże wielkie ona zniosła omdlewającym sercem lęki,
jakże często bardziej niż złota blask pobladła,
gdy dzikie chcąc stawić czoło potworowi
albo śmierci szukał Tezeusz, albo nagrody chwały.
Nie niemiłe jednak, choć próżno, bogom darki
przyrzekając, w milczeniu roznieciła śluby wargą.
Bo jak na szczycie Taurusa wstrząsający ramionami
dąb lub szyszkonośną, poconą korą, sosnę
nieposkromiony huragan, skręcając powiewem, drzewo
wyrywa (ono z dala z korzeniami wyrwane
runie na twarz, † i szeroko łamiąc, co mu na drodze),
tak Tezeusz zwalił poskromionym ciałem dzikiego,
próżno miotającego rogami na próżne wiatry.
Stamtąd wrócił krok zdrów, z wielką chwałą,
kierując błądzące ślady cienką nicią,
by z labiryntowych zakrętów wychodzącego
nie zwiódł nieuchwytny domu manowiec.
Lecz po cóż ja, odbiegłszy od pierwszej pieśni, więcej
mam wspominać, jak porzucając ojca oblicze,
jak siostry uścisk, jak wreszcie matki,
która nieszczęsna nad zgubioną córką się cieszyła,
nad wszystko to Tezeusza słodką przełożyła miłość,
albo jak, niesiona łodzią ku spienionym brzegom Dii,
przybyła, albo jak ją, oczy skrępowaną snem,
opuścił, odchodząc niepomnym sercem małżonek?
Często ją, mówią, płonącym sercem szalejącą,
jasnobrzmiące z głębi piersi wylewać głosy,
i to na urwiste smutno wstępować góry,
skąd wzrok w bezmierne morza kierowała odmęty,
to naprzeciw drżących fal słonych wybiegać,
podnosząc miękkie okrycia obnażonej łydki,
i to ostatnimi smutna wyrzec skargami,
zimne w wilgotnych ustach wzbudzając łkania:
„Tak mnie od ojczystych ołtarzy uwiezioną, wiarołomny,
wiarołomny, na pustym opuściłeś brzegu, Tezeuszu?
Tak odchodząc, wzgardziwszy wolą bogów,
niepomny, ach, przeklęte do domu niesiesz krzywoprzysięstwa?
Nic nie mogło okrutnego umysłu odmienić
zamiaru? Żadna nie była ci gotowa łaska,
by nielitościwe nad nami serce zechciało się zlitować?
A nie takie niegdyś dawałeś czułym mi obietnice
głosem, nie takich nędznej kazałeś się spodziewać,
lecz wesela szczęśliwe, lecz upragnione zaślubiny:
które wszystkie napowietrzne rozdzierają próżne wiatry.
Teraz już żadna kobieta niech przysięgającemu mężowi nie wierzy,
niech żadna nie liczy, że słowa męża są wierne:
którzy, póki czegoś pragnąc duch łaknie osiągnąć,
niczego się nie boją przysięgać, niczego przyrzekać nie skąpią:
lecz gdy tylko chciwego umysłu żądza jest nasycona,
słów nie pamiętają, o krzywoprzysięstwa nie dbają.
Zaiste ja ciebie, wśród śmiertelnego wiru miotanego,
wyrwałam i raczej brata utracić wybrałam,
niżbym tobie zdradzieckiemu w ostatniej chwili zbrakła:
za co na rozszarpanie zwierzom i ptakom będę dana
łupem, ni rzuconą ziemią pogrzebana zmarła.
Jakaż cię zrodziła pod samotną skałą lwica,
jakie morze poczęte spienionymi wypluło falami,
jaka Syrta, jaka Scylla drapieżna, jaka bezmierna Charybda,
ty, co takie za słodkie oddajesz życie nagrody?
Jeśli tobie niemiłe były nasze związki,
bo srogich lękałeś się przykazań surowego ojca,
to jednak mogłeś do waszych zawieść siedzib,
bym ci miłym służyła niewolnica trudem,
obmywając jasne stopy przejrzystą wodą
albo purpurową słając twe łoże szatą.
Lecz po cóż ja nieświadomym próżno się skarżę wiatrom,
oszalała od nieszczęścia, które żadnym zmysłem obdarzone
ani wysłanych słyszeć nie mogą, ani oddać głosów?
On zaś już prawie wśród fal się obraca,
i nikt śmiertelny nie zjawia się na pustym wodoroście.
Tak nazbyt urągając w ostatniej chwili sroga
Fortuna nawet naszym skargom pozazdrościła uszu.
Jowiszu wszechmocny, obyż w pierwszym czasie
gnozyjskich brzegów kekropskie nie dotknęły rufy,
i nieposkromionemu niosąc straszny haracz bykowi
wiarołomny na Krecie nie uwiązał żeglarz liny,
i ten zły, kryjący pod słodką postacią okrutne
zamysły, w naszych siedzibach nie spoczął gość!
Bo dokąd się zwrócę? Jaką nadzieją zgubiona się wspieram?
Ku Idajskim mam iść górom? Ach, szeroką otchłanią
rozdzielający ponta groźny gdzie dzieli odmęt?
Czy ojca pomocy mam się spodziewać, którego sama porzuciłam,
poszedłszy za młodzieńcem obryzganym krwią brata?
Czy mam się pocieszać wiernego małżonka miłością,
który ucieka, giętkie w odmęcie zginając wiosła?
Nadto na brzegu, na samotnej wyspie, bez dachu,
ni się otwiera wyjście z otaczających morza fal:
żadnego ucieczki sposobu, żadnej nadziei: wszystko nieme,
wszystko puste, wszystko ukazuje śmierć.
Nie prędzej jednak zwiotczeją mi oczy śmiercią,
ani wcześniej ze znużonego ciała odejdą zmysły,
niż słusznej od bogów zażądam, zdradzona, kary
i niebiańskiej wiary w ostatniej wzywać będę godzinie.
Przeto, karzące czyny mężów mszczącą karą
Eumenidy, którym wężowym uwieńczone włosem
czoło zdradza wydychające z piersi gniewy,
tu, tu przybądźcie, moich wysłuchajcie skarg,
które ja, biada nędznej, z głębi szpiku wydobyć
zmuszona jestem, bezradna, płonąca, ślepa szalonym szałem.
Które skoro prawdziwe rodzą się z głębi piersi,
wy nie pozwólcie, by nasz żal się rozwiał,
lecz z jaką mnie samą Tezeusz opuścił duszą,
z taką, boginie, niech żałobą okryje siebie i swoich."
Gdy te ze smutnej piersi wylała głosy,
kary za srogie czyny trwożnie żądając,
skinął niezwyciężoną niebian mocą władca,
na które skinienie ziemia i groźne
morza zadrżały, i wstrząsnął migocącymi gwiazdami świat.
Sam zaś Tezeusz, umysł ślepą mgłą
zasnuty, wypuścił z zapomnianej piersi wszystko,
co przedtem w stałym trzymał umyśle nakazy,
i słodkich nie wznosząc znaków smutnemu ojcu,
nie ukazał, że zdrów erechtejski ogląda port.
Bo mówią, że niegdyś, gdy z flotą mury bogini
opuszczającego syna wiatrom powierzał Egeusz,
takie objąwszy młodzieńca dał nakazy:
„Synu mój, jedyny, milszy mi od życia,
synu, którego w niepewne zmuszony jestem posłać koleje,
zwrócony mi niedawno na ostatnim kresie starości,
skoro los mój i twe żarliwe męstwo
wyrywa mi ciebie wbrew woli, którego omdlałe jeszcze
oczy nie są synowską drogą postacią nasycone,
nie ja ciebie, radując się, sercem wesołym poślę,
ani ci pozwolę nieść znaki szczęśliwego losu,
lecz najpierw wiele w duszy wyleję skarg,
siwiznę ziemią i sypanym pyłem plamiąc,
potem zwiesić każę na wędrownym maszcie żagle,
by naszą żałobę i naszego serca pożar
płótno przyćmione iberyjską rdzą wyrażało.
Że jeśli tobie pozwoli mieszkanka świętego Itonu,
która nasz ród i siedziby Erechteusza bronić
przystała, byś byka krwią zbroczył prawicę,
wtedy zaś spraw, by w pamiętnym sercu złożone
te trwały nakazy, i żaden niech ich wiek nie zatrze,
byś, gdy tylko nasze oczy ujrzą wzgórza,
z rej żałobną złożyły wszędzie szatę
i skręcone liny białe podniosły żagle,
bym jak najprędzej ujrzawszy wesołą myślą
radość poznał, gdy cię powrotnego szczęśliwy czas postawi."
Te nakazy z początku w stałym trzymającego umyśle
Tezeusza jak spędzone tchnieniem wiatrów chmury
powietrzny śnieżnej góry opuściły wierzchołek.
Lecz ojciec, gdy z wyniosłego zamku wzroku szukał,
trwożne w ustawicznym trawiąc łzach oczy,
gdy tylko wzdętego ujrzał żagla płótna,
z wierzchołka skał się w przepaść rzucił,
mniemając Tezeusza straconym okrutnym losem.
Tak, wszedłszy w żałobne domu ojcowskiego dachy,
śmiercią dziki Tezeusz, jaką Minoidzie żałobą
sprawił niepomnym umysłem, taką sam otrzymał.
Ona zaś wtedy, patrząc na odpływający smutno statek,
liczne w duszy zbolałej obracała troski.
A z drugiej strony kwitnący fruwał Jakchus
z orszakiem satyrów i nyzejskimi sylenami,
ciebie szukając, Ariadno, i twą rozpalony miłością.
One zaś wtedy żwawo wszędzie szalonym umysłem szalały,
euhoe krzycząc, euhoe głowy zaginając.
Z nich część okryte tyrsy potrząsały ostrzem,
część miotała członki rozszarpanego cielca,
część opasywała się skręconymi wężami,
część ciemne w wydrążonych obchodziła obrzędy koszach,
obrzędy, które próżno pragną słyszeć niewtajemniczeni,
inne biły w bębny wysokimi dłońmi
lub gładkim wzbudzały cienkie brzęki spiżem,
wielu chrapliwe wydymały rogi ryki,
i barbarzyński flet zgrzytał straszną pieśnią.
Takimi wspaniale szata ozdobiona wzorami
łoże obejmując swym okrywała okryciem.
Gdy chciwie się napatrzawszy tesalska młodzież
nasyciła, poczęła świętym ustępować bogom.
Wtedy, jak tchnieniem porannym spokojne morze
wzburzając Zefir pochyłe wzbudza fale,
gdy jutrzenka wschodzi pod progami wędrownego słońca,
które zwolna najpierw łagodnym pchnięte powiewem
posuwają się i lekko brzmią pluskiem śmiechu,
potem, gdy wiatr rośnie, coraz gęściej się mnożą
i z dala purpurowym od światła płynąc lśnią,
tak wtedy przedsionka opuszczając królewskie dachy
ku sobie każdy błądzącą wszędzie stopą odchodził.
Po ich odejściu pierwszy z wierzchołka Peliona
przybył Chiron, niosąc leśne dary:
bo cokolwiek niosą pola, co tesalskie na wielkich
górach brzegi rodzą, co przy falach rzeki
wietrzyk płodny ciepłego Fawoniusza rodzi kwiatów,
te splecione bez ładu w wieńce sam przyniósł,
którymi ujęty dom uśmiechnął się miłą wonią.
Wnet Penej przybywa, zielone Tempe,
Tempe, które lasy otaczają zwisające z góry,
naiadom do sławienia doryckimi zostawiając korowody,
nie z próżnymi rękami: bo on przyniósł z korzeniami wysokie
buki i proste smukłym pniem laury,
nie bez chwiejnego platana i giętkiej siostry
rozpłomienionego Faetona, i powietrznego cyprysa.
Te wokół siedziby szeroko posplatane ustawił,
by przedsionek okryty miękkim listowiem zieleniał.
Za nim następuje przemyślnym sercem Prometeusz,
noszący zatarte ślady dawnej kary,
którą niegdyś do skały skrępowany członkami łańcuchem
odpokutował, zwisając z urwistych szczytów.
Potem bogów ojciec ze świętą małżonką i dziećmi
przybył, w niebie ciebie samego, Febie, zostawiając,
i wraz jednorodzoną mieszkankę gór Idru:
bo Peleusem wraz z tobą wzgardziła siostra
i nie chciała weselnych Tetydy sławić pochodni.
Gdy śnieżnymi na siedziskach ułożyli członki,
suto rozmaitym potrawami stoły zastawiono,
a tymczasem, chwiejnym potrząsając ciała ruchem,
prawdomówne Parki poczęły wywodzić pieśni.
Ich ciało drżące otaczając zewsząd szata
biała purpurowym kostki opasywała brzegiem,
a różowe na śnieżnym spoczywały temieniu wstęgi,
i ręce wieczny wykonywały zwyczajem trud.
Lewa kądziel z miękką wełną trzymała okrytą,
prawa zaś lekko snując nici, ku górze zwróconymi
kształtowała palcami, to na spuszczonym kciuku skręcając
zważony gładkim obracała wrzeciono kręgiem,
i tak zębem obrywając zawsze zrównywała dzieło,
a wełniane obgryzki tkwiły na suchych wargach,
które przedtem na gładkiej wystawały nici.
Przed stopami zaś miękkie białej wełny
runa strzegły plecione koszyczki.
One wtedy, skubiąc runa, jasnobrzmiącym głosem
takie boską pieśnią wylały losy,
pieśnią, której żaden potem nie oskarży o fałsz wiek:
„O chlubo wyborna, wielkimi cnotami wznosząca się,
Ematii puklerzu, najsławniejszy przez syna,
przyjmij, co ci w radosnym dniu odsłaniają siostry,
prawdomówną wróżbę. Lecz wy, które losy śledzą,
biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Przyjdzie ci już, niosąc upragnione małżonkom,
Hesperus, przyjdzie ze szczęśliwą gwiazdą małżonka,
która ci umysł ujmującą przepoi miłością
i gotowa z tobą omdlewające połączyć sny,
gładkie podkładając krzepkiemu ramiona karkowi.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Żaden dom takiej nigdy nie splótł miłości,
żadna miłość takim nie złączyła przymierzem kochanków,
jaka jest Tetydzie, jaka Peleusowi zgoda.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Zrodzi się wam wolny od trwogi Achilles,
wrogom nie plecami, lecz mężnym znany sercem,
który bardzo często zwycięzca w niepewnym zawodzie biegu
płomiennych wyprzedzi ślady chyżej łani.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Jemu żaden w wojnie nie dorówna bohater,
gdy frygijskie teukrowską spłyną krwią pola,
i oblegając trojańskie mury długą wojną
krzywoprzysięgłego Pelopsa trzeci spustoszy dziedzic.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Jego wyborne cnoty i słynne czyny
często wyznają na pogrzebach synów matki,
gdy rozwichrzone z siwej rozpuszczą temienia włosy
i zwiędłe słabymi kalać będą piersi dłońmi.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Bo jak gęste podcinając żniwiarz kłosy
pod palącym słońcem złociste kosi łany,
tak Trojan wrogim położy ciała żelazem.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Świadkiem będzie wielkich cnót fala Skamandra,
która wszędzie w chyży rozlewa się Hellespont,
której bieg zwężając stosami ciał pomordowanych
głębokie ogrzeje wody zmieszaną rzezią.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Wreszcie świadkiem będzie i śmierci oddany łup,
gdy okrągły na wysokim usypany wale stos
przyjmie śnieżne uderzonej dziewicy członki.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Bo gdy tylko znużonym da los możność Achajom
dardańskiego miasta Neptunowe rozwiązać więzy,
wysokie polikseńską zbroczą się rzezią groby,
która, jak pod obosiecznym ulegająca żelazem ofiara,
rzuci kadłub, zgiąwszy pod sobą kolano.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Przeto dalej, upragnione duszy złączcie miłości.
Niech przyjmie małżonek szczęśliwym przymierzem boginię,
niech będzie oddana chciwemu już od dawna małżonkowi żona.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona.
Nie ją mamka, o wschodzie światła nawiedzając,
wczorajszą nicią zdoła szyję okolić
(biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona),
ani trwożna matka smutna po niezgodnym łożu córki
osobno sypiającej drogich zaprzestanie spodziewać się wnuków.
Biegnijcie prowadząc wątki, biegnijcie, wrzeciona."
Takie przepowiadając niegdyś szczęśliwe Peleusowi
pieśni śpiewały boskim sercem Parki.
Bo obecni niegdyś czyste domy nawiedzać
bohaterów i śmiertelnemu ukazywać się tłumowi
niebianie, jeszcze nie wzgardziwszy pobożnością, zwykli.
Często bogów ojciec w lśniącej świątyni, gdy nawiedzał,
gdy doroczne ze świętami nadeszły obrzędy,
patrzył na ziemię, jak sto padło byków.
Często błądzący Liber na Parnasu szczycie najwyższym
tyady rozwianym krzyczące włosem gnał,
gdy Delfowie z całego na wyścigi miasta biegnąc
przyjmowali radośni boga dymiącymi ołtarzami.
Często w śmiertelnym wojny zapasie Mawors
albo chyżego Trytona pani, albo ramnuzyjska dziewica,
zbrojne ludzi obecna zagrzewała hufce.
Lecz gdy ziemia zbrodnią niegodziwą została skalana,
i sprawiedliwość wszyscy z chciwego wygnali umysłu,
zbroczyły ręce bratnią krwią bracia,
przestał zmarłych opłakiwać syn rodziców,
pragnął rodzic pogrzebu młodego syna,
by wolny cieszył się kwiatem nieślubnej macochy,
bezbożna matka, poddając się nieświadomemu synowi,
bezbożna nie ulękła się bogów kalać rodzicielskich,
wszystko godziwe z niegodziwym złą pomieszawszy wściekłością
sprawiedliwy nam odwróciło umysł bogów.
Przeto ani takich nie raczą nawiedzać zgromadzeń,
ani się dotknąć nie pozwalają jasnym światłem.
dicuntur liquidas Neptuni nasse per undas
Phasidos ad fluctus et fines Aeeteos,
cum lecti iuvenes, Argivae robora pubis,
auratam optantes Colchis avertere pellem
ausi sunt vada salsa cita decurrere puppi,
caerula verrentes abiegnis aequora palmis.
diva quibus retinens in summis urbibus arces
ipsa levi fecit volitantem flamine currum,
pinea coniungens inflexae texta carinae.
illa rudem cursu prima imbuit Amphitriten.
quae simul ac rostro ventosum proscidit aequor
tortaque remigio spumis incanduit unda,
emersere freti candenti e gurgite vultus
aequoreae monstrum Nereides admirantes.
illa, siqua alia, viderunt luce marinas
mortales oculis nudato corpore nymphas
nutricum tenus exstantes e gurgite cano.
tum Thetidis Peleus incensus fertur amore,
tum Thetis humanos non despexit hymenaeos,
tum Thetidi pater ipse iugandum Pelea sensit.
o nimis optato saeclorum tempore nati
heroes, salvete, deum genus, o bona matrum
progenies, salvete iterum
vos ego saepe meo, vos carmine compellabo,
teque adeo eximie taedis felicibus aucte
Thessaliae columen Peleu, cui Iuppiter ipse,
ipse suos divum genitor concessit amores.
tene Thetis tenuit pulcherrirma Nereine?
tene suam Tethys concessit ducere neptem
Oceanusque, mari totum qui amplectitur orbem?
quae simul optatae finito tempore luces
advenere, domum conventu tota frequentat
Thessalia, oppletur laetanti regia coetu:
dona ferunt prae se, declarant gaudia vultu.
deseritur Cieros, linquunt Phthiotica Tempe
Crannonisque domos ac moenia Larisaea,
Pharsalum coeunt, Pharsalia tecta frequentant.
rura colit nemo, mollescunt colla iuvencis,
non humilis curvis purgatur vinea rastris,
non glaebam prono convellit vomere taurus,
non falx attenuat frondatorum arboris umbram,
squalida desertis robigo infertur aratris.
ipsius at sedes, quacumque opulenta recessit
regia, fulgenti splendent auro atque argento.
candet ebur soliis, conlucent pocula mensae,
tota domus gaudet regali splendida gaza.
pulvinar vero divae geniale locatur
sedibus in mediis, Indo quod dente politum
tincta tegit roseo conchyli purpura fuco.
haec vestis priscis hominum variata figuris
heroum mira virtutes indicat arte.
namque fluentisono prospectans litore Diae
Thesea cedentem celeri cum classe tuetur
indomitos in corde gerens Ariadna furores,
necdum etiam sese quae visit visere credit,
ut pote fallaci quae tunc primum excita somno
desertam in sola miseram se cernat harena.
immemor at iuvenis fugiens pellit vada remis,
irrita ventosae linquens promissa procellae.
quem procul ex alga maestis Minois ocellis
saxea ut effigies bacchantis prospicit, eheu,
prospicit et magnis curarum fluctuat undis,
non flavo retinens subtilem vertice mitram,
non contecta levi velatum pectus amictu,
non tereti strophio lactentis vincta papillas,
omnia quae toto delapsa e corpore passim
ipsius ante pedes fluctus salis adludebant.
sic neque tum mitrae neque tum fluitantis amictus
illa vicem curans toto ex te pectore, Theseu,
toto animo, tota pendebat perdita mente.
ah misera, adsiduis quam luctibus exsternavit
spinosas Erycina serens in pectore curas
illa tempestate, ferox quo ex tempore Theseus
egressus curvis e litoribus Piraei
attigit iniusti regis Gortynia tecta.
nam perhibent olim crudeli peste coactam
Androgeoneae poenas exsolvere caedis
electos iuvenes simul et decus innuptarum
Cecropiam solitam esse dapem dare Minotauro.
quis angusta malis cum moenia vexarentur,
ipse suum Theseus pro caris corpus Athenis
proicere optavit potius quam talia Cretam
funera Cecropiae nec funera portarentur.
atque ita nave levi nitens ac lenibus auris
magnanimum ad Minoa venit sedesque superbas.
hunc simul ac cupido conspexit lumine virgo
regia, quam suavis exspirans castus odores
lectulus in molli complexu matris alebat,
quales Eurotae progignunt flumina myrtos
aurave distinctos educit verna colores,
non prius ex illo flagrantia declinavit
lumina quam cuncto concepit corpore flammam
funditus atque imis exarsit tota medullis.
heu misere exagitans immiti corde furores,
sancte puer, curis hominum qui gaudia misces,
quaeque regis Golgos quaeque Idalium frondosum,
qualibus incensam iactastis mente puellam
fluctibus in flavo saepe hospite suspirantem!
quantos illa tulit languenti corde timores,
quanto saepe magis fulgore expalluit auri,
cum saevum cupiens contra contendere monstrum
aut mortem appeteret Theseus aut praemia laudis.
non ingrata tamen frustra munuscula divis
promittens tacito succendit vota labello.
nam velut in summo quatientem bracchia Tauro
quercum aut conigeram sudanti cortice pinum
indomitus turbo contorquens flamine robur
eruit (illa procul radicitus exturbata
prona cadit, † lateque cum eius obvia frangens),
sic domito saevum prostravit corpore Theseus
nequiquam vanis iactantem cornua ventis.
inde pedem sospes multa cum laude reflexit
errabunda regens tenui vestigia filo,
ne labyrintheis e flexibus egredientem
tecti frustraretur inobservabilis error.
sed quid ego a primo digressus carmine plura
commemorem, ut linquens genitoris filia vultum,
ut consanguineae complexum, ut denique matris,
quae misera in gnata deperdita laetabatur,
omnibus his Thesei dulcem praeoptarit amorem,
aut ut vecta rati spumosa ad litora Diae
venerit, aut ut eam devinctam lumina somno
liquerit immemori discedens pectore coniunx?
saepe illam perhibent ardenti corde furentem
clarisonas imo fudisse ex pectore voces,
ac tum praeruptos tristem conscendere montes
unde aciem in pelagi vastos protenderet aestus,
tum tremuli salis adversas procurrere in undas
mollia nudatae tollentem tegmina surae,
atque haec extremis maestam dixisse querelis,
frigidulos udo singultus ore cientem:
sicine me patriis avectam, perfide, ab aris,
perfide, deserto liquisti in litore, Theseu?
sicine discedens neglecto numine divum
immernor ah devota domum periuria portas?
nullane res potuit crudelis flectere mentis
consilium? tibi nulla fuit clementia praesto
immite ut nostri vellet miserescere pectus?
at non haec quondam blanda promissa dedisti
voce mihi, non haec miserae sperare iubebas,
sed conubia laeta, sed optatos hymenaeos:
quae cuncta aerii discerpunt irrita venti.
nunc iam nulla viro iuranti femina credat,
nulla viri speret sermones esse fideles:
quis dum aliquid cupiens animus praegestit apisci,
nil metuunt iurare, nihil promittere parcunt:
sed simul ac cupidae mentis satiata libido est,
dicta nihil meminere, nihil periuria curant.
certe ego te in medio versantem turbine leti
eripui et potius germanum amittere crevi
quam tibi fallaci supremo in tempore deessem:
pro quo dilaceranda feris dabor alitibusque
praeda neque iniecta tumulabor mortua terra.
quaenam te genuit sola sub rupe leaena,
quod mare conceptum spumantibus exspuit undis.
quae Syrtis, quae Scylla rapax, quae vasta Charybdis,
talia qui reddis pro dulci praemia vita?
si tibi non cordi fuerant conubia nostra,
saeva quod horrebas prisci praecepta parentis,
at tamen in vestras potuisti ducere sedes
quae tibi iucundo famularer serva labore
candida permulcens liquidis vestigia lymphis
purpureave tuum constemens veste cubile.
sed quid ego ignaris nequiquam conqueror auris
exsternata malo, quae nullis sensibus auctae
nec missas audire queunt nec reddere voces?
ille autem prope iam mediis versatur in undis,
nec quisquam adparet vacua mortalis in alga.
sic nimis insultans extremo tempore saeva
fors etiam nostris invidit questibus auris.
Iuppiter omnipotens, utinam ne tempore primo
Gnosia Cecropiae tetigissent litora puppes,
indomito nec dira ferens stipendia tauro
perfidus in Creta religasset navita funem,
nec malus hic celans dulci crudelia forma
consilia in nostris requiesset sedibus hospes!
nam quo me referam? quali spe perdita nitor?
Idaeosne petam montes? ah, gurgite lato
discernens ponti truculentum ubi dividit aequor?
an patris auxilium sperem, quemne ipsa reliqui
respersum iuvenem fraterna caede secuta?
coniugis an fido consoler memet amore,
quine fugit lentos incurvans gurgite remos?
praeterea nullo litus, sola insula, tecto,
nec patet egressus pelagi cingentibus undis:
nulla fugae ratio, nulla spes: omnia muta,
omnia sunt deserta, ostentant omnia letum.
non tamen ante mihi languescent lumina morte,
nec prius a fesso secedent corpore sensus
quam iustam a divis exposcam prodita multam
caelestumque fidem postrema comprecer hora.
quare, facta virum multantes vindice poena
Eumenides, quibus anguino redimita capillo
frons exspirantis praeportat pectoris iras,
huc huc adventate, meas audite querelas,
quas ego, vae miserae, extremis proferre medullis
cogor inops, ardens, amenti caeca furore.
quae quoniam verae nascuntur pectore ab imo,
vos nolite pati nostrum vanescere luctum,
sed quali solam Theseus me mente reliquit,
tali mente, deae, funestet seque suosque.
has postquam maesto profudit pectore voces
supplicium saevis exposcens anxia factis,
adnuit invicto caelestum numine rector,
quo nutu tellus atque horrida contremuerunt
aequora concussitque micantia sidera mundus.
ipse autem caeca mentem caligine Theseus
consitus oblito dimisit pectore cuncta
quae mandata prius constanti mente tenebat,
dulcia nec maesto sustollens signa parenti
sospitem Erechtheum se ostendit visere portum
namque ferunt olim, classi cum moenia divae
linquentem gnatum ventis concrederet Aegeus,
talia complexum iuveni mandata dedisse:
gnate mihi longe iucundior unice vita,
gnate, ego quem in dubios cogor dimittere casus
reddite in extrema nuper mihi fine senectae,
quandoquidem fortuna mea ac tua fervida virtus
eripit invito mihi te, cui languida nondum
lumina sunt gnati cara saturata figura,
non ego te gaudens laetanti pectore mittam,
nec te ferre sinam fortunae signa secundae,
sed primum multas expromam mente querelas
canitiem terra atque infuso pulvere foedans,
inde infecta vago suspendam lintea malo,
nostros ut luctus nostraeque incendia mentis
carbasus obscurata decet ferrugine Hibera.
quod tibi si sancti concesserit incola Itoni,
quae nostrum genus ac sedes defendere Erechthei
adnuit, ut tauri respergas sanguine dextram,
tum vero facito ut memori tibi condita corde
haec vigeant mandata, nec ulla oblitteret aetas,
ut simul ac nostros invisent lumina collis,
funestam antennae deponant undique vestem
candidaque intorti sustollant vela rudentes,
quam primum cernens ut laeta gaudia mente
agnoscam, cum te reducem aetas prospera sistet.
haec mandata prius constanti mente tenentem
Thesea ceu pulsae ventorum flamine nubes
aerium nivei montis liquere cacumen.
at pater, ut summa prospectum ex arce petebat
anxia in adsiduos absumens lumina fletus,
cum primum inflati conspexit lintea veli,
praecipitem sese scopulorum e vertice iecit
amissum credens immiti Thesea fato.
sic funesta domus ingressus tecta paterna
morte ferox Theseus, qualem Minoidi luctu
obtulerat mente immemori, talem ipse recepit.
quae tum prospectans cedentem maesta carinam
multiplices animo volvebat saucia curas.
at parte ex alia florens volitabat Iacchus
cum thiaso satyrorum et Nysigenis silenis
te quaerens, Ariadna, tuoque incensus arnore.
quae tum alacres passim lymphata mente furebant
euhoe bacchantes, euhoe capita inflectentes.
harum pars tecta quatiebant cuspide thyrsos,
pars e divulso iactabant membra iuvenco,
pars sese tortis serpentibus incingebant,
pars obscura cavis celebrabant orgia cistis,
orgia quae frustra cupiunt audire profani,
plangebant aliae proceris tympana palmis
aut tereti tenuis tinnitus aere ciebant,
multis raucisonos efflabant cornua bombos
barbaraque horribili stridebat tibia cantu.
talibus amplifice vestis decorata figuris
pulvinar complexa suo velabat amictu.
quae postquam cupide spectando Thessala pubes
expleta est, sanctis coepit decedere divis.
hic, qualis flatu placidum mare matutino
horrificans Zephyrus proclivas incitat undas
aurora exoriente vagi sub limina solis,
quae tarde primum clementi flamine pulsae
procedunt, leviterque sonant plangore cachinni,
post vento crescente magis magis increbescunt
purpureaque procul nantes ab luce refulgent,
sic tum vestibuli linquentes regia tecta
ad se quisque vago passim pede discedebant.
quorum post abitum princeps e vertice Peli
advenit Chiron portans silvestria dona:
nam quoscumque ferunt campi, quos Thessala magnis
montibus ora creat, quos propter fluminis undas
aura parit flores tepidi fecunda Favoni,
hos indistinctis plexos tulit ipse corollis,
quo permulsa domus iucundo risit odore.
confestim Penios adest, viridantia Tempe,
Tempe quae silvae cingunt super impendentes,
naiasin linquens Doris celebranda choreis,
non vacuus: namque ille tulit radicitus altas
fagos ac recto proceras stipite laurus,
non sine nutanti platano lentaque sorore
flammati Phaethontis et aeria cupressu.
haec circum sedes late contexta locavit,
vestibulum ut molli velatum fronde vireret.
post hunc consequitur sollerti corde Prometheus
extenuata gerens veteris vestigia poenae
quam quondam silici restrictus membra catena
persolvit pendens e verticibus praeruptis.
inde pater divum sancta cum coniuge natisque
advenit, caelo te solum, Phoebe, relinquens
unigenamque simul cultricem montibus Idri:
Pelea nam tecum pariter soror adspernata est
nec Thetidis taedas voluit celebrare iugalis.
qui postquam niveis flexerunt sedibus artus,
large multiplici constructae sunt dape mensae,
cum interea infirmo quatientes corpora motu
veridicos Parcae coeperunt edere cantus.
his corpus tremulum complectens undique vestis
candida purpurea talos incinxerat ora,
at roseae niveo residebant vertice vittae,
aeternumque manus carpebant rite laborem.
laeva colum molli lana retinebat amictum,
dextera tum leviter deducens fila supinis
formabat digitis, tum prono in pollice torquens
libratum tereti versabat turbine fusum,
atque ita decerpens aequabat semper opus dens,
laneaque aridulis haerebant morsa labellis
quae prius in levi fuerant exstantia filo.
ante pedes autem candentis mollia lanae
vellera virgati custodibant calathisci.
haec tum clarisona vellentes vellera voce
talia divino fuderunt carmine fata,
carmine perfidiae quod post nulla arguet aetas:
o decus eximium magnis virtutibus augens,
Emathiae tutamen opis, clarissime nato,
accipe quod laeta tibi pandunt luce sorores,
veridicum oraclum. sed vos, quae fata secuntur,
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
adveniet tibi iam portans optata maritis
Hesperus, adveniet fausto cum sidere coniunx,
quae tibi flexanimo mentem perfundat amore
languidulosque paret tecum coniungere somnos
levia substernens robusto bracchia collo.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
nulla domus tales unquam contexit amores,
nullus amor tali coniunxit foedere amantes
qualis adest Thetidi, qualis concordia Peleo.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
nascetur vobis expers terroris Achilles,
hostibus haud tergo, sed forti pectore notus,
qui persaepe vago victor certamine cursus
flammea praevertet celeris vestigia cervae.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
non illi quisquam bello se conferet heros,
cum Phrygii Teucro manabunt sanguine campi
Troicaque obsidens longinquo moenia bello
periuri Pelopis vastabit tertius heres.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
illius egregias virtutes claraque facta
saepe fatebuntur gnatorum in funere matres,
cum incultum cano solvent a vertice crinem
putridaque infirmis variabunt pectora palmis.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
namque velut densas praecerpens messor aristas
sole sub ardenti flaventia demetit arva,
Troiugenum infesto prosternet corpora ferro.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
testis erit magnis virtutibus unda Scamandri,
quae passim rapido diffunditur Hellesponto,
cuius iter caesis angustans corporum acervis
alta tepefaciet permixta flumina caede.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
denique testis erit morti quoque reddita praeda
cum teres excelso coacervatum aggere bustum
excipiet niveos percussae virginis artus.
Currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
nam simul ac fessis dederit fors copiam Achivis
urbis Dardaniae Neptunia solvere vincla,
alta Polyxenia madefient caede sepulcra,
quae, velut ancipiti succumbens victima ferro,
proiciet truncum submisso poplite corpus.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
quare agite optatos animi coniungite amores.
accipiat coniunx felici foedere divam,
dedatur cupido iam dudum nupta marito.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
non illam nutrix orienti luce revisens
hesterno collum poterit circumdare filo
(currite ducentes subtegmina, currite, fusi),
anxia nec mater discordis maesta puellae
secubitu caros mittet sperare nepotes.
currite ducentes subtegmina, currite, fusi.
talia praefantes quondam felicia Pelei
carmina divino cecinerunt pectore Parcae.
praesentes namque ante domos invisere castas
heroum et sese mortali ostendere coetu
caelicolae nondum spreta pietate solebant.
saepe pater divum templo in fulgente, revisens
annua cum festis venissent sacra diebus,
conspexit terra centum procumbere tauros.
saepe vagus Liber Parnasi vertice summo
Thyiadas effusis euantis crinibus egit,
cum Delphi tota certatim ex urbe ruentes
acciperent laeti divum fumantibus aris.
saepe in letifero belli certamine Mavors
aut rapidi Tritonis era aut Rhamnusia virgo
armatas hominum est praesens hortata catervas.
sed postquam tellus scelere est imbuta nefando,
iustitiamque omnes cupida de mente fugarunt,
perfudere manus fraterno sanguine fratres,
destitit exstinctos natus lugere parentes,
optavit genitor primaevi funera nati
Liber ut innuptae poteretur flore novercae,
ignaro mater substernens se impia nato
impia non verita est divos scelerare parentes,
omnia fanda nefanda malo permixta furore
iustificam nobis mentem avertere deorum.
quare nec talis dignantur visere coetus
nec se contingi patiuntur lumine claro.
odwodzi, Ortalu, od uczonych dziewic,
i nie zdoła słodkich Muz wydać płodów
umysł: tak wielkimi kołysze się nieszczęściami —
bo niedawno mego brata letejskim odmętem
bladą oblewa woda stopę,
którego Troja, pod retejskim brzegiem ziemia,
wydartego naszym przygniata oczom.
Nigdy ja ciebie, od życia droższy bracie,
nie ujrzę odtąd: lecz zaiste zawsze będę kochał,
zawsze smutne twą śmiercią pieśni śpiewał,
jakie pod gęstym gałęzi cieniem śpiewa
daulijska ptaszyna, opłakując los zgładzonego Itysa —
lecz jednak wśród tak wielkiego smutku, Ortalu, ślę ci
te przełożone pieśni Battiady,
byś nie mniemał, że twe słowa błądzącym próżno powierzone wiatrom
wypłynęły przypadkiem z mego umysłu,
jak posłane od narzeczonego skrytym darem jabłko
wypada z czystego dziewicy łona,
które nieszczęsna, zapomniawszy, pod miękką szatą schowane,
gdy na przyjście matki się zrywa, wytrząsa;
i ono spadając stromo się toczy,
jej zaś na smutnym rozlewa się obliczu świadomy rumieniec.
sevocat a doctis, Ortale, virginibus,
nec potis est dulcis Musarum expromere fetus
mens animi: tantis fluctuat ipsa malis,—
namque mei nuper Lethaeo gurgite fratris
pallidulum manans adluit unda pedem,
Troia Rhoeteo quem subter litore tellus
Ereptum nostris obterit ex oculis.
nunquam ego te vita frater amabilior
adspiciam posthac: at certe semper amabo,
semper maesta tua carmina morte canam,
qualia sub densis ramorum concinit umbris
Daulias absumpti fata gemens Ityli,—
sed tamen in tantis maeroribus, Ortale, mitto
haec expressa tibi carmina Battiadae,
ne tua dicta vagis nequiquam credita ventis
effluxisse meo forte putes animo,
ut missum sponsi furtivo munere malum
procurrit casto virginis e gremio,
quod miserae oblitae molli sub veste locatum,
dum adventu matris prosilit, excutitur;
atque illud prono praeceps agitur decursu,
huic manat tristi conscius ore rubor.
który poznał gwiazd wschody i zachody,
jak płomienny chyżego słońca blask się przyćmiewa,
jak ustępują gwiazdy w pewnych porach,
jak Triwię skrycie pod latmijskie zsyłając skały
słodka miłość z powietrznego zwołuje kręgu,
tenże Konon mnie w niebiańskim ujrzał świetle,
z Bereniki temienia warkocz
lśniący jasno, który wszystkim ona bogom,
wyciągając gładkie ramiona, przyrzekła,
w tym czasie, gdy król, nowym wsparty weselem,
poszedł spustoszyć asyryjskie granice,
niosąc słodkie nocnej walki ślady,
jaką stoczył o dziewicze łupy.
Czyż nowym oblubienicom nienawistna jest Wenus, i rodziców
zawodzą kłamliwymi radości łezkami,
które obficie w progach komnaty wylewają?
Nie, tak niech mi bogowie sprzyjają prawdziwie, nie szczere to.
Tego mnie licznymi nauczyła królowa skargami,
gdy nowy nawiedzał srogie boje mąż.
A ty czyż nie opuszczone opłakiwałaś owdowiałe łoże,
lecz drogiego brata żałosne odejście?
Jakże głęboko smutne strawiła troska szpiki!
Jakże ci wtedy całym sercem strwożonej
zmysłów pozbawionej umysł wypadł! Lecz ciebie ja zaiste
znałem od małej dziewczyny wielkoduszną.
Czyż zapomniałaś dobrego czynu, którym królewskie zdobyłaś
małżeństwo, którego nikt śmielszy by się nie ważył?
Lecz wtedy smutna, męża żegnając, jakież wyrzekłaś słowa!
Jowiszu, jakże często oczy smutną ocierałaś ręką!
Jaki cię bóg tak wielki odmienił? Czy że kochankowie
nie chcą być długo z dala od drogiego ciała?
I wtedy mnie za drogiego małżonka wszystkim bogom
nie bez byczej krwi przyrzekłaś,
jeśliby powrót przywiódł. On w niedługim czasie
zdobytą Azję do granic Egiptu dodał.
Za które czyny ja, niebiańskiemu oddana zgromadzeniu,
dawne śluby nowym spełniam darem.
Niechętnie, o królowo, od twego odeszłam temienia,
niechętnie: przysięgam na ciebie i twą głowę:
niech godną poniesie, kto by na próżno przysięgał:
lecz kto by się z żelazem równać śmiał?
I owa zwalona góra, którą największą w krajach
sławne Tii plemię przewyższa,
gdy Medowie stworzyli nowe morze i gdy młodzież
barbarzyńska przez środek Atosu flotą płynęła.
Cóż uczynią włosy, gdy żelazu takie ustępuje?
Jowiszu, oby cały Chalybów ród zginął,
i kto pierwszy pod ziemią żyły szukać
się podjął i żelaza kuć twardość!
Odcięte niedawno warkocze mego losu siostry
opłakiwały, gdy Memnona Etiopa
jednorodzony, chwiejnymi pchając powietrze skrzydłami,
zjawił się Arsinoi † lokryjski koń skrzydlaty,
i on, mnie unosząc, przez powietrzne uleciał cienie
i w czystym Wenus składa mnie łonie.
Sama swego tam Zefirytis wysłała sługę,
grecka mieszkanka kanopijskich brzegów,
† by nie tylko w rozmaitym świetle nieba
z Ariadny skroni złota
utkwiona korona była, lecz i my byśmy lśnili,
poświęcone jasnego temienia łupy,
mnie, wilgotną od płaczu, wstępującą do świątyń bogów,
gwiazdą wśród dawnych nową bogini umieściła:
Dziewicy bowiem i srogiego Lwa dotykając
świateł, z Kallisto złączona Likaończyka,
zwracam się ku zachodowi, powolnego wodząc przed Bootesem,
który ledwie późno w głębokim tonie Oceanie.
Lecz choć nocą przygniatają mnie ślady bogów,
światło zaś siwej Tetydzie mnie zwraca,
(za twym pozwoleniem niech tu wolno rzec, ramnuzyjska dziewico:
bo ja żadnym prawdy nie skryję lękiem,
ani jeśli mnie wrogimi rozszarpią gwiazdy słowy,
lecz zataione z prawdziwej piersi wyjawię)
nie tak tymi się raduję rzeczami, jak że będę zawsze,
że będę z dala od pani temienia, dręczy mnie,
z którą ja, póki niegdyś dziewicą była, wszystkich pozbawiona
wonności, wiele tysięcy razem wypiłam.
Teraz wy, gdy upragnionym złączyła was światłem pochodnia,
nie prędzej zgodnym małżonkom ciała
oddajcie, zrzuciwszy szatę, obnażając piersi,
niż mi miłe dary złoży onyks,
wasz onyks, wy, co czcicie prawa czystego łoża.
Lecz która się oddała nieczystemu cudzołóstwu,
jej ach złe dary niech lekki wypije próżny pył:
bo ja od niegodnych nagród żadnych nie żądam.
Lecz raczej, o oblubienice, zawsze zgoda wasze,
zawsze miłość niech ustawiczna zamieszkuje siedziby.
Ty zaś, królowo, gdy gwiazdy patrząc boginię
przejednasz świątecznymi światłami Wenus,
nie daj, bym ja, twoja, była wonności pozbawiona,
lecz raczej obdarz hojnymi darami.
Czemu gwiazdy mnie trzymają? Obym się królewskim stał warkoczem,
niech obok Wodnika lśni Orion.
qui stellarum ortus comperit atque obitus,
flammeus ut rapidi solis nitor obscuretur,
ut cedant certis sidera temporibus,
ut Triviam furtim sub Latmia saxa relegans
dulcis amor gyro devocet aerio,
idem me ille Conon caelesti in lumine vidit
e Bereniceo vertice caesariem
fulgentem clare, quam cunctis illa deorum
levia protendens bracchia pollicita est,
qua rex tempestate novo auctus hymenaeo
vastatum finis iuerat Assyrios,
dulcia nocturnae portans vestigia rixae
quam de virgineis gesserat exuviis.
estne novis nuptis odio Venus, atque parentum
frustrantur falsis gaudia lacrimulis
ubertim thalami quas intra limina fundunt?
non, ita me divi vera gemunt, iuerint.
id mea me multis docuit regina querelis
invisente novo proelia torva viro.
at tu non orbum luxti deserta cubile,
sed fratris cari flebile discidium?
quam penitus maestas exedit cura medullas!
ut tibi tunc toto pectore sollicitae
sensibus ereptis mens excidit! at te ego certe
cognoram a parva virgine magnanimam.
anne bonum oblita es facinus, quo regium adepta es
coniugium, quod non fortior ausit alis?
sed tum maesta virum mittens quae verba locuta es!
Iuppiter, ut tristi lumina saepe manu!
quis te mutavit tantus deus? an quod amantes
non longe a caro corpore abesse volunt?
atque ibi me cunctis pro dulci coniuge divis
non sine taurino sanguine pollicita es,
si reditum tetulisset. is haud in tempore longo
captam Asiam Aegypti finibus addiderat.
quis ego pro factis caelesti reddita coetu
pristina vota novo munere dissolvo.
invita, o regina, tuo de vertice cessi,
invita: adiuro teque tuumque caput:
digna ferat quod si quis inaniter adiurarit:
sed qui se ferro postulet esse parem?
ille quoque eversus mons est quem maximum in oris
progenies Thiae clara supervehitur,
cum Medi peperere novum mare, cumque inventus
per medium classi barbara navit Athon.
quid facient crines, cum ferro talia cedant?
Iuppiter, ut Chalybon omne genus pereat,
et qui principio sub terra quaerere venas
institit ac ferri fingere duritiem!
abiunctae paulo ante comae mea fata sorores
lugebant, cum se Memnonis Aethiopis
unigena impellens nutantibus aera pennis
obtulit Arsinoes † elocridicos ales equus,
isque per aetherias me tollens avolat umbras
et Veneris casto conlocat in gremio.
ipsa suum Zephyritis eo famulum legarat,
Graia Canopiis incola litoribus,
†hi dii ven ibi vario ne solum in lumine caeli
ex Ariadneis aurea temporibus
fixa corona foret, sed nos quoque fulgeremus
devotae flavi verticis exuviae,
uvidulam a fletu cedentem ad temple deum me
sidus in antiquis diva novum posuit:
Virginis et saevi contingens namque Leonis
lumina, Callisto iuncta Lycaoniae,
vertor in occasum, tardum dux ante Booten,
qui vix sero alto mergitur Oceano.
sed quamquam me nocte premunt vestigia divum,
lux autem canae Tethyi restituit,
(pace tua fari hic liceat, Rhamnusia virgo:
namque ego non ullo vera timore tegam,
nec si me infestis discerpent sidera dictis,
condita quin veri pectoris evoluam)
non his tam laetor rebus quam me afore semper
afore me a dominae vertice discrucior,
quicum ego, dum virgo quondam fuit, omnibus expers
unguentis, una milia multa bibi.
nunc vos optato quom iunxit lumine taeda,
non prius unanimis corpora coniugibus
tradite nudantes reiecta veste papillas,
quam iucunda mihi munera libet onyx,
vester onyx, casto colitis quae iura cubili.
sed quae se impuro dedit adulterio,
illius ah mala dona levis bibat irrita pulvis:
namque ego ab indignis praemia nulla peto.
sed magis, o nuptae, semper concordia vestras,
semper amor sedes incolat adsiduus.
tu vero, regina, tuens cum sidera divam
placabis festis luminibus Venerem,
unguinis expertem non siris esse tuam me,
sed potius largis adfice muneribus.
sidera cur retinent? utinam coma regia fiam
proximus Hydrochoi fulgeret Oarion.
witaj, i niech cię dobrą Jowisz wzmocni pomocą,
Bramo, o której mówią, że Balbusowi służyłaś życzliwie
niegdyś, gdy sam starzec siedziby dzierżył,
i o której powiadają, że znów posłużyłaś przekornie,
gdy, wyniesiony starzec, stałaś się małżeńską.
Powiedz nam, dalejże, czemu, mówią, odmieniona
dawnemu panu wiarę porzuciłaś.
Nie (tak niech Cecyliuszowi się podobam, któremu teraz jestem oddana)
moja to wina, choć się mówi, że moja,
ani nikt nie może mi zarzucić żadnego występku:
† lecz ludzie owi bramą cię czynią!
Którzy, gdziekolwiek się coś źle uczynionego znajdzie,
do mnie wszyscy krzyczą: Bramo, twoja to wina.
Nie dość tego jednym rzec słowem,
lecz sprawić, by każdy poczuł i ujrzał.
Jak mogę? Nikt nie pyta, ni wiedzieć się trudzi.
My chcemy; nam nie wahaj się powiedzieć.
Najpierw więc, że dziewicą, mówią, byłam nam oddana,
fałsz to. Nie jej mąż pierwszy dotknął,
któremu wiotszy niż czuły burak zwisający sztylecik
nigdy się do połowy nie wznosił ku tunice:
lecz ojciec jego, mówią, łoże syna zbezcześcił
i nieszczęsny dom zbrodnią splamił,
czy że bezbożny umysł ślepą płonął miłością,
czy że gnuśny jałowym nasieniem syn był
i trzeba było szukać, skąd by było krzepsze to,
co by zdołało rozwiązać dziewiczy pas.
Wyborny opowiadasz cudownej pobożności rodzica,
który sam w łono własnego syna oddał mocz.
A jednak nie tylko to o sobie mówi, że jej wiadomo,
Bryksja † pod chinejską wieżą leżąca,
którą jasny miękką wyprzedza rzeką Mella,
Bryksja, mej Werony matko ukochana,
lecz o Postumiusza i Korneliusza opowiada miłości,
z którymi ona złe popełniła cudzołóstwo.
Powie tu ktoś: co? ty to, Bramo, wiesz,
której nigdy od pańskiego progu odejść nie wolno,
ani ludu podsłuchiwać, lecz tu przybita do belki
tylko zamykać zwykłaś albo otwierać dom?
Często ją słyszałam, jak skrytym mówiła głosem
sama ze służebnicami te swoje sromoty,
wymieniając imieniem tych, których rzekliśmy, jako że mnie
liczyła, że ni języka nie mam, ni uszka.
Nadto dodawała pewnego, którego wymienić nie chcę
imieniem, by nie podniósł rudych brwi.
To wysoki człek, któremu wielkie zwaliły niegdyś procesy
fałszywe z kłamliwego brzucha macierzyństwo.
salve, teque bona Iuppiter auctet ope,
Ianua, quam Balbo dicunt servisse benigne
olim, cum sedes ipse senex tenuit,
quamque ferunt rursus voto servisse maligne,
postquam es porrecto facta marita sene,
dic agedum nobis quare mutata feraris
in dominum veterem deseruisse fidem.
non (ita Caecilio placeam, cui tradita nunc sum)
culpa mea est, quamquam dicitur esse mea,
nec peccatum a me quisquam pote dicere quicquam:
†verum istius populi ianua qui te facit!
qui, quacumque aliquid reperitur non bene factum,
ad me omnes clamant, Ianua, culpa tua est.
non istuc satis est uno te dicere verbo,
sed facere ut quivis sentiat et videat.
qui possum? nemo quaerit nec scire laborat.
nos volumus; nobis dicere ne dubita.
primum igitur, virgo quod fertur tradita nobis,
falsum est. non illam vir prior attigerit,
languidior tenera cui pendens sicula beta
nunquam se mediam sustulit ad tunicam:
sed pater illius gnati violasse cubile
dicitur et miseram conscelerasse domum,
sive quod impia mens caeco flagrabat amore,
seu quod iners sterili semine natus erat
et quaerendus is unde foret nervosius illud
quod posset zonam solvere virgineam.
egregium narras mira pietate parentem,
qui ipse sui gnati minxerit in gremium.
atqui non solum hoc se dicit cognitum habere
Brixia † chinea suppositum specula,
flavus quam molli praecurrit flumine Mella,
Brixia, Veronae mater amata meae,
sed de Postumio et Corneli narrat amore,
cum quibus illa malum fecit adulterium.
dixerit hic aliquis, quid? tu istaec, Ianua, nosti,
cui nunquam domini limine abesse licet,
nec populum auscultare, sed hic suffixa tigillo
tantum operire soles aut aperire domum?
saepe illam audivi furtiva voce loquentem
solam cum ancillis haec sua flagitia,
nomine dicentem quos diximus, ut pote quae mi
speraret nec linguam esse nec auriculam.
praeterea addebat quendam, quem dicere nolo
nomine ne tollat rubra supercilia.
longus homo est, magnas cui lites intulit olim
falsum mendaci ventre puerperium.
zapisany łzami ślesz ten liścik,
bym rozbitka, wyrzuconego spienionego morza falami,
podniósł i od śmierci progu przywrócił,
którego ani święta Wenus miękkim spocząć snem
opuszczonemu na samotnym łożu nie pozwala,
ani dawnych słodką pisarzy pieśnią Muzy
nie cieszą, gdy umysł trwożny czuwa,
miłe mi to jest, skoro mówisz, żem ci przyjaciel,
i darów Muz stąd żądasz i Wenus.
Lecz byś ty nie był nieświadomy mych niedoli, Manliuszu,
i byś nie mniemał, że nienawidzę gościa powinności,
posłuchaj, jakimi sam nurzam się losu falami,
byś więcej od nędznego darów szczęśliwych nie żądał.
W czasie, gdy pierwszy raz szatę czystą mi oddano,
gdy kwitnący wiek wesołą wiódł wiosnę,
dość wiele igrałem; nie jest nam nieznaną bogini,
która słodką z troskami miesza gorycz:
lecz cały ten zapał żałobą bratnia mi śmierć
odjęła. O nędznemu bracie mi wydarty,
ty umierając skruszyłeś me szczęście, bracie,
z tobą razem cały pogrzebany jest nasz dom,
wszystkie z tobą razem zginęły nasze radości,
które twa w życiu słodka żywiła miłość.
Za którego zgubą z całego umysłu wygnałem
te zamiłowania i wszystkie rozkosze ducha.
Przeto, że piszesz, iż w Weronie hańba jest dla Katulla
być, bo tu ktoś z lepszego stanu
zziębłe na opuszczonym rozgrzewa łożu członki,
to, Manliuszu, nie hańba, raczej nieszczęście.
Wybaczysz więc, jeśli, czego mi żałoba odjęła,
tych ci nie udzielam darów, gdy nie mogę.
Bo że pisarzy niewielki jest u mnie zapas,
to stąd, że w Rzymie żyjemy: tam mój dom,
tam ma siedziba, tam mój wiek się spędza;
tu jedna z wielu szkatułka za mną idzie.
Skoro tak jest, nie chciałbym, byś sądził, że złym umysłem
to czynię albo z duszy niedość szlachetnej,
że ci obu żądającemu zapas nie jest dany:
sam bym z siebie ofiarował, gdyby jakiś był zapas.
conscriptum hoc lacrimis mittis epistolium,
naufragum ut eiectum spumantibus aequoris undis
sublevem et a mortis limine restituam,
quem neque sancta Venus molli requiescere somno
desertum in lecto caelibe perpetitur,
nec veterum dulci scriptorum carmine musae
oblectant, cum mens anxia pervigilat,
id gratum est mihi, me quoniam tibi dicis amicum
muneraque et Musarum hinc petis et Veneris.
sed tibi ne mea sint ignota incommoda, Manli,
neu me odisse putes hospitis officium,
accipe quis merser fortunae fluctibus ipse,
ne amplius a misero dona beata petas.
tempore quo primum vestis mihi tradita pura est,
iucundum cum aetas florida ver ageret,
multa satis lusi; non est dea nescia nostri
quae dulcem curis miscet amaritiem:
sed totum hoc studium luctu fraterna mihi mors
abstulit. o misero frater adempte mihi,
tu mea tu moriens fregisti commoda, frater,
tecum una tota est nostra sepulta domus,
omnia tecum una perierunt gaudia nostra,
quae tuus in vita dulcis alebat amor.
cuius ego interitu tota de mente fugavi
haec studia atque omnes delicias animi.
quare, quod scribis Veronae turpe Catullo
esse quod hic quisquis de meliore nota
frigida deserto tepefactet membra cubili,
id, Manli, non est turpe, magis miserum est.
ignosces igitur, si, quae mihi luctus ademit,
haec tibi non tribuo munera, cum nequeo.
nam quod scriptorum non magna est copia apud me,
hoc fit quod Romae vivimus: illa domus,
illa mihi sedes, illic mea carpitur aetas;
huc una ex multis capsula me sequitur.
quod cum ita sit, nolim statuas nos mente maligna
id facere aut animo non satis ingenuo
quod tibi non utriusque petenti copia parta est:
ultro ego deferrem, copia si qua foret.
pomógł lub jak wielkimi pomógł usługami,
by uciekający z zapominającymi wiekami czas
jego tej ślepą nocą nie zakrył gorliwości:
lecz powiem wam, wy dalej powiedzcie wielu
tysiącom i sprawcie, by ta karta mówiła zestarzała,
i niech coraz bardziej sławny będzie zmarły,
i niech wysoko cienką snując pajęczą sieć
na opuszczonym Alliusza imieniu dzieła nie tka.
Bo jaką mi dała dwoista Amatuzja troskę,
wiecie, i w jakim mnie zgubiła rodzaju,
gdy tak płonąłem, jak trynakryjska skała
i woda w ojtajskich malijska Termopilach,
i smutne ustawicznym trawić się płaczem oczy
nie przestawały i smutną kropić deszczem lica,
jak na powietrznym prześwitujący szczycie góry
strumień z omszałego wytryska kamienia,
który, gdy ze stromej stromo doliny się stoczył,
przez środek gęstego przechodzi ludu drogą,
słodkim wędrowcowi znużonemu w pocie ulgą,
gdy ciężki spiekłe upał rozdziera pola,
ten, jak w czarnym miotanym wirze żeglarzom
łagodniej dmący wiatr pomyślny przychodzi,
już modlitwą Polluksa, już Kastora wzywany,
takim była nam Alliusza pomocą.
On zamknięte szeroką otworzył ścieżką pole,
i on dom nam, i on dał pani,
u której byśmy wspólne uprawiali miłości.
Tam ma się miękką jasna bogini stopą
wniosła i lśniącą na wygładzonym progu podeszwę
oparłszy zatrzymała skrzypiącym sandałem,
jak niegdyś płonąc przyszła miłością małżonka
Laodamia do Protesilaosowego domu,
zaczętego na próżno, bo jeszcze świętą krwią
ofiara niebiańskich panów nie przejednała.
Nic mi tak bardzo niech się nie podoba, ramnuzyjska dziewico,
co lekkomyślnie wbrew woli panów się podejmuje.
Jak głodny ołtarz łaknie pobożnej krwi,
nauczyła się, straciwszy męża, Laodamia,
zmuszona nowego małżonka szyję puścić,
nim, gdy nadejdzie jedna i druga znów zima,
w długich nocach chciwą nasyciła miłość,
by mogła żyć po zerwanym małżeństwie:
o czym wiedziały Parki, że niedługo mu do tego,
jeśli żołnierz pod iliackie mury pójdzie:
bo wtedy przez porwanie Heleny pierwsi Argiwowie
poczęli ku sobie Troję wzywać mężów,
Troja (o zgrozo!) wspólny grób Azji i Europy,
Troja mężów i wszystkich cnót gorzki popiół:
która i naszemu śmierć żałosną bratu
przyniosła. Biada nędznemu bracie mi wydarty,
biada nędznemu bratu miłe światło wydarte,
z tobą razem cały pogrzebany jest nasz dom,
wszystkie z tobą razem zginęły nasze radości,
które twa w życiu słodka żywiła miłość.
Którego teraz tak daleko, nie wśród znanych grobów
ni blisko pokrewnych złożonego prochów,
lecz w Troi plugawej, Troi nieszczęsnej pogrzebanego
trzyma na ostatnim gruncie obca ziemia.
Ku której wtedy spiesząc, mówią, zewsząd młódź
grecka domowe opuściła ogniska,
by Parys, uciechą uprowadzonej wolnej ciesząc się nierządnicy,
nie wiódł swobodnych w spokojnej komnacie chwil.
Tym ci wtedy wypadkiem, najpiękniejsza Laodamio,
wydarte zostało od życia słodsze i od duszy
małżeństwo: tak wielkim cię pochłaniając wirem miłości
prąd w urwistą uniósł przepaść,
jak, powiadają Grecy, pod Kyllene Feneus
osusza, wysączywszy z tłustego bagna grunt,
który niegdyś, przeciąwszy góry wnętrzności, wydrążył,
jak słychać, fałszywy rodzic Amfitrioniada,
w czasie, gdy stymfalskie pewną strzałą potwory
poraził na rozkaz gorszego pana,
by liczniejszymi niebios ścierana była brama bogów
i Hebe nie była w długim dziewictwie.
Lecz twa głęboka miłość głębsza od tej przepaści była,
która wtedy nieposkromioną nauczyła nieść jarzmo.
Bo ni tak drogi zgrzybiałemu wiekiem rodzicowi
jedynej córki syn późno zrodzony żywot,
który, gdy z trudem wreszcie do dziadowskich bogactw
imię wpisane wniósł w poświadczone tablice,
bezbożne wyśmianego krewniaka radości niwecząc
spędza sępa z siwej głowy:
ni tak śnieżnym cieszyła się gołębiem żadna
towarzyszka, która, mówią, o wiele bezwstydniej
pocałunki dziobiącym zawsze zrywa dziobem,
niż ona, która nade wszystko mnogo pragnie kobieta:
lecz ty tych wielkie sama przewyższyłaś szały,
gdyś raz z jasnowłosym pojednana mężem.
Której albo w niczym, albo w mało wtedy ustępować godna
światłość ma sama nam się wniosła na łono,
którą krążąc tu i tam często Kupido
lśnił jasny w szafranowej tunice.
Która, choć jednym nie jest zadowolona Katullem,
rzadkie wstydliwej pani ukradki zniesiemy,
byśmy nazbyt na modłę głupców nie byli dokuczliwi:
często i Junona, największa z niebian,
za winę małżonka wrzący dławi gniew,
poznając wielolubego liczne ukradki Jowisza.
Lecz nie godzi się z bogami ludzi zrównywać —
† zdejmij niewdzięczny drżącego rodzica ciężar.
Ni jednak ona mi prawicą wiedziona ojcowską
przyszła pachnąc asyryjską wonią do domu,
lecz skrytą dała cudowne dary nocą,
z samego męża łona wyjęte.
Przeto to dość, jeśli nam ten sam dany dzień,
który ona kamieniem jaśniejszym znaczy.
Ten ci, jaki mogłem, ukończony pieśnią dar
za liczne, Alliuszu, oddaje się usługi,
by waszego szorstką rdzą nie tykał imienia
ten i ów dzień, i inny, i inny.
Do tego niech dodadzą bogowie jak najwięcej, co Temida niegdyś
dawnym zwykła była pobożnym dary nieść:
bądźcie szczęśliwi i ty zarazem, i twe życie,
i dom, w którym my igraliśmy i pani,
i ten, kto z początku nam † dał ziemię, sprawca,
od którego pierwsze wszystkie zrodziły się dobra,
i przede wszystkimi ta, co mi od samego siebie droższa,
światłość ma, przez którą żywej żyć słodko mi jest.
iuverit aut quantis iuverit officiis,
ne fugiens saeclis obliviscentibus aetas
illius hoc caeca nocte tegat studium:
sed dicam vobis, vos porro dicite multis
milibus et facite haec charta loquatur anus
notescatque magis mortuus atque magis,
nec tenuem texens sublimis aranea telam
in deserto Alli nomine opus faciat.
nam mihi quam dederit duplex Amathusia curam
scitis, et in quo me corruerit genere,
cum tantum arderem quantum Trinacria rupes
lymphaque in Oetaeis Malia Thermopylis,
maesta neque adsiduo tabescere lumina fletu
cessarent tristique imbre madere genae,
qualis in aerii perlucens vertice montis
rivus muscoso prosilit e lapide,
qui, cum de prone praeceps est valle volutus,
per medium densi transit iter populi,
dulce viatori lasso in sudore levamen
cum gravis exustos aestus hiulcat agros.
hic, velut in nigro iactatis turbine nautis
lenius adspirans aura secunda venit
iam prece Pollucis, iam Castoris implorata,
tale fuit nobis Allius auxilium.
is clausum lato patefecit limite campum,
isque domum nobis isque dedit dominae,
ad quam communes exerceremus amores.
quo mea se molli candida diva pede
intulit et trito fulgentem in limine plantam
innixa arguta constituit solea,
coniugis ut quondam flagrans advenit amore
Protesilaeam Laodamia domum
inceptam frustra, nondum cum sanguine sacro
hostia caelestis pacificasset eros.
nil mihi tam valde placeat, Rhamnusia virgo,
quod temere invitis suscipiatur eris.
quam ieiuna pium desideret ara cruorem
docta est amisso Laodamia viro,
coniugis ante coacta novi dimittere collum
quam veniens una atque altera rursus hiems
noctibus in longis avidum saturasset amorem,
posset ut abrupto vivere coniugio:
quod scibant Parcae non longo tempore abesse,
si miles muros isset ad Iliacos:
nam tum Helenae raptu primores Argivorum
coeperat ad sese Troia ciere viros,
Troia (nefas) commune sepulcrum Asiae Europaeque,
Troia virum et virtutum omnium acerba cinis:
quaene etiam nostro letum miserabile fratri
attulit. Hei misero frater adempte mihi,
hei misero fratri iucundum lumen ademptum,
tecum una tota est nostra sepulta domus,
omnia tecum una perierunt gaudia nostra,
quae tuus in vita dulcis alebat amor.
quem nunc tam longe non inter nota sepulcra
nec prope cognatos compositum cineres,
sed Troia obscena, Troia infelice sepultum
detinet extremo terra aliena solo.
ad quam tum properans fertur simul undique pubes
Graeca penetralis deseruisse focos,
ne Paris abducta gavisus libera moecha
otia pacato degeret in thalamo.
quo tibi tum casu, pulcherrima Laodamia,
ereptum est vita dulcius atque anima
coniugium: tanto te absorbens vertice amoris
aestus in abruptum detulerat barathrum,
quale ferunt Grai Pheneum prope Cylleneum
siccare emulsa pingue palude solum,
quod quondam caesis montis fodisse medullis
audit falsiparens Amphitryoniades,
tempore quo certa Stymphalia monstra sagitta
perculit imperio deterioris eri,
pluribus ut caeli tereretur ianua divis,
Hebe nec longa virginitate foret.
sed tuus altus amor barathro fuit altior illo,
qui tunc indomitam ferre iugum docuit.
nam nec tam carum confecto aetate parenti
una caput seri nata nepotis alit,
qui, cum divitiis vix tandem inventus avitis
nomen testatas intulit in tabulas,
impia derisi gentilis gaudia tollens
suscitat a cano vulturium capiti:
nec tantum niveo gavisa est ulla columbo
compar, quae multo dicitur improbius
oscula mordenti semper decerpere rostro
quam quae praecipue multivola est mulier:
sed tu horum magnos vicisti sola furores,
ut semel es flavo conciliata viro.
aut nihil aut paulo cui tum concedere digna
lux mea se nostrum contulit in gremium,
quam circumcursans hinc illinc saepe Cupido
fulgebat crocina candidus in tunica.
quae tamenetsi uno non est contenta Catullo,
rara verecundae furta feremus erae,
ne nimium simus stultorum more molesti:
saepe etiam Iuno, maxima caelicolum,
coniugis in culpa flagrantem concoquit iram
noscens omnivoli plurima furta Iovis.
atqui nec divis homines componier aequum est
ingratum tremuli tolle parentis onus.
nec tamen illa mihi dextra deducta paterna
fragrantem Assyrio venit odore domum,
sed furtiva dedit mira munuscula nocte
ipsius ex ipso dempta viri gremio.
quare illud satis est, si nobis is datur unis
quem lapide illa diem candidiore notat.
hoc tibi quod potui confectum carmine munus
pro multis, Alli, redditur officiis,
ne vestrum scabra tangat robigine nomen
haec atque illa dies atque alia atque alia.
huc addent divi quam plurima, quae Themis olim
antiquis solita est munera ferre piis:
sitis felices et tu simul et tua vita
et domus, in qua nos lusimus et domina,
et qui principio nobis † terram dedit aufert,
a quo sunt primo omnia nata bona,
et longe ante omnes mihi quae me carior ipso est,
lux mea, qua viva vivere dulce mihi est.
Rufie, nie chce podłożyć czułego uda,
choćbyś ją rzadkiej podważał darem szaty
lub przezroczystego wdziękami klejnotu.
Szkodzi ci pewna zła bajka, w której o tobie mówią,
że w dolinie pach dziki mieszka kozioł.
Tego wszyscy się boją. I nic dziwnego: bo bardzo zła to
bestia, ani z nią ładna dziewczyna nie legnie.
Przeto albo srogą nosów zabij zarazę,
albo dziwić się przestań, czemu uciekają.
Rufe, velit tenerum supposuisse femur,
non si illam rarae labefactes munere vestis
aut perluciduli deliciis lapidis.
laedit te quaedam mala fabula, qua tibi fertur
valle sub alarum trux habitare caper.
hunc metuunt omnes. neque mirum: nam mala valde est
bestia, nec quicum bella puella cubet.
quare aut crudelem nasorum interfice pestem,
aut admirari desine cur fugiunt.
niż mnie, choćby sam Jowisz o nią zabiegał.
Mówi: lecz co kobieta chciwemu mówi kochankowi,
na wietrze i wartkiej wodzie pisać należy.
quam mihi, non si se Iuppiter ipse petat.
dicit: sed mulier cupido quod dicit amanti
in vento et rapida scribere oportet aqua.
albo jeśli kogo zasłużenie powolna podagra tnie,
ów rywal twój, który wasze uprawia miłostki,
cudownie od ciebie zyskał oba zła.
Bo ilekroć się złączy, tylekroć mści się na obojgu:
ją dręczy odorem, sam ginie od podagry.
aut si quem merito tarda podagra secat,
Aemulus iste tuus, qui vestrum exercet amorem,
mirifice est a te nactus utrumque malum.
nam quotiens futuit totiens ulciscitur ambos:
illam adfligit odore, ipse perit podagra.
Lesbio, i że nade mnie nie chcesz posiadać Jowisza.
Kochałem cię wtedy nie tak, jak pospólstwo kochankę,
lecz jak ojciec synów kocha i zięciów.
Teraz cię poznałem: przeto, choć mocniej płonę,
o wiele jednak mi jesteś podlejsza i lżejsza.
Jak to możliwe? — pytasz. Bo taka krzywda kochanka
zmusza kochać więcej, lecz życzyć dobrze mniej.
Lesbia, nec prae me velle tenere Iovem.
dilexi tum te non tantum ut vulgus amicam,
sed pater ut gnatos diligit et generos.
nunc te cognovi: quare etsi impensius uror,
multo mi tamen es vilior et levior.
qui potis est? inquis. quod amantem iniuria talis
cogit amare magis, sed bene velle minus.
albo mniemać, że ktoś może stać się wdzięczny.
Wszystko niewdzięczne, na nic dobroć uczyniona:
owszem, nawet przykrzy się, przykrzy i szkodzi bardziej:
jak mnie, którego nikt ciężej ni goręcej nie gnębi
niż ten, co niedawno mnie jednego i jedynego miał za przyjaciela.
aut aliquem fieri posse putare pium.
omnia sunt ingrata, nihil fecisse benigne:
immo etiam taedet, taedet obestque magis:
ut mihi, quem nemo gravius nec acerbius urget
Quam modo qui me unum atque unicum amicum habuit.
jeśli kto o miłostkach mówił lub je uprawiał.
By to jemu się nie zdarzyło, stryja przyugniótł samą
żonę i stryja uczynił Harpokratesem.
Czego chciał, dokonał: bo choćby teraz gębę zapchał samemu
stryjowi, słowa nie rzeknie stryj.
si quis delicias diceret aut faceret.
hoc ne ipsi accideret, patrui perdepsuit ipsam
uxorem et patruum reddidit Harpocratem.
quod voluit fecit: nam, quamvis irrumet ipsum
nunc patruum, verbum non faciet patruus.
i tak się sam zgubił swą powinnością,
że już ani dobrze życzyć ci nie może, choćbyś się stała najlepszą,
ani przestać kochać, choćbyś wszystko czyniła.
atque ita se officio perdidit ipsa suo,
ut iam nec bene velle queat tibi, si optuma fias,
nec desistere amare, omnia si facias.
jest człowiekowi, gdy mniema, że jest pobożny,
i że świętej nie zbezcześcił wiary, ani w żadnym przymierzu
mocy bogów nie nadużył ku zwodzeniu ludzi,
wiele gotowych czeka cię w długim wieku, Katullu,
z tej niewdzięcznej miłości radości.
Bo cokolwiek ludzie komuś dobrego rzec mogą
lub uczynić, to od ciebie i rzeczone, i uczynione:
wszystko, co niewdzięcznemu powierzone przepadło umysłowi.
Przeto czemuż ty się już dłużej dręczysz?
Czemu ducha nie utwierdzisz i stamtąd się nie wycofasz,
i wbrew bogom nie przestaniesz być nędzny?
Trudno jest długą nagle złożyć miłość;
trudno, lecz to jakkolwiek dokonaj.
To jedyny ratunek, to musisz przezwyciężyć;
to czyń, czy to niemożliwe, czy możliwe.
O bogowie, jeśli waszą jest litować się, albo jeśliście komu kiedy
ostatnią już w samej śmierci nieśli pomoc,
mnie nędznego wejrzyjcie i, jeślim czysto życie wiódł,
wyrwijcie mi tę zarazę i zgubę!
Biada mi, jak wkradająca się w głębię członków drętwota
wypędziła z całej piersi radości.
Już nie tego pragnę, by wzajem mnie kochała ona,
albo, co niemożliwe, by wstydliwą być chciała:
sam zdrowia pragnę i tę wstrętną złożyć chorobę.
O bogowie, oddajcie mi to za pobożność mą.
est homini, cum se cogitat esse pium,
nec sanctam violasse fidem, nec foedere in ullo
divum ad fallendos numine abusum homines,
multa parata manent in longa aetate, Catulle,
ex hoc ingrato gaudia amore tibi.
nam quaecumque homines bene cuiquam aut dicere possunt
aut facere, haec a te dictaque factaque sunt:
omnia quae ingratae perierunt credita menti.
quare cur tu te iam amplius excrucies?
quin tu animo offirmas atque istinc teque reducis
et dis invitis desinis esse miser?
difficile est longum subito deponere amorem;
difficile est, verum hoc qua libet efficias.
una salus haec est, hoc est tibi pervincendum;
hoc facias, sive id non pote sive pote.
o di, si vestrum est misereri, aut si quibus unquam
extremam iam ipsa in morte tulistis opem,
me miserum adspicite et, si vitam puriter egi,
eripite hanc pestem perniciemque mihi!
hei mihi subrepens imos ut torpor in artus
expulit ex omni pectore laetitias.
non iam illud quaero, contra ut me diligat illa,
aut, quod non potis est, esse pudica velit:
ipse valere opto et taetrum hunc deponere morbum.
o di, reddite mi hoc pro pietate mea.
(na próżno? owszem, wielką ceną i złem),
tak mi się wkradłeś i wnętrzności paląc,
biada nędznemu, wydarłeś mi wszystkie nasze dobra?
Wydarłeś, ach, okrutna naszego
życia trucizno, ach naszej zarazo przyjaźni.
(frustra? immo magno cum pretio atque malo),
sicine subrepsti mi atque intestina perurens
hei misero eripuisti omnia nostra bona?
eripuisti, eheu nostrae crudele venenum
vitae, eheu nostrae pestis amicitiae.
drugiego uroczy syn.
Gallus to miły człek: bo słodkie łączy miłostki,
by z ładnym chłopcem ładna legła dziewczyna.
Gallus to głupi człek i nie widzi, że jest mężem,
on, stryj, który stryjowi cudzołóstwo ukazuje.
Lecz teraz tego żałuję, że czyste czystej dziewczyny
pocałunki zbrukała sprośna twoja ślina.
Ale to nie ujdzie ci bezkarnie: bo cię wszystkie wieki
poznają, i kim jesteś, sława powie zestarzała.
alterius, lepidus filius alterius.
Gallus homo est bellus: nam dulces iungit amores,
cum puero ut bello bella puella cubet.
Gallus homo est stultus nec se videt esse maritum,
qui patruus patrui monstret adulterium.
Sed nunc id doleo quod purae pura puellae
savia comminxit spurca saliva tua.
verum id non impune feres: nam te omnia saecla
noscent et qui sis fama loquetur anus.
niż ciebie z całym rodem, Katullu, twoim.
Lecz jednak niech ten piękny sprzeda z rodem Katulla,
jeśli trzy pocałunki znajomych znajdzie.
stają się bielsze od iberyjskiego śniegu,
gdy rankiem z domu wychodzisz i gdy cię ósma z drzemki
z miękkiej podnosi godzina w długim dniu?
Coś tam pewnie jest: czy naprawdę sława szepce,
że ty pękate wielkie środka pożerasz męża?
Tak zaiste jest: krzyczą pęknięte nędznego Wiktora
lędźwie, i wargi znaczone wysączonym sokiem.
Hiberna fiant candidiora nive,
mane domo cum exis et cum te octava quiete
e molli longo suscitat hora die?
nescio quid certe est: an vere fama susurrat
grandia te medii tenta vorare viri?
sic certe est: clamant Victoris rupta miselli
ilia, et emulso labra notata sero.
miłego człeka, którego byś kochać począł,
prócz tego twego z konającej siedziby Pizauru
gościa, bledszego niż pozłacany posąg?
Który ci teraz jest miły, którego ty nad nas przekładać
śmiesz i nie wiesz, jaką zbrodnię czynisz.
albo jeśli co droższego jest nad oczy,
nie wydzieraj mu, co o wiele droższe jemu
jest nad oczy, czy co droższego jest nad oczy.
aut aliud si quid carius est oculis,
eripere ei noli multo quod carius illi
est oculis seu quid carius est oculis.
to owemu głupcowi największą jest radością.
Mule, nic nie czujesz. Gdyby o nas zapomniawszy milczała,
zdrowa by była: teraz, że warczy i złorzeczy,
nie tylko pamięta, lecz, co o wiele ostrzejsze,
gniewa się: to jest, płonie i mówi.
haec illi fatuo maxima laetitia est.
mule, nihil sentis. si nostri oblita taceret,
sana esset: nunc quod gannit et obloquitur,
non solum meminit, sed, quae multo acrior est res,
irata est: hoc est, uritur et loquitur.
rzec, i „zasadzki" Arriusz „hzasadzki",
i wtedy cudownie się spodziewał, że przemówił,
gdy ile mógł, wyrzekł „hzasadzki".
Wierzę, tak matka, tak wyzwoleniec wuj jego,
tak z matczynej strony dziad rzekli i babka.
Gdy go posłano do Syrii, odpoczęły wszystkim uszy:
słyszały te same słowa łagodnie i lekko,
ani się odtąd takich nie lękały słów,
gdy nagle nadchodzi wieść straszliwa,
że jońskie fale, odkąd tam Arriusz przybył,
już nie jońskie są, lecz hjońskie.
dicere, et insidias Arrius hinsidias,
et tum mirifice sperabat se esse locutum
cum quantum poterat dixerat hinsidias.
credo, sic mater, sic liber avunculus eius,
sic maternus avus dixerat atque avia
hoc misso in Syriam requierant omnibus aures:
audibant eadem haec leniter et leviter,
nec sibi postilla metuebant talia verba,
cum subito adfertur nuntius horribilis
Ionios fluctus, postquam illuc Arrius isset,
iam non Ionios esse, sed Hionios.
Nie wiem, lecz czuję, że tak się dzieje, i cierpię.
nescio, sed fieri sentio et excrucior.
prawdziwie, jak przeze mnie, Lesbio, kochana jesteś moja.
Żadna wierność nigdy w żadnym przymierzu nie była tak wielka,
jak w miłości twojej z mej strony znaleziona.
vere, quantum a me Lesbia amata mea es
nulla fides ullo fuit unquam in foedere tanta
quanta in amore tuo ex parte reperta mea est.
lubieżnie czuwa, zrzuciwszy tuniki?
Cóż czyni ten, kto stryjowi nie daje być mężem?
Czyż wiesz, ile zbrodni na się bierze?
Bierze, o Gelliuszu, ile ni ostatnia Tetyda,
ni rodzic nimf Okeanos nie zmyje:
bo nic już nie ma zbrodni, dokąd by dalej zaszedł,
choćby spuściwszy głowę sam siebie pożerał.
prurit et abiectis pervigilat tunicis?
quid facit is patruum qui non sinit esse maritum?
ecquid scis quantum suscipiat sceleris?
suscipit, o Gelli, quantum non ultima Tethys
nec genitor nympharum abluit Oceanus:
nam nihil est quicquam sceleris quo prodeat ultra,
non si demisso se ipse voret capite.
i tak krzepka żyje, i tak wdzięczna siostra,
i tak dobry stryj, i tak wszystko pełne dziewcząt
pokrewnych, czemuż by przestał być wychudły?
Który, choćby niczego nie tknął prócz tego, czego dotknąć się nie godzi,
ile chcesz, czemu jest chudy, znajdziesz.
tamque valens vivat tamque venusta soror
tamque bonus patruus tamque omnia plena puellis
cognatis, quare is desinat esse macer?
qui ut nihil attingat, nisi quod fas tangere non est,
quantumvis quare sit macer invenies.
w tej nędznej naszej, tej zgubnej będziesz miłości,
bo bym cię znał dobrze lub stałym mniemał
albo zdolnym umysł od sromotnej wstrzymać hańby,
lecz że ani matką, ani rodzoną siostrą nie widziałem,
by ci była ta, której mnie wielka trawiła miłość;
i choć bym z tobą wielkim był złączony obyczajem,
nie dość to za powód sądziłem, by ci było.
Ty dość to uznałeś: taka ci radość w każdej
winie jest, w jakiejkolwiek jest coś zbrodni.
in misero hoc nostro, hoc perdito amore fore
quod te cognossem bene constantemve putarem
aut posse a turpi mentem inhibere probro,
sed neque quod matrem nec germanam esse videbam
hanc tibi cuius me magnus edebat amor;
et quamvis tecum multo coniungerer usu,
non satis id causae credideram esse tibi.
tu satis id duxti: tantum tibi gaudium in omni
culpa est in quacumque est aliquid sceleris.
o mnie: Lesbia niech zginę, jeśli mnie nie kocha.
Po jakim znaku? Bo tyleż jest moich: przeklinam ją
ustawicznie, lecz niech zginę, jeśli nie kocham.
de me: Lesbia me dispeream nisi amat.
quo signo? quia sunt totidem mea: deprecor illam
adsidue, verum dispeream nisi amo.
ani wiedzieć, czyś biały, czy czarny człek.
nec scire utrum sis albus an ater homo.
To jest, co mówią: sam garnek zioła zbiera.
hoc est quod dicunt, ipsa olera olla legit.
odkąd zaczęta i po dziewiątej wydana zimie,
gdy tymczasem pięćset tysięcy Hortensjusz w jednym...
Zmyrna aż do wklęsłych Satrachu głęboko posłana będzie fal,
Zmyrnę siwe długo wieki przewracać będą.
Lecz Wolusjusza roczniki pod samą Padwą pomrą
i luźne makrelom często dadzą tuniki.
Drobne mego niech mi drogie będą pomniki druha:
niech lud się nadętym cieszy Antymachem.
quam coepta est nonamque edita post hiemem,
milia cum interea quingenta Hortensius uno
Zmyrna cavas Satrachi penitus mittetur ad undas,
Zmyrnam cana diu saecula pervolvent.
at Volusi annales Paduam morientur ad ipsam
et laxas scombris saepe dabunt tunicas.
parva mei mihi sint cordi monumenta sodalis:
at populus tumido gaudeat Antimacho.
zdarzyć się może z naszego, Kalwie, bólu,
tym pragnieniem, którym dawne odnawiamy miłości
i niegdyś porzucone opłakujemy przyjaźnie,
zaiste nie tak wielkim śmierć przedwczesna bólem
jest Kwintylii, ile się cieszy miłością twoją.
accidere a nostro, Calve, dolore potest,
quo desiderio veteres renovamus amores
atque olim missas flemus amicitias,
certe non tanto mors immatura dolori est
Quintiliae, quantum gaudet amore tuo.
czy usta, czy tyłek wąchać będę Emiliuszowi.
W niczym nie czystsze to, w niczym nie brudniejsze tamto,
a raczej i tyłek czystszy, i lepszy:
bo bez zębów jest. Te zęby na półtora stopy,
dziąsła zaś jak stara skrzynia furmańska,
nadto rozwarcie, jakie rozpłatana w upale
sikającej muły srom miewa zwykle.
Ten wielu ma i sam się czyni wdzięcznym,
i nie do żaren jest oddany ani do osła?
Którego jeśli jaka tknie, nie sądźmyż, że ona zdolna
chorego tyłek lizać kata?
utrumne os an culum olfacerem Aemilio.
nilo mundius hoc, nihiloque immundius illud,
verum etiam culus mundior et melior:
nam sine dentibus est. hoc dentis sesquipedalis,
gingivas vero ploxeni habet veteris,
praeterea rictum qualem diffissus in aestu
meientis mulae cunnus habere solet.
hic futuit multas et se facit esse venustum,
et non pistrino traditur atque asino?
quem si qua attingit, non illam posse putemus
aegroti culum lingere carnificis?
to, co się mówi gadatliwym i głupcom:
tym twym językiem, gdyby przyszła ci potrzeba, mógłbyś
tyłki i chodaki lizać skórzane.
Jeśli nas zgoła chcesz wszystkich zgubić, Wiktiuszu,
rozdziaw gębę: zgoła, czego pragniesz, dokonasz.
id quod verbosis dicitur et fatuis:
ista cum lingua, si usus veniat tibi, possis
culos et crepidas lingere carpatinas.
si nos omnino vis omnes perdere, Victi,
hiscas: omnino quod cupis efficies.
całuseczek, słodszy od słodkiej ambrozji.
Lecz nie uszło mi to bezkarnie: bo więcej niż godzinę,
pamiętam, byłem przybity na szczycie krzyża,
gdy ci się tłumaczę, ani żadnym płaczem nie mogę
odrobiny z waszej odjąć srogości.
Bo gdy tylko to się stało, wieloma zroszone wargi
kroplami otarłeś wszystkimi palcami,
by nic z naszych ust zetkniętego nie zostało,
niby zbrukana ślina sprośnej wilczycy.
Nadto wrogiej mnie nędznego oddać Miłości
nie przestałeś i wszelkim męczyć sposobem,
tak że mi z ambrozji odmieniony już był ów
całuseczek gorzki, od gorzkiego ciemiernika gorszy.
Skoro taką nędznej wyznaczasz miłości karę,
nigdy już odtąd pocałunków nie ukradnę.
saviolum dulci dulcius ambrosia.
verum id non impune tuli: namque amplius horam
suffixum in summa me memini esse cruce,
dum tibi me purgo nec possum fletibus ullis
tantillum vestrae demere saevitiae.
nam simul id factum est, multis diluta labella
guttis abstersisti omnibus articulis,
ne quicquam nostro contractum ex ore maneret,
tanquam commictae spurca saliva lupae.
praeterea infesto miserum me tradere Amori
non cessasti omnique excruciare modo,
ut mi ex ambrosia mutatum iam fores illud
saviolum tristi tristius elleboro.
quam quoniam poenam misero proponis amori,
nunquam iam posthac basia subripiam.
kwiat werońskiej, kochają do zguby, młodzi,
ten brata, tamten siostrę. To jest, co się zwie
bratnim prawdziwie słodkim towarzystwem.
Komu bardziej mam sprzyjać? Tobie, Celiuszu: bo twoja nam
przez czyny okazana jedyna przyjaźń,
gdy szalony palił mi płomień szpiki.
Bądź szczęśliwy, Celiuszu, bądź w miłości potężny.
flos Veronensum depereunt iuvenum,
hic fratrem, ille sororem. hoc est quod dicitur illud
fraternum vere dulce sodalicium.
cui faveam potius? Caeli, tibi: nam tua nobis
per facta exhibita est unica amicitia
cum vesana meas torreret flamma medullas.
sis felix, Caeli, sis in amore potens.
przybywam, bracie, na te żałosne pogrzebiny,
bym cię ostatnim obdarzył darem śmierci
i niemy próżno przemówił do prochu,
skoro los mi ciebie samego wydarł,
biada nędzny, niegodnie bracie mi odjęty.
Teraz jednak tymczasem te, dawnym rodziców obyczajem
przekazane smutnym darem na pogrzebiny,
przyjmij obficie bratnim spływające płaczem,
i na wieki, bracie, witaj i żegnaj.
advenio has miseras, frater, ad inferias,
ut te postremo donarem munere mortis
et mutam nequiquam adloquerer cinerem,
quandoquidem fortuna mihi tete abstulit ipsum,
heu miser indigne frater adempte mihi.
nunc tamen interea haec, prisco quae more parentum
tradita sunt tristi munere ad inferias,
accipe fraterno multum manantia fletu
atque in perpetuum, frater, ave atque vale.
którego by na wskroś znana była wierność ducha,
i mnie znajdziesz tym prawem poświęconego,
Korneliuszu, i sądź, żem się stał Harpokratesem.
cuius sit penitus nota fides animi,
meque esse invenies illorum iure sacratum,
Corneli, et factum me esse puta Harpocratem.
potem bądź, choćbyś srogi i nieokiełznany:
albo, jeśli cię pieniądze cieszą, przestań, proszę,
być rajfurem, a zarazem srogim i nieokiełznanym.
deinde esto quamvis saevus et indomitus:
aut, si te nummi deIectant, desine quaeso
Leno esse atque idem saevus et indomitus.
która mi nad oboje droższa jest oczu?
Nie mogłem, ani, gdybym mógł, tak zgubnie bym nie kochał:
lecz ty z Tapponem wszystkie czynisz potwory.
ambobus mihi quae carior est oculis?
non potui, nec, si possem, tam perdite amarem:
sed tu cum Tappone omnia monstra facis.
cóż by pomyślał, prócz że on sprzedać się pragnie?
quid credat, nisi se vendere discupere?
niespodzianie, to jest miłe duszy właściwie.
Przeto to miłe i nam, droższe nad złoto,
że ty się przywracasz, Lesbio, mnie pragnącemu:
przywracasz się pragnącemu i niespodziewającemu, sama wracasz
do nas. O światło jaśniejszym znaczone znakiem!
Któż ode mnie jednego szczęśliwszy żyje, albo bardziej te
upragnione nad życie rzeczy któż nazwać zdoła?
insperanti, hoc est gratum animo proprie.
quare hoc est gratum nobis quoque, carius auro,
quod te restituis, Lesbia, mi cupido:
restituis cupido atque insperanti, ipsa refers te
nobis. o lucem candidiore nota!
quis me uno vivit felicior, aut magis hac res
optandas vita dicere quis poterit?
zbrukana nieczystymi obyczajami, zginie,
nie wątpię zaiste, że najpierw wroga dobrym
język, wycięty, chciwemu będzie dany sępowi,
wyłupione oczy pożre czarnym gardłem kruk,
wnętrzności psy, resztę członków wilki.
spurcata impuris moribus intereat,
non equidem dubito quin primum inimica bonorum
lingua exsecta avido sit data vulturio,
effossos oculos voret atro gutture corvus,
intestina canes, cetera membra lupi.
tę naszą, że między nami wieczna będzie.
Bogowie wielcy, sprawcie, by prawdziwie przyrzec mogła
i by to szczerze rzekła i z duszy,
byśmy mogli przez całe przewieść życie
wieczne to świętej przymierze przyjaźni.
hunc nostrum inter nos perpetuumque fore.
di magni, facite ut vere promittere possit
atque id sincere dicat et ex animo,
ut liceat nobis tota perducere vita
aeternum hoc sanctae foedus amicitiae.
biorą zapłatę za to, co czynić postanawiają.
Ty, żeś mi to przyrzekła, a skłamała, wroga jesteś;
że ani dajesz, a bierzesz często, czynisz zbrodnię.
Albo uczynić to szlachetnej, albo nie przyrzekać wstydliwej,
Aufileno, było: lecz dane porwać,
oszukując, † czyni więcej niż chciwa nierządnica,
która się całym ciałem prostytuuje.
accipiunt pretium quod facere instituunt.
tu, quod promisti mihi, quod mentita, inimica es;
quod nec das et fers saepe, facts facinus.
aut facere ingenuae est, aut non promisse pudicae,
Aufilena, fuit: sed data corripere
fraudando † efficit plus quam meretricis avarae,
quae sese toto corpore prostituit.
z chwał wybornych chwałą jest oblubienic:
lecz komukolwiek jakkolwiek raczej ulec przystoi,
niż matce braci ze stryja rodzić.
nuptarum laus e laudibus eximiis:
sed cuivis quamvis potius succumbere par est
quam matrem fratres ex patruo parere.
zstępuje: Nazonie, wielki jesteś i lubieżny.
descendit: Naso, multus es et pathicus.
Mecylię: gdy konsulem został znów,
zostali dwaj, lecz wzrosły tysiące w każdego
jednego. Płodne nasienie w cudzołóstwie.
zwie się, który tyle rzeczy w sobie ma wybornych,
ptactwo wszelkiego rodzaju, ryby, łąki, pola i zwierzynę.
Na próżno: plony wydatkami przewyższa.
Przeto zgadzam się, niech będzie bogaty, byle wszystkiego brakło;
grunt chwalmy, byle sam domu potrzebował.
czterdzieści roli: reszta to morza.
Czemuż by nie mógł bogactwem Krezusa przewyższyć,
kto w jednym gruncie tyle dóbr posiada,
łąki, role, ogromne lasy, gruntów i bagien
aż po Hyperborejów i morze po Ocean?
Wszystko to wielkie jest, on jednak sam największy jest ponadto,
nie człowiek, lecz zaiste mentula wielka i groźna.
quadraginta arvi: cetera sunt maria.
cur non divitiis Croesum superare potis sit
uno qui in saltu tot bona possideat,
prata, arva, ingentis silvas saltusque paludesque
usque ad Hyperboreos et mare ad Oceanum?
omnia magna haec sunt, tamen ipse est maximus ultro,
non homo, sed vero mentula magna minax.
pieśni bym mógł posłać Battiady,
którymi bym cię zmiękczył, byś nie próbował
pocisków wrogich mi miotać aż w samą głowę,
teraz widzę, że próżno podjęty był ten trud,
Gelliuszu, i że tu nasze nie zdały się prośby.
Przeciw nam te pociski twoje odparujemy płaszczem:
lecz przebity naszymi ty poniesiesz karę.
carmina uti possem mittere Battiadae
qui te lenirem nobis, neu conarere
tela infesta mihi mittere in usque caput,
hunc video mihi nunc frustra sumptum esse laborem,
Gelli, nec nostras hic valuisse preces.
contra nos tela ista tua evitamus amictu:
at fixus nostris tu dabis supplicium.